Rozmowa

Sergiusz Sobczyk inspirowany słowami Jordana

Ocenił sezon na 5+. Od dwóch tygodni Sergiusz Sobczyk przygotowuje się do sezonu 2022, podczas którego spróbuje spełnić sportowe marzenie.

Wygrałeś Piwną Milę. Co to za start?
Piwna Mila to jedna z moich ulubionych imprez sportowo-rekreacyjnych, jeśli można tak zakwalifikować to wydarzenie. Szybko biegam i dosyć szybko piję piwo. Jestem skazany na polubienie Piwnej Mili!

Skąd wziął się pomysł, aby wziąć udział w tych zawodach?
Piwną Milę znałem już jako student AWF, mimo że nigdy nie brałem w niej udziału. To były  zawody rozgrywane co roku w trakcie Juwenaliów. Finalnie rok temu dowiedziałem się od znajomego, że w Parku Szczęśliwickim będzie nieoficjalny start Piwnej Mili. I tak zaczęły się moje przygotowania (śmiech).

Czy w przyszłości planujesz kolejne starty w tego typu imprezach?
Zdecydowanie tak. Lubię bawić się sportem oraz mieć frajdę z tego, co robię. Piwna Mila idealnie wpisuje się w moją osobowość. Do tego zamierzam jak w każdych innych zawodach tak i w tych, być coraz lepszym beer-milerem, czy jakkolwiek się to odmienia.

Jak oceniasz tegoroczne starty?
Początek sezonu oceniam na trójkę. Środek i drugą część na piątkę w skali szkolnej. Patrząc na wartości poszczególnych startów, oceniam cały sezon na 5+.

Który moment w tym sezonie zapadł Ci najbardziej w pamięci?
Zdecydowanie mistrzostwa Europy na dystansie średnim. Wspaniały dzień, start, rezultat. Gdybym miał wskazać jeden sportowy moment, który zapadł mi w pamięci, to byłoby to oczekiwanie na start w Elsinore(ME). Przypomniałem sobie przedstartową wiadomość od Jacka Tyczyńskiego, który napisał mi, żebym po pierwsze cieszył się tym startem. Do dziś pamiętam, jak stałem na platformie startowej. Przypomniałem sobie o tej wiadomości.  Uśmiechnąłem się sam do siebie, czując, że przez moje ciało przechodzi dreszcz pozytywnych emocji. Taki też był ten start. Cieszyłem się zmęczeniem. Byłem skupiony na sobie i wyścigu.

Odnotowałeś wiele bardzo dobrych wyników w tym sezonie. Który z nich uważasz za najważniejszy?
Zdobyłem amatorskie mistrzostwo Europy, wygrywając wśród wszystkich startujących amatorów. To zdecydowanie ten moment, szczególnie, że w tamtym okresie zupełnie nie spodziewałem się takiej dyspozycji. Wynik tym bardziej był dla mnie emocjonującym zaskoczeniem

Czy z którymś ze startów masz lekki niedosyt?
Z rywalizacji z początku sezonu. Z różnych względów byłem wtedy w dołku i z tych startów szczególnie na 1/4 i 1/2 z serii Garmin Iron Triathlon mam lekki niedosyt. Stać mnie na więcej, niż zaprezentowałem w tamtych startach.

Czego nauczył Cię ten sezon?
Nauczył mnie, a raczej potwierdził w podejściu, że na zawodach walczę zawsze do końca i ode mnie zależy, jak kończę zawody #niejestempizda. Zaliczyłem kilka frustrujących startów, solidnego szlifa. Do tego gubiłem bidony. Nie czułem mocy na którymś z etapów. Było tego wiele, ale każdy taki start, czy moment uczył mnie czegoś nowego. Nie wiemy, jaki będzie koniec zawodów, skoro nie dotrwamy do mety. Miałem kilka startów, które z pozoru były stracone, a ich finał był bardzo pozytywny. Wielokrotnie przegrywając ze sobą, czy rywalami,  czuję się silniejszy przed kolejnym startem. To porażki nauczyły mnie więcej niż zwycięstwa. Uwielbiam słowa Michaela Jordana na ten temat: „Mogę zaakceptować porażkę, ale nie mogę zaakceptować braku próby”. Wspaniałe!

Jak wyglądało u Ciebie tegoroczne roztrenowanie?
Miałem osiem tygodni laby od sprawdzania TrainingPeaks i tego, co mnie czeka następnego dnia. Według zaleceń trenera początek miał być aktywny, z drobnymi aktywnościami bez struktury treningowej. Środek to bierny wypoczynek. Koniec znowu nieustrukturyzowana aktywność. Chodziłem na długie spacery z rodziną. Robiłem marszobiegi z psem, czy grałem w piłkę nożną w szkole, gdzie pracuję. Finałem roztrenowania był wyjazd do Turcji w formie czysto wypoczynkowej. Tam za to udało się pograć w siatkówkę plażową, powygłupiać się w hotelowym basenie, czy pospacerować po plaży. Zgrał się wyjazd z zawodami Ironman 70.3 Turkey, gdzie mogłem wspierać moją zawodniczkę Kasię Jonio. Wygrała kategorię wiekową, drugi raz w tym sezonie osiągając życiówkę, która na dystansie 1/2IM wynosi w tym momencie 4:46. Brawo Kasiu, zapracowałaś na to. Cały wyjazd był okresem świetnego odpoczynku szczególnie psychicznego. Na pewno kiedyś powtórzę taką formę roztrenowania.

Od kiedy jestem ponownie w treningu?
Wróciłem do treningów dwa tygodnie temu. Cieszę się, bo z łatwością przyszła motywacja do pierwszych jednostek. Pomógł w tym gravel. Trochę odświeżył podejście do treningu, kiedy nie ma już szans na jazdę na zewnątrz szosą, czy TT. Rower przełajowy lub gravel polecam każdemu. Świetne połączenie dynamiki szosy i możliwości mtb. Jeśli nie trenujesz triathlonu,  czy kolarstwa, a masz zajawkę na dwa koła, to zdecydowanie wybierz taki rodzaj roweru.

W jakim stopniu tegoroczne przygotowania do sezonu 2022 będą się różnić od poprzednich?
Raczej nie bardzo. Plan to bycie systematycznym w każdym kolejnym tygodniu treningowym. Tomek Kowalski to bardzo mądry trener i człowiek. Uświadomił mnie, że rozwój to niekoniecznie ciągła zmiana. Skakanie z jednego treningu na drugi. Denerwowanie się, że jednostki są podobne. Rozwój to wieloletnia, systematyczna praca ukierunkowana na dany dystans i zdolności wysiłkowe o poszczególnym charakterze. Tutaj nie potrzeba częstych zmian. Potrzeba czasu, systematyki i obserwacji w skali kilkumiesięcznej, czy rocznej. Już w pierwszym roku współpracy z Tomkiem dałem mu znać, że mam do niego pełne zaufanie.  Jestem świadomy, że będą górki i dołki formy. Dopiero po 2-3 latach ocenimy, czy obrany kierunek był prawidłowy. Jest prawidłowy.

Jak te przygotowania do nowego roku startowego zmienią się ze względu na nową Twoją rolę, jaką jest ojcostwo?
Muszę optymalizować organizację życia. Nie ma miejsca na obsuwę czasową pomiędzy danymi częściami dnia, bo to powoduje efekt lawinowy. Odkąd wróciłem do treningów,  wstaję nie później niż 5.15. Połączenie życia rodzinnego z dzieckiem, pracą w szkole, z zawodnikami w Triathletic Team oraz własnymi treningami wymaga sporej logistyki. Jak ktoś mi mówi, że nie ma czasu na 40 minut aktywności w ciągu dnia, bo kończy pracę o 17, to uśmiecham się sam do siebie. Wszystko jest do zrobienia. Pytanie brzmi – jak bardzo tego chcesz? W kilku momentach życia pracowałem u 3-4 pracodawców. Studiowałem dziennie i trenowałem triathlon. Nie byłem też społecznym yeti.

Spotykałem się ze znajomymi, a z życia studenckiego poznałem wszystko to, co niektórzy widzieli tylko w filmach z serii American Pie (śmiech). Wiem, co to znaczy ciężka praca i tyle. Pochodzę z biednej rodziny. Na wszystko musiałem zapracować samemu. Niczego w życiu nie dostałem. Wszystko, co mam, zdobyłem ciężką pracą. Dzięki temu jestem twardszy niż większość. Nie sprawia mi problemu wczesne wstawanie, krótszy sen, brak wygody, czy jedzenie makaronu ciągiem przez miesiąc. Jestem jak karaluch (śmiech). Myślę, że spokojnie mógłbym napisać rozdział w jakiejś książce, żeby dobrze to wszystko przedstawić. Dla dorastającego pokolenia mogłoby to być niezrozumiałe.  Czytaliby to niczym fikcje J.K.Rowling. Nie zarzucam im niczego, tak jak osobom w moim wieku, które miały łatwiejszy start. Oni borykają się z innymi problemami. Wyciągnąłem plusy z mojej przeszłości i dziś dzięki temu jestem silnym człowiekiem.

Czy analizowałeś już z trenerem Tomkiem Kowalskim ten sezon w Twoim wykonaniu?
Tak, to był dobry sezon. Tylko w tym sezonie cztery razy kończyłem 1/2 IM z czasem poniżej czterech godzin, gdzie przed tym sezonem udało się to tylko raz. W Elsinore, Suszu, Warszawie i Poznaniu etap kolarski kończyłem w 2:10 i szybciej, czyli to, co było moim i Tomka Kowalskiego celem na ten sezon. Pobiegłem również najszybszy półmaraton w triathlonie. Patrząc na średnie tempo – 3’34”/km. Dzięki Tomek i Brooks Running.

Jakie masz cele oraz główne plany startowe na sezon 2022?
Mistrzostwa świata Ironman 70.3 St.George. Od 2016 roku marzę o medalu AG. Jestem blisko, ale nadal sporo pracy przede mną. Do tego raz jeszcze Poznań i Susz – powalczyć na najmocniej obsadzonych polskich połówkach, gdzie również można powalczyć o ciekawe nagrody finansowe. Doceniam podejście organizatorów oraz sponsorów tych zawodów. Zawody z nagrodami finansowymi open oraz rzeczowymi w AG to moim zdaniem podejście z szacunkiem do zawodników, ich rozwoju i podejścia do triathlonu. Będę wybierał i polecał właśnie takie starty. To będą moje główne starty. Dodam do tego przełożoną z poprzedniego roku IM 70.3 Wenecja oraz kilka startów na 1/4IM.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: Sergiusz Sobczyk FB, materiały prywatne

 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X