Rozmowa

Sport odskocznią od codziennych problemów

Życie w dzieciństwie dało mu w kość. Wychowywał się bez ojca, stracił siostrę. Przetrwał dzięki mamie i sportowi. Zwyczajne, niezwyczajne życie Dominika Filipiaka, który dzisiaj ma jeden cel: Ironman. 

Już od dzieciństwa sport był ważny w Twoim życiu. Dlaczego?
Szczerze mówiąc, ciężko jest mi odpowiedzieć na to pytanie. Odkąd pamiętam, to kocham sport i tyle. Był od zawsze dla mnie odskocznią od rzeczywistości i dawał mi mega powera.

Czy oprócz sportu były inne możliwości, żeby zająć czas?
Czas głównie spędzałem na sportowo. Jednak nie tylko sportem człowiek żyje. Mama starała się nas zabierać na różne wycieczki, czy wyjazdy. Często spędzaliśmy weekendy także na działce nad jeziorem, gdzie mogłem się wyszaleć na ogrodzie.

Jakim byłeś dzieckiem?
Ojj, zdecydowanie bardzo trudnym. Wraz z bratem przysparzałem mamie wielu problemów. Nigdy nie byłem też orłem w nauce (śmiech).

Zacząłeś od pływania w szkole podstawowej. Jak wyglądał Twój harmonogram tygodniowy uwzględniający treningi i szkołę?
To wszystko zależy od klasy, do której chodziłem. Im byliśmy starsi, tym stopniowo zwiększała się liczba treningów. Jednak najbardziej w pamięci utkwił mi czas, kiedy  musiałem się budzić o godzinie 5:15 nad ranem. Wraz z mamą i bratem pokonaliśmy codziennie 25 kilometrów z Murowanej Gośliny do Poznania, aby zdążyć na poranne zajęcia pływackie o godzinie 6:15 bądź 6:45. Szkołę miałem pięć dni w tygodniu, a przed zajęciami szkolnym i po chodziłem na treningi. Czasami wychodziło nawet  po 11 jednostek  treningowych tygodniowo.

filipiak

Zobacz też:

Maja Bużycka: Nie chcę tracić motywacji

Jak w tym wszystkim pomagała Ci mama, która musiała sama wychować dwójkę dzieci?
Tak naprawdę dzięki niej ćwiczę. To ona „wrzuciła” mnie i mojego brata w sport. Gdybyśmy nie trenowali, to prawdopodobnie wspólnie roznieślibyśmy dom. Mama zrobiła to trochę celowo. Pewnie nawet nie sądziła, że sport na tak długo pozostanie w moim życiu.

Czy sport był odskocznią od codziennych problemów?
Zdecydowanie tak. Zresztą dalej tak mam. Kiedy zaczynam ćwiczyć dosłownie cokolwiek,  mój mózg automatycznie się wyłącza i nie myśli o innych rzeczach. Wtedy skupiam się na treningu i na kontrolowaniu tętna. Nawet jakieś ciężkie sytuacje w moim życiu po treningu stają się błahe.

Kiedy w tamtym czasie najbardziej odczuwałeś brak ojca w kontekście sportu?
Chyba najbardziej na wszelkiego rodzaju zawodach, kiedy to wszystkich kolegów dopingowali ich ojcowie. U mnie czegoś takiego nie było. Nigdy też nie grałem z tatą w piłkę, jak przystało na aktywnego chłopaka. Na szczęście to mama robiła za takie wsparcie.

Czy życie bez takiego naturalnego autorytetu było bardzo trudne?
Gdybym został zapytany w okresie młodzieńczym, pewnie powiedziałbym nie, bo po prostu byłem przyzwyczajony do życia z mamą i rodzeństwem. Kiedy jednak poznałem mojego późniejszego ojczyma, zdałem sobie sprawę, jak bardzo mi tego brakowało. Zwykła męska rozmowa, czy przeszkolenie z obsługi narzędzi, a tak wiele daje.

W których sytuacjach go najbardziej brakowało?
Powinienem powiedzieć, że w każdej sytuacji. Przez całe życie.

Oprócz pływania, jakimi wówczas sportami się zajmowałeś?
Chodziłem do klasy pływackiej i głównie trenowałem ten sport, ale także kilka razy w tygodniu miałem zajęcia z piłki nożnej. Wiadomo, wiele różnych innych dyscyplin sportowych towarzyszyło mi w życiu, lecz to nie było na zawodowym poziomie. Dopiero później w gimnazjum zacząłem uprawiać sporty walk.

Potem nastał okres młodzieńczego buntu. Co wówczas było na pierwszym planie?
Imprezy, koledzy, używki i jeszcze raz imprezy… Wstydzę się za swoje zachowanie z tamtego okresu życia. Jednak z drugiej strony doceniłem wszystko dookoła. Więc można powiedzieć, że dobrze, iż wystąpił taki epizod w moim życiu.

Jak ten tryb życia odbił się na Twoim zdrowiu oraz formie?
Dotąd odczuwam lekkie dysfunkcje mojego organizmu właśnie przez ten niezdrowy tryb życia, jaki przez dany moment prowadziłem. Borykam się z problemami zdrowotnymi serca i wątroby, które mimo upływu czasu nie chcą się zregenerować. Jeśli chodzi o formę, to na pewno też ją zatraciłem. Może nie musiałem zaczynać wszystkiego od nowa, ponieważ była technika, jednak od połowy zdecydowanie, ponieważ musiałem zadrobić zaległości w treningach.

filipiak

Czytaj także:

Kamil Kołosowski: zainspirował mnie Craig Alexander

Kiedy postanowiłeś to zmienić?
W 2015 roku, przygotowywałem się wówczas do zawodów biegowych. Namówił mnie na to kucharz, który pracował w hotelu mojego ojczyma. Postanowiłem podjąć to wyzwanie. Pobudziło to we mnie ducha walki i rywalizacji. Przypomniałem sobie, czym był dla mnie sport i jaki był dla mnie ważny.

W którym sporcie widziałeś wtedy szansę wyjścia z tego trybu kolegów i imprez?
Właśnie w triathlonie. Chciałem coś w życiu osiągnąć. Nie wystarczało mi bycie dobrym tylko w jednej dyscyplinie, a w trzech. Tak się to właśnie zaczęło.

W pewnym momencie nastąpił kolejny tragiczny dla Ciebie czas, czyli śmierć siostry na mukowiscydozę i to w dniu Twoich urodzin. Jak to wówczas zniosłeś?
Ten czas nastąpił  jeszcze w szkole podstawowej. Nie da się słowami opisać takiej wielkiej tragedii. Myślę, że do dzisiaj tego nie zniosłem i się z tym nie pogodzę.

Co wówczas Ci pomogło przejść przez ten ciężki czas?
Mama, to, że byliśmy razem, a bardziej życie ze świadomością, że nie mogę się poddać i pokazać słabości, bo wtedy mógłbym stracić jeszcze ją. Musiałem się trzymać z nią i dla niej.

Jaka w tym wszystkim była rola sportu?
Taka jak teraz, wyciszała mnie, pozwalała na chwilę zapomnieć i przede wszystkim dawała motywację i mocnego kopa, aby się nie poddawać i żyć dalej.

Pewny przełom nastąpił w 2019 roku, kiedy wystartowałeś w maratonie. Jak tamten start zmienił Twoje myślenie?
Wtedy uświadomiłem sobie, ile jeszcze pracy jest przede mną w kontekście sportu i dążenia do Ironmana.

Kiedy w tym wszystkim pojawił się triathlon?
W 2017 roku ponownie kucharz namówił mnie na start. Lubię wysiłek i to długotrwały. Zatem postanowiłem ponownie podjąć się wyzwania, które mi rzucił.

W 2017 roku zadebiutowałeś na dystansie 1/8IM. Jak było?
Było wspaniale, endorfiny zadziałały. Poczułem, że chcę to robić do końca życia. Oczywiście, że byłem zmęczony, ale jednocześnie spełniony. To było mega odczucie, którego nie da się opisać. Polecam spróbować to każdemu.

Rok później poznałeś swoją obecną dziewczynę, która też miała duży wpływ na Twoją przygodę z triathlonem. Jaki?
Zmotywowała mnie do większej liczby treningów i ciągłego rozwoju w tej dziedzinie. Namawia mnie na wszelkie gadżety do TRI, na które samemu żal mi było wydać pieniądze. Od tego roku startuje też na rowerze czasowym. Jest najlepszym suportem pod słońcem. Towarzyszy mi na każdych zawodach i zawsze mnie wspiera najgłośniej. Nigdy nie wierzyłem w stwierdzenie, iż za każdym sukcesem mężczyzny stoi kobieta, dopóki jej nie poznałem i sam tego nie doświadczyłem.

Jak jeszcze zmieniła Twoje priorytety życiowe?
Pokazała mi też, że w życiu są inne rzeczy niż sport i koledzy. Zaczęliśmy razem rozwijać się zawodowo i odnosić sukcesy w branży, w której pracujemy razem. Spędzamy zatem ze sobą praktycznie 24h codziennie i nie wyobrażamy sobie innego rozwiązania. Doceniłem także wartości rodzinne, których bardzo mi brakowało. W wigilię 2018 roku zyskałem też ogromną wspierającą się rodzinę, bez której nie wyobrażam sobie już życia. 

Jaki był dla Ciebie sezon 2019?
Zdecydowanie mogę go zaliczyć do udanych. Zaliczyłem dziesięć startów: półmaraton, maraton, duathlon a reszta to TRI (zarówno ¼ i ½). Z każdym startem robiłem życiówkę. Wiadomo, nie stanąłem na podium. Nie jestem zawodnikiem PRO, ale każde ukończenie zawodów jest dla mnie ogromnym sukcesem.

Jakie miałeś plany na ten rok startowy?
Można powiedzieć, że miała to być powtórka z 2019 roku, dodatkowo parę startów triathlonowych, pierwsza w życiu sztafeta z kumplami plus korona półmaratonów.

Jak obecna sytuacja zweryfikowała Twój kalendarz startowy?
Obecna sytuacja pokrzyżowała mi plany. Niektóre starty zostały przełożone. Jednak  odwołano większość zawodów. Dziwnie się z tym czuję. Jednak nie załamuję się, widocznie tak miało być, jest to czas na ostre trenowanie, aby wrócić na start w 2021 roku jeszcze mocniejszym.

Jak Twoje życiowe motto odnosi się do startów w triathlonie?
Robię to dla siebie, nie spinam się na siłę dla wyników. Zawody triathlonowe sprawiają mi ogromną radość. Kiedy stawiam sobie cel czasowy, to nigdy nie idzie to po mojej myśli. Dlatego, kiedy wbiegam do wody, wyłączam umysł i mówię sobie – baw się dobrze!

Co chcesz osiągnąć w triathlonie?
Cel jest jeden – IRONMAN.

Czy po triathlonie można się Cię spodziewać w innych sportach?
Myślę, że tak. Jestem otwarty na każdy sport. Jednak raczej byłaby to dyscyplina wytrzymałościowa.

Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne

Tagi
Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close