Wiadomości

W końcu wykuł to żelazo

Dla jednych sukcesem są życiówki i zwycięstwa, a dla innych ukończenie pełnego dystansu. Do drugiej grupy zalicza się Witold Wiśniewski, którego zmagania w Tallinie opisała dla Triathlonlife.pl jego żona, Joanna.

Mój mąż właśnie spełnił marzenie. Wbiegając na metę wewnątrz niesamowitego muzeum hydroplanów w Tallinnie usłyszał „Witold, you are an Ironman!”. Światła stroboskopowe, monumentalna muzyka i czerwony dywan powodowały, że po prawie 14 godzinach (13:40:12) wysiłku zobaczyłam szczęśliwego człowieka, który dokonał wręcz niemożliwego.

Do trzech razy sztuka

Do startu w zawodach z licencją Ironman podchodził trzy razy. W lipcu 2019 roku miał podjąć wyzwanie na pełnym dystansie w Hamburgu, ale złamał obojczyk podczas kolizji na rowerze 5 tygodni przed startem.  Niezrażony, jak tylko wyzdrowiał, zapisał się ponownie, tym razem do Tallina.  Covid 19 był przyczyną decyzji o przesunięciu startu na 2021. Niestety, jesienią 2020 roku, uraz kręgosłupa wykluczył udział męża w planowanym terminie. Organizatorzy Ironman zgodzili się na przesunięcie startu na sierpień 2022r.

Im bliżej tym trudnej

Ostatnie tygodnie przed startem były najtrudniejsze. Dla zawodnika i dla nas, rodziny. Mąż trenował wg. planu przygotowanego przez trenera. Walczył ze zmęczeniem fizycznym i psychicznym. Wielogodzinne treningi, brak czasu na spotkania ze znajomymi, życie pełne rygorów i wyrzeczeń, powodowało, że miałam w domu tykającą bombę. Odliczałam dni do wyjazdu do Estonii. Myśląc o tym, jak ja mogę pomóc, zgłosiłam się z synem do pracy przy zawodach w charakterze wolontariuszy.  Pomyślałam, że łatwiej będzie przetrwać te kilkanaście godzin oczekiwania na męża. 

Rodzinna wycieczka

Spakowaliśmy się w samochód i pojechaliśmy przez Litwę, Łotwę i Estonię. Odwołane loty, brak miejsca w luku bagażowym na walizkę z rowerem nie spędzały nam snu z powiek, jak to miało miejsce u zawodników z RPA, Indii, Australii, czy Kanady. W zawodach brali udział triathloniści z całego świata. Była też nieliczna grupa Polaków. Pewnie dlatego, że w tym czasie odbywały się zawody Ironman Gdynia.

Kultowa pogoda w Tallinnie

Jednego czego byliśmy pewni, to że nie ma ryzyka pływania bez pianek ze względu na zbyt wysoką temperaturę wody. Opowieści z zeszłego roku mroziły, szczególnie te o silnym wietrze, deszczu i temperaturze kilkunastu stopni. Nas przywitał nadmorski 25 stopniowy upał. Mimo to w noc przed zawodami przyszło załamanie pogody. Spadła temperatura do 18 stopni i na pierwszej 90-kilometrowej  pętli rowerowej padał deszcz. Potem już było lepiej. Temperatura utrzymywała się na poziomie 20 stopni i między chmurami przebłyskiwało słońce.

Dwa w jednym – wyścig w pięknych okolicznościach przyrody i wśród zabytków….

Etap pływacki odbywał się w pobliskim jeziorze Harku, które przy tak dużym dystansie praktycznie trzeba było opłynąć.

Potem ze strefy T1 zawodnik ruszał na wyprawę po wybrzeżu i okolicach Tallinna.

Po dojeździe do T2, które jednocześnie znajdowało się w pobliżu mety, można było rozpocząć bieg historycznymi ulicami starówki oraz dzielnicy portowej Tallinna.

Tallinn został przejęty przez triathlon

W tym czasie wszędzie można było dostrzec słynną literkę M z kropką. Zawodnicy i wolontariusze mogli korzystać z darmowej komunikacji miejskiej. Organizatorzy do udziału w zawodach zaprosili również kibiców i rodziny. Dzieci mogły wystartować w biegach IRONKIDS, jak również razem z dorosłymi można było się włączyć do pomocy jako wolontariusze. W ten sposób razem z synem mogliśmy się poczuć również częścią tego wydarzenia.

Atmosfera była wspaniała, kibice na każdym kroku dawali wyraz swojego podziwu jaki mieli dla triathlonistów. Dlatego umiejscowienie linii mety w multimedialnym muzeum hydroplanów, gdzie można podziwiać sportowców wbiegających na metę stojąc na łodzi podwodnej robiło ogromne wrażenie. Takie momenty pozostają w pamięci i już dziś nie żałuję ani chwili w oddalonym od domu o  1069 kilometrów Tallinnie. Los skierował nas tu i myślę, że mój mąż Witold, an Ironman, nie mógł wybrać lepszego miejsca na debiut, na tym dystansie. Polecam.

Joanna Wiśniewska
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X