Rozmowa

Tradycja rodzinna wciągnęła ją do triathlonu

Zadebiutowała w triathlonie siedem lat temu, ale od zawsze ten sport przewijał się w jej rodzinie. Katarzyna Rumińska w Poznaniu wystartowała w PRO i to ma być kolejny krok ku spełnianiu marzeń.

Kilka dni temu wystartowałaś w Poznaniu. Jakie masz odczucia po tym starcie?
Moje odczucia po starcie są jak najbardziej pozytywne. Chociaż nie ukrywam, że dałam z siebie wszystko tego dnia. Cieszy mnie dobra dyspozycja i coraz większy progres, jeżeli chodzi o poszczególne dyscypliny. Sama impreza świetnie zorganizowana, Malta zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Trasa kolarska była fenomenalna, a całe zawody przeprowadzone naprawdę świetnie. Szkoda jedynie, że bez etapu pływackiego.

Z jakim nastawieniem stawałaś na starcie w Poznaniu?
W planach było zajęcie jak najwyższej lokaty, tak więc nastawiłam się na solidną i długą walkę z innymi zawodniczkami. Przed startem było trochę stresu, ale wraz z sygnałem startowym chciałam już tylko pokazać, na co mnie stać.

Jak zareagowałaś na zmianę formuły na duathlon?
Z początku byłam trochę zawiedziona decyzją, ponieważ Mistrzostwa Polski na dystansie średnim w Poznaniu miały być moim docelowym startem w sezonie. Mimo wszystko postanowiłam wystartować. Dawno nie miałam okazji brać udziału w duathlonie. Więc było to dla mnie również ważne doświadczenie przed przyszłym rokiem startowym.

Jakie miałaś podejście do całego zamieszania związanego z tymi zawodami?
Neutralne. Śledziłam poszczególne zmiany ogłaszane przez organizatora oraz PZTri. Czytałam również komentarze kolegów i koleżanek z triathlonowego środowiska, ale sama starałam się zachować dystans i obiektywne podejście do całej sytuacji.

Dlaczego zdecydowałaś się na start w kategorii PRO?
Nie zamierzałam w tym sezonie startować w kategorii PRO, jednak start w Suszu dwa tygodnie przed Poznaniem pozwolił mi na wypełnienie minimum czasowego uprawniającego do przejścia do kategorii PRO. Postanowiłam to wykorzystać i tym samym ścigać się z czołowymi zawodniczkami w Polsce.

Jak przebiegała rywalizacja?
Od początku była bardzo zacięta. Na pierwszym biegu starałam się jednak nie dać za bardzo ponieść, żeby zachować cenne siły na rower i półmaraton.

Który odcinek trasy był najbardziej wymagający?
Według mnie była to nawrotka na trasie kolarskiej, gdzie było trzeba szybko i sprawnie pokonać kilka technicznych zakrętów. Po komfortowej jeździe po dwupasmówce należało zachować ostrożność i czujność przy zawracaniu, to z pewnością wymagało uwagi.

Czy na trasie pojawiały jakieś problemy?
Nie, żadnych. Żywienie na trasie poszło zgodnie z założonym planem. Nie zdarzył się także żaden niepożądany incydent podczas wyścigu.

Czy jesteś zadowolona z osiągniętego rezultatu?
Tak, wynik mnie bardzo cieszy, zwłaszcza na rowerze. Udało mi się osiągnąć najlepszy czas roweru wśród kobiet, z czego poniekąd jestem dumna. Po bardzo mocnym etapie kolarskim zdołałam też dość przyzwoicie pobiec 21,1 km, chociaż miałam kilka poważnych chwil zwątpienia przed dobiegnięciem do mety.

Jak trafiłaś do triathlonu?
Starszy brat oraz tata trenowali triathlon w moim rodzinnym mieście – Malborku. Od zawsze w naszej rodzinie przewijał się ten sport. Kiedy nadeszła odpowiednia chwila, postanowiłam spróbować sił. Wywodzę się z pływania, więc musiałam tylko dołączyć rower i bieg. Triathlon bardzo mi się spodobał, z tego względu że miałam predyspozycje kolarskie, idealnie się składało, żeby zacząć uprawiać akurat ten sport.

Jak wyglądały początki w tym sporcie?
Moje triathlonowe początki wspominam bardzo dobrze. Miałam obok siebie wiele osób, które udzielały mi cennych rad i wskazówek. Dlatego każdy start jako młodziczka, juniorka młodsza i juniorka dawały mi wiele radości oraz adrenaliny.

Jak wspominasz triathlonowy debiut?
Było to już bardzo dawno, bo 7 lat temu. Mój pierwszy triathlonowy start przypadł od razu na Mistrzostwa Polski Młodzików w Gołuchowie, gdzie udało mi się wywalczyć brązowy medal. Pamiętam jedynie, że było bardzo ciepło. Przed startem strasznie się stresowałam, a po nim byłam niezwykle szczęśliwa!

Co na początku sprawiało Ci najwięcej problemów w triathlonie?
Myślę, że były to strefy zmian i techniczne aspekty takie jak wchodzenie na rower i schodzenie z niego. Do tego trzeba było nabrać odpowiedniego doświadczenia, którego początkowo brakowało. Z czasem wszystko zaczęło płynnie wychodzić.

Czym zafascynował Cię triathlon?
Tą niezwykłą różnorodnością i wszechstronnością. Trzy dyscypliny wykonywane kolejno po sobie dają ogromną frajdę i pozwalają przesuwać sportowe granice. Do tego każdy jeden start w triathlonie czegoś uczy. Dostarcza niezapomnianych wrażeń.

Jaki był dla Ciebie najbardziej wymagający start do tej pory?
Była to zeszłoroczna połówka w Malborku. Wyścig na trasach moich codziennych treningów jednak nie okazał się taki łatwy, a wrześniowa chłodna pogoda nie pomagała w zmaganiach. Dodatkowo tego dnia nie mogłam zebrać się na biegu. Dopiero odpowiednia motywacja od trenera pozwoliła mi się zmobilizować i finalnie wywalczyć trzecią lokatę. Był to dla mnie trudny start pod względem fizycznym, ale dobrze go wspominam, bo na trasie kibicowało mi wielu znajomych i rodzina.

Jak udaje Ci się na co dzień łączyć treningi z obowiązkami rodzinnymi i zawodowymi?
Chyba jestem osobą, która im więcej ma na głowie, tym lepiej radzi sobie z organizacją czasu. Na co dzień studiuję na Politechnice Gdańskiej, gdzie od października zaczynam studia magisterskie. Treningi wykonuję rano lub pod wieczór, odpowiednio godząc to jeszcze ze zdalną pracą. Nie jest łatwo, ale staram się też dbać o odpowiednią regenerację i odpoczynek.

Ile czasu w ciągu tygodnia poświęcasz na treningi?
U mnie jest to około 9-10 godzin tygodniowo.

W czym odnajdujesz motywację do dalszych treningów i startów?
W dążeniu do bycia coraz lepszym sportowcem. Pomaga mi także stawianie sobie jasno określonych celów takich jak złamanie danej bariery czasowej. Gdy zaczynałam przygotowania do połówki, chciałam skończyć ją w czasie poniżej pięciu godzin. Teraz aspiruję do wyniku poniżej 4:30.

Pod czyim okiem trenujesz?
Trenuję pod okiem Przemysława Siemieniuka, byłego triathlonisty. Łączy nas już wieloletnia współpraca. Przemek prowadzi klub Strefa Ruchu Multisport, do którego również przynależę. Najpierw trenował mnie jedynie pływacko, byłam wówczas w gimnazjum. Później przeszliśmy na triathlon i tak działamy do dziś. Przemek jako szkoleniowiec ma ogromną wiedzę. Do tego jest bardzo cierpliwy i skrupulatny. Jego triathlonowe doświadczenie pomaga mi nie tylko w codziennym treningu, ale również na startach.

Jak układa się dotychczasowa współpraca?
Bardzo dobrze, moje sportowe wyniki chyba same się bronią (śmiech). Razem z trenerem przez kilka dobrych lat zdążyliśmy poznać się na wylot. Z każdym rokiem udaje się u mnie poprawić poszczególne dyscypliny. Miałam dwuletnią przerwę od triathlonu. Tym bardziej cieszy mnie dość szybki powrót do wysokiej dyspozycji.

Co byś poradziła innym amatorom, którzy mają problem z łączeniem obowiązków ze sportem?
Poleciłabym im, żeby się nigdy nie poddawali, bo zawsze można pogodzić wszystkie życiowe obowiązki. Sport uszlachetnia, uczy cierpliwości i przede wszystkim wspaniale wpływa na nasz organizm. Tym bardziej warto go uprawiać. Myślę, że każdy, kto trenuje, prędzej, czy później sam dojdzie do wniosku, że naprawdę warto wkomponować sport w codzienne życie.

Jakie masz marzenia związane z triathlonem?
Chciałabym ciągle się rozwijać, stawać się coraz szybszą zawodniczką i kiedyś być może ścigać się na zagranicznych imprezach z najlepszymi.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X