Rozmowa

“TRI w kolorze blond” pokonała demony i wyrównała porachunki w Żyrardowie

Rok temu w Żyrardowie uległa poważnemu wypadkowi, w którym złamała obojczyk. W tym sezonie Aleksandra Krawczyk wygrała na tej samej trasie w 1/2IM, pokonując też własne demony.

Wygrałaś na 1/2IM podczas Garmin Iron Triathlon Żyrardów, ale przezwyciężyłaś też własne demony związane z tymi zawodami i wyrównałaś porachunki. Czy to był dla Ciebie najtrudniejszy start pod względem mentalnym i emocjonalnym?
Paradoksalnie najtrudniejszym startem pod tym względem był Ironman Gdynia w zeszłym roku. Wówczas były to moje drugie zawody po wypadku i operacji. Miałam obawy nie tylko przed dystansem jaki miałam do pokonania, ale także ze złymi warunkami pogodowymi na wymagającej trasie kolarskiej. Dlatego zmorzył się strach po wypadku. Zawody w Gdyni były trudniejsze od ponownego zmierzenia się z trasą w Żyrardowie. 

Czy mając w pamięci zeszłoroczny wypadek podczas zawodów w Żyrardowie, kiedy złamałaś obojczyk, pojawiały się jakieś obawy związane ze startem w tym miejscu?
Oczywiście, bałam się tej trasy. Powracały wspomnienia z wypadku. Czekałam na to, żeby ponownie zmierzyć się z tą trasą i zobaczyć miejsce, w którym się wywróciłam. Okazało się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. We wtorek przed zawodami pojechałam do Żyrardowa, aby objechać trasę. Czułam ogromne emocje z samego faktu, że ponownie pojawię się w tym miejscu. Kiedy wyjechałem zza tamtego zakrętu i przyjechałam na miejsce, które przez ostatni rok spędzało mi sen z powiek, to po prostu się zaśmiałam. Uświadomiłam sobie, że bałam się samego bólu, a to miejsce nie było niczym wyjątkowym. Kiedy stawałam na starcie w niedzielę, byłam już silniejsza. Okres kontuzji, rehabilitacji i powrotu do zdrowia miałam za sobą. Nie mogłam się doczekać zawodów w Żyrardowie. Choć wiedziałam, że część kolarską będę chciała przejechać zachowawczo. Dlatego nie szalałam.

Co było dla Ciebie najtrudniejsze podczas mierzenia się z tą trasą oraz własnymi demonami?
Na pewno to, aby sytuacja się nie powtórzyła i żebym ponownie nie przeżywała tego bólu zarówno fizycznego jak i psychicznego. Powrót do sprawności fizycznej okazała się o wiele łatwiejszy od walki z zakotwiczoną traumą po wypadku.

Ostatni raz na tym dystansie wystartowałaś trzy lata temu. Czy sympatia do startowania na 1/2IM wróciła po starcie w Żyrardowie?
Ostatni mój start na połówce miał miejsce w Turcji, w 2019 roku. Z powodu pandemii przez kolejne dwa lata startowałam tylko pięciokrotnie w zawodach: na dystansie olimpijskim, sprincie oraz trzy razy na pełnym dystansie Ironman.  Muszę przyznać, że po starcie w Żyrardowie jeszcze nie wróciła sympatia do połówki (śmiech). Zapomniałam, jak to jest startować na 1/2IM. Chętnie zmierzę się z tym dystansem ponownie, bez tych emocji, które były w Żyrardowie.

Odczuwałaś jakiś dyskomfort lub brak obycia z tym dystansem, zważywszy na tak długą przerwę w startach na połówce?
Tak, już na drugiej pętli pływackiej musiałam się motywować i sobie przypominać, że trzeba szybciej płynąć, bo to nie jest długi dystans, aby tak rozkładać siły. Po ukończeniu zawodów w Żyrardowie miałam wrażenie, że jestem bardziej zmęczona, niż kiedy ostatnim razem pokonałam dystans Ironman. Choć ku mojemu zaskoczeniu już na drugi dzień byłam świeża i spokojnie wróciłam do treningów. To duża różnica w porównaniu do pełnego dystansu, kiedy odpoczywam przez kilka dni, zanim wrócę do aktywnej regeneracji.  

Jak przebiegała rywalizacja z Twojej perspektywy?
Przede wszystkim rywalizowałam sama ze sobą, z własnym lękiem i strachem przed tymi zawodami. Dla mnie najważniejsze było pokonanie tego dystansu i bezpieczne przekroczenie mety.

Czy podczas wyścigu powracały do Ciebie wspomnienia z tego feralnego startu rok temu?
Nie, te wspomnienia powracały na objeździe trasy. Wówczas przeżyłam emocjonalną podróż do tego, co się stało w zeszłym roku.

Co było dla Ciebie najtrudniejsze w trakcie tego startu?
Wymagająca trasa kolarska. Trzeba było być ostrożnym na zakrętach, szczególnie tym jednym blisko strefy zmian (śmiech) oraz uważać na odcinkach, gdzie asfalt nie był najlepszej jakości. Aczkolwiek trasa kolarska jest ciekawa i na nudę nie można narzekać.

Twoim głównym startem jest podwójny Ironman (Ultra Triathlon Bad Radkersburg) we wrześniu. Na jakim etapie przygotowań jesteś?
Realizuję plan treningowy, który na razie nie odbiega od tego, co znałam dotychczas przygotowując się do pełnego dystansu Ironman.

W poprzedniej rozmowie wspomniałaś, że planujesz kilka startów na połówkach. Czy przed zawodami na podwójnym IM przewidujesz testy formy np. na pełnym dystansie?
Planuję przed wrześniem kilka startów na połówkach. Następnym startem będzie 70.3 IM w Warszawie, 1/2 IM w Suszu, a następnie zawody  Garmin Iron Triathlon w Rawie Mazowieckiej (1/2IM). W tym roku nie przewiduję testowania formy na pełnym dystansie.

Na obecnym etapie przygotowań, co w szczególności chciałabyś jeszcze poprawić?
Nie zastanawiam się nad tym, co chcę poprawiać. Realizuję plan treningowy i ufam, że odpowiednio przygotuje mnie do tego szalonego wyzwania i pozwoli mi z uśmiechem na twarzy przekroczyć metę.

Czy start w Ultra Triathlon Bad Radkersburg będzie dla Ciebie największym wyzwaniem w dotychczasowej przygodzie z triathlonem?  
Tak, miałam kilka małych wyzwań, które udało mi się zrealizować jak przepłynięcie 10 kilometrów w jeziorze, przejechanie 200 kilometrów, potem 300 kilometrów na rowerze, wytrzymanie kilkunastogodzinnego kręcenia na trenażerze podczas akcji Charytatywne 500km oraz przebiegnięcie 65 kilometrów, a następnie w tym roku 87 kilometrów. Aczkolwiek żadne z nich nie było połączeniem tych trzech dyscyplin i żadne nie było dłuższe niż 16 godzin, więc Ultra Triathlon będzie największym moim wyzwaniem.  

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne, Garmin Iron Triathlon

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X