Rozmowa

Tomek Lus: Jeszcze 4 lata temu nie byłem w stanie przebiec 100 metrów

Udanie zadebiutował na 10xIM, pokonując trasę w niecałe 300 godzin. Tomek Lus zdradza, dlaczego ani na chwilę nie opuszczał go dobry humor.

Ukończyłeś 10xIM w Szwajcarii. Czy doszedłeś już do siebie po tym największym wyzwaniu w dotychczasowej przygodzie z triathlonem?
Tak, w sumie to może dziwnie zabrzmi, ale na drugi dzień już w zasadzie nie czułem żadnego zmęczenia. Nie miałem żadnych urazów i nie odczuwałem bólu. Jedynie czułem trochę zdrętwiałe palce u stóp. Ze Szwajcarii już kierowałem samochodem, a w środę wróciłem do pracy.

Pokonałeś trasę z wynikiem 290:52:02, co dało 11 miejsce. Jak oceniasz ten wynik w debiucie na tym dystansie?
Wynik nie miał dla mnie żadnego znaczenia. Miałem inne cele na te zawody.

W jakich nastrojach wyjechałeś ze Szwajcarii razem z ojcem Stanisławem, który był Twoim jednoosobowym suportem?
Zadowolony i wypoczęty. Zrealizowałem wszystko, co chciałem.

Przejdźmy do samego startu. Jak się pływało?
Bardzo spokojnie i płynnie. Po około 30 km czułem trochę zmęczenie na barkach, ale nie stanowiło to większego problemu.

Czy miałeś duże problemy na tym etapie rywalizacji?
Problemem dla mnie okazało się nocne pływanie. Wtedy bardzo się wychładzałem. Co godzinę wychodziłem na gorący prysznic i ciepły posiłek. Przydał się też termofor do grzania stóp i zimowa czapka na głowę.

Jaką miałeś taktykę żywieniową na pływaniu?
Planowałem jeść co trzy godziny, ale wszystko zweryfikowała noc. Najważniejszym napojem okazała się gorąca i słodzona miodem herbata.

Po T1 wyjechałeś na trasę kolarską. Jakie były założenia na tym etapie wyścigu?
Plan był prosty, czyli oszczędzać się na podjazdach, a resztę utrzymać w drugiej strefie tętna. Potem już jechałem na „czucie”. Po pierwszym dniu zdjąłem nawet zegarek i czujnik tętna. W planach była również rotacja rowerami – miałem dwa: szosowy na noc i deszcz i czasowy na ładną pogodę. To też się super sprawdziło.

Co było dla Ciebie najtrudniejsze na trasie kolarskiej?
Tu przychodzą mi na myśl trzy sprawy: Po pierwsze to pszczoły. Przy trasie kolarskiej były trzy ule. Użądliły mnie trzy razy, kilka razy odbijały się od okularów i kasku. Na szczęście nie wpadły przez otwory wentylacyjne kasku. Z pszczołami miał problem chyba każdy zawodnik. Po drugie to po basenie miałem nieco odmoczoną skórę na stopach (ok 20 h spędziłem w wodzie) i po ok 300 km na rowerze zacząłem czuć pieczenie pod stopami. Na początku nie wiedziałem, o co chodzi i zacząłem zmieniać trzy pary butów kolarskich, ale nie było poprawy. W przerwie założyłem na chwilę adidasy i minął ból. Zdecydowałem, że pojadę rowerem w adidasach i tak bez problemu przejechałem około 1500 km. Trzecia sprawa to otarcia od siedzonka. W tym roku przed zawodami niemal nie jeździłem rowerem. Może przejechałem 200-300 km i fizycznie nie byłem przygotowany do siedzenia na siodle przez pięć, czy sześć dni. Pokonałem jakoś te problemy odpowiednimi kremami oraz rotacją rowerami i pozycją na nich.

Jak zmiany pogody wpływały na Twój wyścig?
Na pewno wiatr, opady deszczu, mgła, słońce itd. są zawsze problematyczne, ale byłem dobrze przygotowany sprzętowo i psychicznie. W końcu to dolina Renu otoczona dość wysokimi górami. Ciężko było oczekiwać przez dwa tygodnie stabilnej pogody.

Jak wyglądała komunikacja między Tobą a jednoosobowym suportem, podczas trasy kolarskiej?
Bardzo dobrze, dla mnie nie było żadnego problemu, żeby się zatrzymać na 1-2 minuty i zamienić kilka zdań, czy wypić kawę.

Co najlepiej sprawdzało się na trasie kolarskiej, jeśli chodzi o żywienie?
Gruszki, poza tym jadłem chyba wszystko. W końcu to było kilka dni na rowerze, ale gruszki były najlepsze.

Suport Adriana Kostery w relacji prowadzonej w mediach społecznościowych zwracał uwagę, że mimo różnych problemów, narastającego zmęczenia uśmiech i dobry humor Ciebie nie opuszczał. Czy to była kwestia odpowiedniego nastawienia?
Wszystko się zgadza. W tych relacjach, zdjęciach nie było nawet deka kłamstwa. Cała ta radość była naturalna i szczera. To był mój priorytet na te zawody. Chciałem w pełni się cieszyć tymi zawodami i tak właśnie było.

Jak Ci pomagało to pozytywne nastawienie w kryzysowych momentach?
Szczerze, to nie kojarzę jakiegoś kryzysowego momentu. Cieszyłem się każdą kolejną przejechaną pętlą.

Skończyłeś trasę kolarską w 147:17:44. Czy przed zawodami zakładałeś taki wynik?
Nie robiłem takich założeń. Po zawodach wiem, że mogłem to zrobić około 120 h, ale 144 h mi nie przeszkadza.

Na którym kilometrze pojawiały się pierwsze problemy z m.in.: odciskami?
Tego nie pamiętam. Musiałbym sprawdzić, kiedy zdecydowałem o wycięciu otworów w butach. Poza tym bardzo dbałem o profilaktykę stóp. Co kilka kilometrów przeglądałem stopy, wycierałem, smarowałem, zmieniałem skarpetki. Po zawodach w zasadzie nie miałem problemów ze stopami.

Który odcinek biegu był dla Ciebie najcięższy?
Ostatnie około 200 metrów każdej pętli podczas upałów. Był to odcinek po szutrowym parkingu i drodze obok basenu, zero cienia.

W międzyczasie Ojciec zrobił dla Ciebie niespodziankę urodzinową. Jak to na Ciebie wpłynęło?
Było to bardzo miłe. Niedługo potem również organizator przygotował mi tort i zatrzymał mnie na trasie kolarskiej, żeby zaśpiewać 100 lat.

Czy spodziewałeś się, że Tata mimo obowiązków suportu, postara się o oprawę urodzinową nawet w warunkach startowych?
Nie, spodziewałem się tylko życzeń, ale oprawy już nie.

Co czułeś, wbiegając na metę?
Wewnętrzną radość, spokój, poczucie dobrze wykonanych wszystkich założeń. Cieszyłem się, że już mogłem przespać się 6-8 godzin.

Czego dowiedziałeś się o sobie?
Po raz kolejny udowodniłem sobie, że przez cztery lata można zmienić życie. Jeszcze cztery lata temu nie byłem w stanie przebiec bez zadyszki 100 m, a teraz z uśmiechem na twarzy pokonałem 2260 kilometrów wśród najlepszych ultra triatlonistów na świecie. To jest bardzo budujące.

Czy planujesz już kolejne sportowe wyzwania?
Oczywiście i to związane z ultra triathlonem. Zakochałem się w tym sporcie i nie zamierzam na razie rezygnować.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

#polskieHAWAJE. Najdłuższa lista startowa Polaków. Prezentujemy naszych

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X