Rozmowa

Michał Migała: Cieszę się z wicemistrzostwa, choć tego nie widać

Podczas MŚ w Nicei zajął drugie miejsce w kategorii wiekowej. Michał Migała zdradza odczucia po tym sukcesie i dzieli się wrażeniami ze startu.

Jak się czujesz jako wicemistrz świata kategorii wiekowej?
Czuje się normalnie tak jak wcześniej. Na pewno jestem bardzo zadowolony z wyniku, który zrobiliśmy razem z trenerem. Nie było to łatwe. Wymagało to dużo pracy i samodyscypliny. Być może tego po mnie nie widać, ale się cieszę z wyniku.

Czy miałeś jakieś obawy, jadąc do Nicei?
Kiedy wchodzi się w ten sport, nie można mieć obaw – to powoduje blokady. Trzeba robić swoje i mierzyć wysoko. Wszyscy zawodnicy zgodnie mówią, że to jedna z najtrudniejszych tras w kalendarzu IRONMAN. Zgadzam się z tym, ale nie można się jej bać. Trzeba się dobrze przygotować i jechać z dobrym nastawieniem. Tylko wtedy to, co wypracowaliśmy na treningach, może dać rezultat. Jadąc do Nicei, wiedziałem, że będę walczyć o marzenia. Nie kalkulowałem. Po prostu wiedziałem, że trzeba dać z siebie wszystko.

Jakie były Twoje odczucia po decyzji, że mistrzostwa świata Ironman zostaną rozbite na dwie lokalizacje?
W pierwszym momencie byłem bardzo rozczarowany. Kona to marzenie chyba każdego triathlonisty. Wiedziałem, że robię ostatnie podejście do próby kwalifikacji i bardzo liczyłem, że to marzenie dotyczące Kony uda się zrealizować. Mój trener powiedział mi, że mistrzostwa świata to mistrzostwa świata. Nie ma znaczenia, gdzie będą trzeba się do nich dobrze przygotować. Zrobiłem wszystko, żeby na te mistrzostwa pojechać.

Jak się pływało?
Pływanie to moja najsłabsza dyscyplina. Tutaj zawsze jest walka, żeby jak najmniej stracić. Nauczyłem się późno pływać. Cały czas staram się pracować nad techniką, ale nie oszukujmy się – cudów tutaj nie zrobimy. W ostatnich latach trochę to pływanie poprawiłem i w sumie jestem zadowolony z wyniku, który zrobiłem w Nicei.

Jaki miałeś plan na etap kolarski?
Bardzo prosty – odrabiać-uciekać na podjazdach i nie tracić na zajadach (śmiech). Jestem dość lekki. Więc podjazdy zawsze są moją mocną stroną. Trasa w Nicei była wymagająca. Dlatego trzeba było jechać z głową. Myślę, że udało mi się zrealizować ten plan.

Kiedy dowiedziałeś się w strefie zmian, że do trzeciego miejsca tracisz 9 minut, to jakie myśli krążyły w głowie?
Pierwszą myślą było to, że będzie ciężko nadrobić tę stratę, ale z drugiej strony wszystko się mogło wydążyć – w końcu to 42km i reszta tez już jest zmęczona. Postanowiłem gonić ile sil w nogach.

Jak przebiegał bieg?
Właśnie bieganie najbardziej lubię. Wiedziałem, że jak tylko będzie dobry dzień, to będę mógł gonić. Na trasie dostawałem informacje o tym, jak wygląda strata. Miałem świadomość, że z każdym kilometrem odrabiam straty i trzeba cisnąć do końca. Na nawrocie na ostatnią pętlę dostałem informacje, że do 2 miejsca tracę dwie minuty. Nie mogłem tego odpuścić. To było dodatkowym impulsem, żeby utrzymać dobre tempo do końca.

Kiedy do Ciebie dotarło, że zostałeś wicemistrzem świata?
Myślę, że dopiero jak odebrałem nagrodę. Po samym starcie byłem na tyle zmęczony, że to do mnie nie docierało.

Co było najtrudniejsze przy tych zawodach?
Utrzymanie dobrego, równego tempa w tych wysokich temperaturach.

Spełniłeś sportowe marzenie. Czy masz jeszcze jakieś do spełnienia?
Marzeniem nadal pozostaje Kona, ale czy kiedyś się spełni, tego nie wiem. Obecnie planuję odpocząć i nie mam w planach walczyć o kwalifikacje, ale kto wie. Może na 50 urodziny się uda (śmiech).

Czy Nicea była ostatnim akcentem dla Ciebie w tym sezonie?
Tak, ten rok kończę zawodami w Nicei. W tej chwili jestem w roztrenowaniu i nie planuję kolejnych startów. W tym miejscu chciałbym jeszcze raz podziękować mojej rodzinie i przyjaciołom za wsparcie. Nie jestem w stanie wymienić Was wszystkich z imienia, ale wiem,  jak wiele osób trzymało za mnie kciuki! Bardzo duże podziękowania należą się również mojemu trenerowi Filipowi Szołowskiemu za te 5 lat wspólnej pracy. Myślę, że zrobiliśmy kawał dobrej roboty. Jest jeszcze jedna osoba, której należą się ogromne podziękowania – moja żona – Pauli ty wiesz!

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button
X