Rozmowa

Spocona, zdyszana, pędząca na kozie

Marcin Dybuk: Skąd pomysł na debiut w triathlonie?
Katarzyna Nowak: Nie wiem kiedy dokładnie narodził się w mojej głowie pomysł na start w triathlonie. Najprawdopodobniej podczas jakiegoś dłuższego biegu. Różne dziwne rzeczy człowiekowi do głowy wtedy przychodzą. W 2018 roku wraz z mężem i dwoma koleżankami postanowiliśmy zdobyć Koronę Półmaratonów Polskich. Był to cel, który udało się zrealizować z zapasem. Przebiegliśmy siedem z nich, a wystarczyło pięć. Niesamowita przygoda!!! Cudowne miejsca zwiedzone. Poznani wspaniali ludzie. Wiele kilometrów przejechanych i przebiegniętych. 

W trakcie przygotowań był taki moment, w którym poczułam potrzebę włączenia do treningu roweru, który mniej obciąża stawy. Ale muszę przyznać, że nie lubiłam dwóch kółek, bo d..a  boli. A ten miałam miejski. Koza z wielką kierownicą i ogromnym wygodnym siedzeniem. Zaczęłam rozwijać tym wehikułem coraz większe prędkości. Musiałam śmiesznie wyglądać.

Spocona, zdyszana i pędząca na miejskim ogromnym czymś. Zapaliła się pierwsza lampka w głowie. Może ten rower nie jest taki zły. Nie minęło wiele czasu zaczęłam oglądać w necie rowery szosowe. Od oglądania do kupna "Kryśki", moja piękna, używana, budżetowa szosa,  był już malutki krok. Pomyślałam tak: Niby nie cierpię biegać, a robię to z taką satysfakcją w każdej wolnej chwili. Rower to mój wróg, a mimo to kręcę kilometry i nie myślę o bólu tam gdzie boleć nie powinno! To przecież pływanie, które w szkole bardzo lubiłam jest do ogarnięcia. Jeden, jedyny problem polegał na tym, że w szkole oznacza jakieś ćwierć wieku temu. Ale nie potrafię powiedzieć skąd ten pomysł dokładnie się wziął. Zrodził się i jest.

 

A wiesz już gdzie zadebiutujesz?
Miał być w Ślesinie. Niecałe 30 kilometrów od mojego miejsca zamieszkania. Niestety, termin nie zgrał się z życiem rodzinnym, nad czym ubolewam. I szukam alternatywny na maj. Zapisana jestem na 1/4 w Bydgoszczy w lipcu, ale cały czas zakładam, że lekkie przetarcie przed gdzieś zrobię. (Kiedy pierwszy raz rozmawialiśmy Katarzyna jeszcze nie wiedziała. Teraz już wie, że to będzie w sobotę 25 maja 2019 roku w Sierakowie)

 

Jak wyglądają Twoje przygotowania do startu?
Szybko dotarło do mnie, że z dawnej pasji pływania nie pozostało nic prócz wspomnień. Nie potrafiłam rozpracować oddechu. Zamiast "żabką" pływam "kaczką", a kraul w moim wykonaniu z głową nad wodą wyglądał jeszcze lepiej niż rozpędzony rower miejski. Potrzebowałam pilnie pomocy. Mój mąż już rozpowiadał na prawo i lewo, jak to ja chcę spróbować sił w triathlonie, a on to raczej duathlon, bo pływania nie ogarnie, a tu mały kłopot. Nietonięcie nie równa się pływanie. Poprosiłam o pomoc instruktora. Wytłumaczyłam, że mam zimę na opanowanie kraula, a że byłam w okresie roztrenowania biegowo, basen był miłą odmianą. Pierwsza lekcja zakończyła się bardzo boleśnie. Nałykałam się powietrza tyle, że kolka trzymała mnie pół nocy. Przepiłam to sporą ilością wody. Nie było przyjemnie. Podczas drugiej lekcji, w trakcie pobiegłam do toalety zwymiotować, nie są to zapewne szczegóły, które ktokolwiek chciałby poznać, ale tak właśnie było. Na trzeciej lekcji zaczynałam się denerwować, bo chciałam pływać a nie łykać wodę!!! Zaczynałam wątpić…

 

Ale się nie poddałaś?
Na czwartej nastąpił przełom. Usłyszałam jak instruktor mówi z dumą do drugiego: zobacz to dopiero czwarta lekcja! Pomyślałam, że może i wypiłam pół basenu, ale facet się nie poddaje i chyba nawet dumny z moich postępów. Muszę dać radę. Poznaję tajniki kraula co poniedziałek od 22 października. W grudniu wprowadziłam do grafiku dodatkowy dzień w tygodniu na basenie w którym pływam sama. Co prawda bredzi coś o tym łokciu cały czas ten mój instruktor, nawet brawo bije jak w przedszkolu, jak mi ładnie wyjdzie, a za chwilę się okazuje, że coś innego skopałam…. i tak wciąż… Fajny ten kraul, nie ma co. Właściwie, to już pływam, oddycham na trzy. Piję wodę i łykam powietrze, ale w ilości coraz mniejszej i już pamiętam dlaczego tak lubiłam kiedyś pływać, to jest świetne uczucie.

 

A co z innymi dyscyplinami?
Jeśli chodzi o bieg, to w listopadzie odpoczywałam, bo potrzebowałam tego. Jakieś delikatne treningi biegowe wtrącałam, na luzie, bez stresu. Przyszedł grudzień i okazało się, że to moje pływanie wpływa na wydolność, bo tętno spadło w bieganiu. Taka niespodzianka. Bonusik. 

Chciałabym w przyszłym roku wziąć udział w maratonie, niestety losowanie na Berlin nie było szczęśliwe. Coś wymyślimy. Fajnie by było połączyć to z jakąś ciekawą podróżą. Treningi biegowe będą bardziej pod maraton niż tę dyszkę w 1/4, zobaczymy czy się to zgra. W biegach długodystansowych jak i w triathlonie ważna jest wytrzymałość, tak mi się wydaje i długi wysiłek, dla mnie to pasuje do siebie. Rower wylądował w trenażerze i jest najbardziej zaniedbywany treningowo.

 

Z czy mam szczególne trudności podczas przygotowań do debiutu?
Ja bym to nazwała wyzwaniem, a nie trudnościami. Logistyka! To jest wyzwanie! Jestem aktywna zawodowo, nawet bardzo, czasami jakiś trening przez to wypadnie. Nie zawsze się da pogodzić. Jestem też mamą trzech córek! Najstarsza w przyszłym roku pełnoletnia. Najmłodsza lat 5 i tu często pada pytanie, mamo znowu idziesz biegać? Dlaczego na basen jedziesz? Itp. Opracowałam system odpowiedzi-pytań typu: Byłaś na balecie? Podobało Ci się? Mnie się podoba bieganie. Byłaś na lekcji pływania w piątek, ja jeżdżę w poniedziałek. Basen ustawiłam na godzinę 21, kiedy najmłodsza córka zasypia. Biegam też często wieczorami. Wsparcie męża jest nie bez znaczenia. Gorzej jak czasem się ścigamy kto pierwszy wyjdzie pobiegać. Bo mąż krok w krok ze mną nawet go namówiłam na 1/8 i walczy z pływaniem. Chociaż się zarzekał, że on tylko duathlon…

 

Wiemy co na to najmłodsza córka i mąż. A pozostali najbliżsi?
Mąż jak wspominałam też trenuje, więc nie mam problemu z brakiem akceptacji czy zrozumienia. Córki starsze, pomagają kiedy trzeba zaopiekować się młodszą siostrą. Układam treningi tak, żeby najmłodsza córka nie odczuwała mojej nieobecności, lub trenuję kiedy ona realizuje swoje hobby. Reszta świata kompletnie mnie nie rozumie, ale ja nie przejmuję się tą resztą.

 

Powiedź coś o sobie?
To mało jeszcze było? Jestem biegającą księgową, mamą, żoną… Zaczęłam biegać, ze względu na to, że praca siedząca, rujnowała moją kondycję fizyczną i  figurę, a wciągnęłam się jak większość. Teraz marzę o triathlonie…

 

Co jest Twoją najmocniejszą stroną, a co najsłabszą?
Nie mam mocnej strony. Niby bieganie przychodzi mi w tej chwili najbardziej naturalnie, ale to nie są takie czasy, aby użyć sformułowania mocna strona. Bieg jest ostatnią dyscypliną w triathlonie i nie wiem ile będę w stanie z siebie wykrzesać. Pływanie budzi lęk, ale wiem, że mam czas na oswojenie tej bestii. Rower jest "za wolny"! Ale zobaczy się co z tego wyjdzie…

 

Debiut, a co później?
Dobre pytanie, aż się boję. We wrześniu biegnę w Krynicy 34km po górach. Będzie dużo czasu na rozmyślanie. Kto wie co wymyślę. W głębi duszy czuję, że zostanę z triathlonem na dłużej, że to mi da spełnienie i radość, jednak najpierw muszę ukończyć chociaż jeden, aby coś więcej powiedzieć…

 

Aktualizacja przed debiutem w Sierakowie
Przebiegłam  maraton w Rotterdamie 07.04.2019 roku, w czasie 4:18:57. Przeżycie nie do opisania! Okres przygotowań był dla mnie męką. Padałam na twarz, ponieważ sumiennie realizowałam trening do maratonu. Jednocześnie dwa razy w tygodniu chodziłam na basen. Przetrwałam to wszystko dzięki wsparciu najbliższych i przyjaciółki, która razem ze mną przygotowywała się do tego startu. Nasze niedzielne trailowe wybiegania w lesie, w śniegu, deszczu w wietrze… z górki i pod górkę – nie ma szans, żebym sama to przetrwała.

W poniedziałki po weekendowych długich wybieganiach byłam wykończona, dlatego pływałam spokojnie dla rozluźnienia mięśni. Trening pływacki z trenerem przełożyłam na środę. Rower stał i się kurzył, bo to było ponad moje siły. Jestem księgową i w pracy początek roku to nie jest miód. Często pracowałam po 10, a nawet więcej godzin plus kilka godzin w weekendy. Przyszedł czas startu i bałam się, że nie podołam. Bardzo się myliłam, podołałam i to z uśmiechem na ustach. Po 30 kilometrze, nie przyszła żadna ściana, a doping kibiców niósł mnie jak na skrzydłach do mety. To był mój dzień! Na zawsze zapamiętam smak pomarańczy rozdawanych przez kibiców na trasie. To jak próbowali dopingować mnie po imieniu Katrar-zyna. Entuzjazm tej milionowej publiczności jest niemożliwy do wyobrażenia. To trzeba zobaczyć! Polecam z całego serca!

Wracając do triathlonu. Po Rotterdamie musiałam złapać trochę oddechu. Zregenerować się. Niestety, kiedy poczułam, że już mogę wracać do kieratu treningów nastał koszmarny czas dla wszystkich księgowych. Koniec kwietnia. Tydzień wyjęty z życia! To takie frustrujące, kiedy musisz odpuścić treningi, bo praca zwycięża.

Na szczęście w maju pływam, jeżdżę, biegam i łapię stres, ponieważ startuję w sobotę w Sierakowie. Mam piankę kupioną – UWAGA! w lumpeksie. Którejś soboty idę i widzę w witrynie piankę triathlonową, damską rozmiar M. Stan bardzo dobry cena 30 PLN! Kupiłam i nie żałuję – jest ok.

Wydostanie się z pianki to powinien być jakiś punkt w planie treningowym!!! Próbowałam kilka razy sprawnie to zrobić. Zmęczyłam się jak po biegu. Kolejna sprawa, nie mam butów rowerowych, kusi mnie, żeby kupić, ale czy nie zaliczę spektakularnej gleby na zawodach, przez brak obycia? Jak tu żyć!? Ciągłe wątpliwości, mnożące się pytania…

Start w Sierakowie traktuję jako taki test, chcę zobaczyć jak to wszystko wygląda. 1/8 jest do zrobienia. Tego się nie boję, ale jako debiutantka pewnie popełnię milion błędów i podejmę złe decyzje na trasie. Mam jednak nadzieję, że to będzie nauka przed startem docelowym w Bydgoszczy.

 

Wysłuchał Marcin Dybuk
Foto materiał prywatny Katarzyny Nowak/Fotosa.pl

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X