Poradnik

Trenażery w profesjonalnym treningu. Co mówią o nich zawodowcy?

Chociaż trenażery w zawodowym peletonie nie są niczym nowym, to w pandemii zaczęły odgrywać jeszcze większą rolę. Na coraz częstsze wykorzystanie tych urządzeń miał też wpływ ogromny rozwój funkcji smart. – Czasy kręcenia w piwnicy z laptopem na kierownicy oglądając film, już minęły – mówi Bartosz Huzarski. 

Pandemia COVID-19 i związany z nią lockdown, znacząco zwiększyły zainteresowanie trenażerami. Jak podają producenci, w niektórych krajach sprzedaż tego sprzętu wzrosła nawet o 250-400% (porównując lata 2020-2019). Z kolei według szacunków niektórych polskich dystrybutorów, wzrosty wynosiły u nas od 100 do 300%.

Amatorzy i półamatorzy ruszyli tłumnie na zakupy, ale przy okazji warto zadać też pytanie, jak wygląda to w przypadku zawodowych kolarzy. Jak zmieniło się wykorzystanie trenażerów w czasie pandemii? Jakie są największe zalety treningowe, ale też ograniczenia trenażerów z perspektywy profesjonalistów?

W lockdownie nawet dwa treningi dziennie

Pandemia wywróciła do góry nogami życie wielu zawodowych sportowców. Do grona najbardziej “pokrzywdzonych” dyscyplin z oczywistych względów należało też kolarstwo. Odwoływane wyścigi i zgrupowania sprawiły, że należało szukać innych sposobów na realizację planów treningowych.  

Śledząc chociażby poczynania Michała Kwiatkowskiego, można śmiało stwierdzić, że w totalnym lockdownie trenażer zaczął odgrywać znacznie ważniejszą rolę. Bardzo duża grupa zawodowego peletonu ćwiczyła stacjonarnie, niektórzy nawet dwa razy dziennie. Wszystko to było jednak niezbędne do utrzymania formy w oczekiwaniu na powrót do tradycyjnych treningów – mówi Bartosz Huzarski, były zawodnik m.in. zespołów Bora-Argon 18 i Team Netapp-Endura, a obecnie właściciel Huzar Bike Academy.    

Huzarski przy okazji zwraca też uwagę na inną kwestię: – W pandemii niektórzy kolarze przeprosili się z trenażerami, bo wcześniej traktowali je jak ostateczność. Chociaż wciąż jest grupa zawodników, którzy dalej mają takie podejście i nie chcą inwestować kilku tysięcy w nowoczesne rozwiązania smart.   

Zdaniem zawodników, kiedy przemieszczanie się było zabronione, trenażer był dla wielu jedynym sposobem na utrzymanie formy. – Chyba każdy zawodowy kolarz posiada trenażer w domu i z własnych obserwacji wiem, że sprawdzał się on doskonale. Na pewno bardzo pomocne okazały się również treningi na Zwifcie. Kto dużo trenował i ścigał się w tej aplikacji, nie miał potem dużych zaległości po powrocie do realu – mówi Marek Rutkiewicz,który w zawodowym peletonie ścigał się jeszcze do końca ubiegłego roku.

Trenażer to nie tylko lek na złą pogodę

Jak podkreślają kolarze, zalety trenażerów nie kończą się jednak tylko na tym, że jest to alternatywa dla treningu w terenie.

Bartosz Huzarski: – Wiadomo, że zawodowcy trenują codziennie, a nawet w słonecznej Hiszpanii potrafi padać deszcz. Warto jednak zaznaczyć jeszcze inną zaletę – trenażer może bardzo pomóc, jeśli chcemy wykonać odpowiednie ćwiczenia o zadanej mocy i czasie. Nie ograniczają nas skrzyżowania, światła czy nieprzejezdne drogi i możemy skupić się tylko na cyfrach.

Profesjonaliści zwracają też uwagę na rozwój interaktywnych funkcji trenażerów.

Dla mnie jedynym minusem trenażerów była monotonia. Kiedyś ciężko było mi zmusić się do dłuższych treningów, ale kiedy otrzymałem trenażer Wahoo i założyłem konto na Zwifcie, zupełnie zmieniłem podejście. Zacząłem w końcu czerpać przyjemność z treningów w pomieszczeniu zamkniętym – mówi Rutkiewicz.

Potwierdza to też Marco Fontana, brązowy medalista olimpijski w kolarstwie górskim z Londynu. – Korzystam z trenażera, kiedy pogoda jest zła, ale jednocześnie jest to też duża frajda, bo miło jest ścigać się z przyjaciółmi z całego świata. Czasami jest przy tym sporo śmiechu, ale przy okazji sprawia to też, że mogę przekraczać swoje granice – mówi włoski zawodnik, którego jednym ze sponsorów jest zresztą Xplova (marka od tego roku dostępna jest też w Polsce za sprawą trenażera smart Xplova NOZA S).   

Nie wiem, czy rozwój funkcji sprawił, że więcej zawodowców zaczęło przekonywać się do trenażerów, ale te nowości na pewno pomagają. Czasy kręcenia w piwnicy z laptopem na kierownicy oglądając film, już minęły – uważa Huzarski. 

A najczęściej podkreślane ograniczenia? Po pierwsze – psychika. Niektórzy kolarze zwracają uwagę na to, że właśnie z tego powodu ciężko jest im korzystać z trenażera dłużej niż przez 2-2,5 godz. Po drugie – brak pewnych kolarskich zachowań. Osoby zbyt często sięgające po to urządzenie, mogą osłabić zmysł poruszania się w grupie, reakcje na podmuchy wiatru itd. Dlatego też trenażer jest świetnym uzupełnieniem/alternatywą dla zwykłego treningu, ale nie sposobem na jego zupełne zastąpienie.  

Marki trenażerowe inwestują w zawodowe teamy 

Dowodem na szerokie wykorzystanie trenażerów w zawodowym peletonie, jest też mocne angażowanie się producentów w sponsoring. Niektóre marki wspierają konkretnych zawodników, a przykładem może być współpraca firm z kolarzami górskimi: Wahoo i mistrzyni świata Sonya Looney, czy wspomniana już Xplova (grupa Acer) i Marco Fontana.

Wiele marek sponsoruje jednak też całe teamy. Dla przykładu, Wahoo zapewnia trenażery ekipom INEOS Grenadiers i Bora-Hansgrohe, Elite kolarzom Movistar Team i UAE Team Emirates, a Tacx jest oficjalnym partnerem Astana-Premier Tech.    

***

Materiał przygotowała agencja Bloomnet Interactive      

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
X