Rozmowa

Sebastian Karaś: Nie chcę się nakręcać i cierpieć psychicznie

W Poznaniu Sebastian Karaś wystartował w sztafecie, na części pływackiej. Zdradził kulisy decyzji o przerwaniu triathlonowej kariery i powiedział, jakie i kiedy są szanse na powrót do sportu.

Ciągnie wilka do lasu? W Poznaniu wystartowałeś w sztafecie na pływaniu. Co u Ciebie słychać?
Wszystko dobrze, cały czas działam na różnych płaszczyznach. Obecnie treningi spadły na dalszy plan. O starcie w sztafecie dowiedziałem się dwa tygodnie temu. Dlatego byłem kilka razy w wodzie, aby nie było obciachu. Nie ukrywam, że od tych dwóch miesięcy, które minęły od startu w Suszu, to nie usiadłem na rowerze nawet raz. Trochę potruchtałem. Staram się ruszać dla zdrowia psychicznego, aby się wyładować, tak do godziny dziennie. Gdzieś tam myślę o powrocie do startów, bo będąc w Poznaniu, widzę i czuję tę atmosferę. Jednak obecna rzeczywistość to weryfikuje. Nie jestem w stanie znaleźć tyle godzin treningowych, na ile chciałbym. Jeśli nie jestem przygotowany, to nie widzę sensu, aby startować.

Był taki moment w tym roku, kiedy przyznawałeś, że myślisz o przejściu do PRO. Nagle skrajnie odmienna decyzja o zawieszeniu startów w triathlonie. To musiało być dla Ciebie trudne.
Tak, to jest trudna decyzja. Myślałem, że łatwiejsze jest wychowywanie dwójki małych dzieci. Obecnie Nela ma 2 lata, a Oliwka dwa miesiące i połączenie tego wszystkiego z pracą i treningami, startami zweryfikowało plany. Nie chciałem przechodzić do PRO w najtrudniejszym momencie dla naszej rodziny. Dlatego wolałem zrobić krok w tył. Może jak dziewczyny podrosną, to wrócę. Zobaczymy, czy wtedy nie będę za stary, żeby rywalizować w PRO.

Usiedliście z żoną i ustaliliście, co jest najlepsze dla Waszej rodziny?
Tak, nie ukrywam, że sam wziąłem kartkę i wypisałem plusy oraz minusy uprawiania triathlonu. Tak naprawdę tych minusów jest dużo więcej. Wiadomo, że to jest piękny sport. Czerpię dużą radość, kiedy trenuję. Jednak przychodzi taki moment w życiu, że trzeba wybierać. Widzę, że kiedy pojawiły się dzieci, to wszystko się zmieniło.

Nie wykluczasz powrotu do triathlonu?
Chciałbym wrócić. Tylko ciężko zadeklarować się w 100 procentach, bo coś innego jest obecnie priorytetem. Gdyby coś działoby się z dziećmi, to wiadomo, że nie mógłbym zrealizować treningu. Nie chcę też startować, w momencie, kiedy nie jestem przygotowany. Mam taki charakter, że ścigam się na zawodach, jeśli prezentuję dobrą dyspozycję. Tym razem była sztafeta, gdzie te 1500 metrów pływałem przez 20 lat. To nie robi zbyt wielkiego wrażenia na mnie. Jeśli startuję indywidualnie, to trzeba zrobić objętość na rowerze. To zajmuje najwięcej czasu. Tak samo jest z bieganiem. Każdy, kto to czyta, wie, o czym mówię. Są trzy dyscypliny, które trzeba połączyć. Za tym idzie objętość treningowa. Jeśli to nie jest mój zawód, to ciężko jest mi to łączyć z normalnym życiem, jeśli chcę osiągnąć dany poziom np. 3:50 na 1/2IM.

Jakie emocje Ci towarzyszyły przed starem w sztafecie, jak już stałeś nad jeziorem?
Czułem się dobrze. Potrafię tak to sobie ustawić w głowie, że byłem zmotywowany. Wiedziałem, że mogę dobrze popłynąć. Więc towarzyszyły mi pozytywne emocje.

Jak oddawałeś chipa po pływaniu, to nie było żal, że nie wsiadasz na rower?
Zrobiłem tak szybką strefę zmian, że już miałem dosyć (śmiech). Wiadomo, kiedy zobaczyłem te wszystkie rowery, to jest sentyment i chciałoby się wrócić. Nie chcę nakręcać się w głowie i znowu cierpieć psychicznie. Wiem, że dla mnie teraz ważne jest coś innego.

Czego Ci życzyć?
Chyba spokoju i żebym wszystko poukładał oraz jak najszybszego powrotu.

Marcin Dybuk

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X