Wiadomości

Tower Triathlon za nami. Najszybszy Kimmer

To nie są oficjalne zawody, lecz trening imitujący wyścig. Emocje gwarantowane. Szykuje się także nowa imprez jeszcze w tym roku. 

– To była szósta odsłona tego wydarzenia. Zacząłem z Tower Triathlon w 2015 roku. Traktuję organizację tego wydarzenia jako hobby oraz wyzwanie. Niestety, wielu zawodników wystraszyło się startu w tym roku. Bali się, czy w ogóle te nieoficjalne zawody dojdą do skutku. Na szczęście szósta edycja Tower Triathlon miała miejsce – mówi organizator Sebastian Gwiazdowski. – W sobotę umożliwiono organizowanie imprez na świeżym powietrzu do 150 osób. Więc zdecydowaliśmy, że limit wyniesie 40-60 zawodników. Finalnie ten trening ukończyło 32 uczestników oraz jedna sztafeta. Atmosfera była taka jak w poprzednich latach. Na pierwszym miejscu jest przede wszystkim dobra zabawa oraz rodzinna atmosfera – dodaje Gwiazdowski.

Impreza Tower Triathlon nie jest nazywana oficjalnymi zawodami, lecz treningiem. Jednak jak to wydarzenie definiuje organizator i zawodnicy? Zapytaliśmy.

 Co to jest Tower Triathlon?

– Wymyśliłem na tegoroczną edycję hasło: To są emocje, a nie pieniądze, które nadmuchują triathlon. Tower Triathlon jest dla każdego zawodnika, lecz skupiamy się na tych debiutantach – wyjaśnia Sebastian Gwiazdowski. – Każdy znajdzie dla siebie miejsce. Po tym wydarzeniu uczestnik wróci do domu z bagażem wspaniałych emocji. Myślę, że to jest po prostu koleżeńska impreza z dużą liczbą fanów – kończy organizator.

– To jest chyba najbardziej kameralny i towarzyski triathlon w Polsce. Sebastian żartobliwie nazywa te zawody „treningiem”, bo nie chce ludziom robić zbyt wysokich oczekiwań – uważa Jakub Kimmer, wielokrotny uczestnik oraz zwycięzca Tower Triathlon. – Po przyjeździe na miejsce jest efekt WOW. Faktem jest, że etap kolarski odbywa się przy otwartym ruchu kołowym. Jednak przy tak znikomej liczbie aut to nie stanowi problemu. Ważne, że jakość asfaltu jest bardzo dobra. Są miejsca, gdzie można przycisnąć na czasówkach. Zresztą najbardziej newralgiczne punkty trasy np. lewoskręty były obstawione. Aż nie do wiary, jak wiele można zorganizować przy odrobinie chęci i samozaparcia, zachowując symboliczne wpisowe 50 złotych. Oznaczona, zabezpieczona trasa. Zamknięta, wygrodzona i pilnowana strefa zmian z rowerami. Pomiar czasu z trzema matami , żeby móc zmierzyć poszczególne dyscypliny. Numerki startowe na pamiątkę po zawodach. Nie zabrakło nawet upominków od sponsora i medali z jajem. Rodzinna atmosfera – to stwierdzenie chyba najlepiej oddaje urok tych zawodów – dodaje Jakub Kimmer.

Skoro największą zaletą tej kameralnej imprezy, która nie ma oficjalnego statusu sportowych zawodów, jest rodzinna atmosfera, to dlaczego wielu zawodników zrezygnowało z udziału w tegorocznej edycji? Organizator wyjaśnia.

Wystraszyli się startu

– Na liście startowej widniało chyba 45 zawodników. Z tej liczby 20 procent uczestników w ogóle nie przyjechało na miejsce startu lub zrezygnowało z niewiadomych przyczyn – tłumaczy Sebastian Gwiazdowski.
Oprócz bojących się zawodników sam organizator miał wątpliwości odnośnie organizacji tego wydarzenia. Jakie?

Do końca wierzyłem…

– Jeszcze dwa miesiące temu miałem wątpliwości, czy organizować Tower Triathlon. Powodem były wysokie kary, które można było dostać od Sanepidu – przyznaje Sebastian Gwiazdowski. – Jednak wierzyłem do końca, że przepisy złagodnieją. Tak też było. Finalnie wszystko znakomicie się udało. 
Tower Triathlon to nie oficjalna impreza sportowa, lecz trening. Jednak i tutaj musiały być przestrzegane środki sanitarne. Jak to wyglądało?

tower triathlon

Zaczęło się na parkingu

– Rozmawiałem z zawodnikami, żeby przestrzegali tych norm bezpieczeństwa. Zaczęło się już na miejscu parkingowym. Pilnowaliśmy odległości między parkowanymi samochodami – mówi Sebastian Gwiazdowski. – Nie było też tradycyjnej imprezy po skończonym wyścigu. Zrezygnowaliśmy z oficjalnego wręczenia medali. Prosiliśmy każdego z zawodników, żeby przyjechał bez kibiców. Na szczęście obowiązek noszenia maseczek został zniesiony dzień wcześniej, dlatego zawodnicy nie musieli w nich chodzić. Pilnowaliśmy dystansów między zawodnikami podczas wyprzedzania oraz w strefach zmian. Jeśli chodzi o sam start, to najpierw wypuściliśmy pierwszą grupę 5-6 osób, która chciała się ścigać. Każdy z zawodników stał, zachowując bezpieczną odległość od siebie. Z drugą grupą było podobnie. Dla nich to była zabawa. Wielu z nich też debiutowało w triathlonie. Do tego ośmiu zawodników nie zdecydowało się wejść do wody, bo przestraszyli się niskiej temperatury i wynosiła 15 stopni. Później tego żałowali – relacjonuje organizator.  

Zwycięski Kimmer

Rywalizowano na dystansie sprinterskim. Najszybszy z grona 32 zawodników i zawodniczek okazał się Jakub Kimmer z czasem 1:02:55. Co powiedział zwycięzca po starcie?

– Nie miałem zbyt wysokich oczekiwań, jeśli chodzi o pływanie. Wiem, że dużo straciłem przez zamknięcie basenów. Natalia Krawczyk dała nam lekcję pokory jak co roku, wychodząc szybciej z wody o 1:20, co miażdży przy tak krótkim dystansie. Strefy zmian zaskoczyły chyba każdego – przyznaje po zawodach Jakub Kimmer. – Szybko zapomina się o kolejności. Z roweru jestem zadowolony. Pogoda dopisała. Było sucho i wystarczająco ciepło, aby się trochę spocić. Koledzy narzekali na dość silny wiatr, ale ten element aż nadto przećwiczyłem na Big Island. Na bieg wyszedłem z dość dużą przewagą. Więc mogłem się powoli rozpędzać i biec własnym tempem. Pierwsze dwa kilometry były dość dziwnie. W tym momencie  wychodzi brak zakładek – analizuje Kimmer. 

Na drugim miejscu została sklasyfikowana Natalia Krawczyk. Przybiegła na metę z wynikiem 1:05:17. Podium uzupełnił Tomasz Brett z rezultatem 1:07:29. Jeśli chodzi o rywalizację kobiecą, którą wygrała wspomniana już Krawczyk, to druga na mecie pojawiła się Natalia Rypel z czasem 1:07:51. Na najniższym stopniu podium znalazła się Monika Wojciechowska, która ukończyła całą trasę z rezultatem 1:24:43.

Pierwsze zwycięstwo po tak długiej przerwie od rozgrywania jakichkolwiek zawodów jest budujące. Jak wpływ tego startu na siebie ocenia zwycięzca tegorocznej edycji Tower Triathlon Jakub Kimmer?

Tego mi brakowało!

– Jak mi tego brakowało! Sebastian spisał się na medal! Twarz ciągle się jeszcze cieszy. Jak to zwykle na początku sezonu bywa, pakowanie i przygotowanie sprzętu zajęło mi cały poprzedzający dzień, a i tak rano przed wyjazdem wracałem się do mieszkania po kask – zdradza Jakub Kimmer. – Zazwyczaj wiosną unikam open water i pierwsze zawody to przeważnie pływanie w otwartym akwenie. Tym razem z wiadomych względów sezon open water rozpoczęliśmy już dużo wcześniej. Jednak nie brakowało emocji. Sygnał do startu i pralka od pierwszych metrów szybko podniosła poziom adrenaliny – dodaje zawodnik.

Sebastian Gwiazdowski nie powiedział ostatniego słowa, jeśli chodzi o organizację imprez sportowych w tym sezonie. Niedługo pojawią się konkrety dotyczące zawodów.

To nie koniec Tower Triathlon

– Jeden z zawodników, który u nas startował oraz debiutował, ma firmę, produkującą odżywki. Był naszym sponsorem w tym roku. Razem stwierdziliśmy, że z uwagi na brak organizacji normalnych zawodów w okresie czerwiec – lipiec, zorganizujemy zawody w dniach 25-26 lipca – zdradza Sebastian Gwiazdowski. – Zapraszam do udziału wszystkich czytelników TriathlonLife.pl. Pierwszego dnia zawodnicy wystartują na dystansie 500 metrów pływania, 30 kilometrów roweru oraz 8 km biegu. Drugiego dnia odbędzie się rywalizacji na 1/2IM. Jesteśmy w trakcie robienia strony internetowej oraz dogadywania ostatnich szczegółów. Myślę, że to jest perspektywa końca tego tygodnia. Wtedy będzie można już się zapisywać – dodaje Gwiazdowski.  

Przemysław Schenk
foto: Tower Triathlon

Tagi
Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close