Wiadomości

Garmin Triminator Radków. To były ciężkie zawody WYPOWIEDZI ZAWODNIKÓW

Robert Czysz wygrał z wynikiem 6:14:07 na połówce. Tym samym wyprzedził o 49 sekund Łukasza Jaworka. Podium uzupełnił Dariusz Mazurkiewicz ze stratą minuty i 17 sekund do zwycięzcy.
 

Wszystko po mojej myśli
– Wyścig od początku układał się po mojej myśli. Jako pierwszy wyszedłem z wody – opisuje zwycięzca Robert Czysz. – Mocno przejechałem cały etap kolarski, który też zakończyłem na pierwszej pozycji. W górach czuje się bardzo dobrze, stąd pomysł o wystartowaniu w Triathlonie Górskim. Etap biegowy mocno mnie zaskoczył. Spodziewałem się ciężkiej trasy. Bo 800 metrów przewyższenia mówi samo za siebie, ale łącznie chyba szedłem około sześć kilometrów. Trasa biegowa była piekielnie ciężka. Pojawiły się skurcze oraz popełniłem parę błędów. Na bieg wziąłem oprócz żeli i soli, mała butelkę wody. Punkty odżywcze były co siedem kilometrów. Dlatego brakowało mi picia. Większość zawodników miała plecaki z bukłakiem na picie. Przydałyby się też inne buty biegowe.  To jest na pewno koniec sezonu triathlonowego. Jednak myślę jeszcze o wyścigach kolarskich, bądź też zawodach biegowych. Ale muszę to przeanalizować z trenerem – dodaje.

Wśród kobiet najszybsza okazała się Maria Hajnos – Małecka. Wygraną przyniósł jej wynik 6:41:40. Zdominowała rywalizacje. Dowodem jest strata drugiej zawodniczki Katarzyny Gniot. Ona straciła do zwyciężczyni 2:44:46. Podium uzupełniła Katarzyna Maciejowska – Bączek (9:40:42).
 

Zobacz też:

Maja Bużycka: rozwija się z myślą o Igrzyskach Olimpijskich ROZMOWA

Zwycięskie zakończenie sezonu tri
– Lubię wyzwania, a górskie triathlony niewątpliwie podnoszą poprzeczkę. W Radkowie wystartowałam drugi raz. Więc wiedziałam na co się piszę – mówi po starcie Maria Hajnos – Małecka. – Profil trasy dobrze znałam. Jednak mocno odczułam temperaturę. Podczas każdego zjazdu okropnie marzłam. Nie czułam palców u stóp. W niższych partiach próbowałam łapać przebijające się między drzewami promyki słońca. Starałam się trochę dogrzewać. Bieganie w górach Stołowych to bajka. Lekko nie było, ale wspaniałe widoki rewanżują trudy wyścigu. W tym sezonie mocno pracowałam nad poprawą pływania. Podczas zawodów gdy wyszłam z wody i zobaczyłam mój czas na zegarku byłam niepocieszona. Bo on był gorszy od tego sprzed dwóch lat o około dwie minuty. Sądziłam, że będzie dużo lepiej. Na trasie zawodów czułam się bardzo dobrze. Tylko pod koniec biegania doskwierał niewielki ból pleców. Do tego plecak biegowy zaczął ocierać ramię. Poza tym od początku do końca zawodów działałam na pełnym gazie. Niewątpliwie obecny sezon był najmocniejszym okresem w mojej „karierze” triathlonowej. TRIMINATOR to mój ostatni start w tri w tym roku. To było mocne uderzenie na koniec sezonu. Teraz czas pobawić się bieganiem. W tym mam już zaplanowanych kilka startów – zapowiada.

Tomasz Marcinek zwyciężył na 1/4IM. Przybiegł na metę z czasem 2:17:24.
 

Zwycięska passa trwa
– Po strefie T1 miałem problem, żeby ruszyć rowerem. Linka z buta weszła mi w blat i zablokowało się. Nie byłem w stanie przekręcić korbą – relacjonuje Tomasz Marcinek, który w kolejnym tygodniu startowym notuje zwycięstwo. – Musiałem zejść z roweru i to poprawić. Straciłem na tym około 50 sekund. Teraz skupiam się na odpoczynku w najbliższych dwóch tygodniach. Potem szykuje się na kolejny okres startów w tym roku. Ciągle muszę pracować nad prędkością oraz siłą. Malbork na pewno zostawił po sobie ślad. Poza tym w czwartek biegałem w Wiśle. Po Malborku miałem okazję wyjechać na dwa dni na Hel. Tam odpoczywałem, a potem biegłem. Pomagam bratu w firmie. Zdarza się że jestem po 12-13h na nogach, licząc do tego swoje treningi i te, które sam prowadzę. To daje dzień na nogach 5-23:30. Dlatego cieszę się, kiedy mam okazję wyjechać gdzieś na kilka dni. Kolejne starty w mam październiku. W listopadzie planuje obóz na Lanzarote. Tam też chce wystartować. Po obozie będę szykować się na Bahrajn. Następnie chwila odpoczynku i kolejny sezon, to już przygotowania pod kątem sprintu z draftingiem – dodaje.

Podium uzupełnili Marcin Ławicki (2:18:20) oraz Krzysztof Owczarek (2:19:54).
 

Spontaniczny start

– Wyścig w Radkowie wpadł znienacka. Przez to, że mieszkam niedaleko i lubię to miejsce, zdecydowałem się wystartować na popularnej ćwiartce – przyznaje Marcin Ławicki. – Odczuwałem zmęczenie, szczególnie nóg po zeszłotygodniowym Ironmanie w Malborku. Pływanie poszło zdecydowanie najlepiej. Jedyny rywal na trasie pływackiej Tomasz Marcinek od początku rozpoczął mocno. Odskoczył mi na kilkanaście metrów. Lecz dopłynąłem do niego po około 300 metrach. Wyszedłem za Tomkiem z wody. Na początku roweru On miał problemy z założeniem butów. Ja w tym czasie zrobiłem niewielką przewagę. Kręciło mi się bardzo ciężko pod górę. Nogi po IM są jeszcze bardzo obolałe. W połowie góry dopadł mnie Tomek i pojechał mocnym tempem. Drugą pętle z podjazdem pod Karłów pojechałem jeszcze słabiej. W T2 miałem około trzech minut straty do Marcinka. Po pierwszej pętli biegu odrobiłem 1:30. Na długiej prostej widziałem pilota prowadzącego rywala. Na drugiej pętli odrobiłem jeszcze około minuty. Niestety zabrakło. Biegło mi się lepiej, niż kręciło tego dnia. Ostatecznie zająłem drugie miejsce. To już koniec sezonu triathlonowego dla mnie w tym roku. Będę teraz odpoczywał, ale nadal aktywnie – kończy.
 

Bezproblemowy start

– Wyścig z mojej perspektywy przebiegł bardzo dobrze. Z wody wyszedłem trzeci zaraz za Tomkiem Marcinkiem i Marcinem Ławickim – mówi Krzysztof Owczarek. – Na początku pływania ustawiłem się tuż za nimi, aby przez jakiś czas utrzymać dobre tempo. Niestety udało się to tylko przez 150-200 metrów. Nie zmienia to faktu, że po pływaniu miałem przewagę nad resztą startujących. Na rowerze dałem z siebie wszystko. Na drugiej pętli udało się dogonić Marcina Ławickego. Z trzeciej pozycji przesunąłem się na drugą. Wybiegliśmy na trasę biegową razem. Jednak na bieganiu Marcin pokazał klasę. Finalnie przybiegł na metę przede mną z ponad minutową przewagą. Na drugiej pętli biegowej zaczynało brakować sił, szczególnie na końcowym podbiegu. Ukończyłem wyścig bez większych problemów. W tym roku nie planuje już żadnych startów w TRI. Jedynie biegi na 5 i 10 kilometrów. W przyszłym roku planuje startować na dystansach krótkich, maksymalnie 1/4 IM, olimpijka – dodaje.

Na tym samym dystansie wygrała Aleksandra Marianek. Zameldowała się na mecie z rezultatem 3:01:44. Wyprzedziła Agatę Korczyńską (3:04:44) oraz Annę Gałek (3:08:43).
Sylwester Swat odniósł zwycięstwo na 1/8IM w czasem 1:11:24. Pokonał Janusza Garberę (1:18:53) oraz Roberta Kadeja (1:19:33).
 

Obawy się nie potwierdziły
– Bardzo podobał mi się dzisiejszy start. Pogoda na szczęście dopisała. Pomimo, że prognozy pokazywały chłodniejsza temperaturę. Od czasu triathlonu w Kiekrzu, miałem mało triathlonowych przygotowań – przyznaje Sylwester Swat. – Ze względu na kontuzje stopy przez ponad miesiąc nie biegałem. Ale startowy bieg był moim pierwszym mocnym treningiem. Na rowerze natomiast od tych dwóch miesięcy dużo trenowałem. Startowałem we wielu wyścigach MTB. Wiedziałem że rowerową formę mam bardzo dobrą. Z powodu pływania i biegania trochę obawiałem się dzisiejszego startu. Część pływacka poszła dużo lepiej, niż się spodziewałem i oczekiwałem. Część kolarska wyszła bardzo mocno, zgodnie z planem. Na około drugim kilometrze trasy rowerowej wyszedłem na prowadzenie. Udało się to utrzymać do mety. Najbardziej zadowolony jestem chyba z biegania. Przed startem bałem się, że ledwie będę w stanie przenosić nogi nad ziemią. Okazało się, że byłem w stanie biec w bardzo satysfakcjonującym dla mnie tempie. Dzisiejszy start był dla mnie ostatnim triathlonem w tym sezonie. Ale jeszcze wystartuje w kilku wyścigach MTB – kończy. 

Wśród kobiet najszybsza była Weronika Ptaszyńska. Wbiegła na metę z czasem 1:22:42. Podium uzupełniły Magdalena Gaca (1:38:40) oraz Justyna Kowalska (1:41:23).
 

Rywalizacja sztafet
W walce drużynowej na 1/2IM najlepsza była sztafeta MultiPower Polska Team z czasem 5:48:02. Na drugim miejscu zameldowała się Triwawa (6:02:28). Na najniższym stopniu podium znalazła się drużyna Grupa Kapija (6:27:55). Na 1/4IM jedyną drużyną na mecie była Scorpio Team Fuh Scorpio z wynikiem 3:05:50.  
 

Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne

 

Czytaj także:

Michał Urbański zwycięsko zakończył sezon

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X