GaleriaRozmowa

Sam Long: Jestem przekonany, że nie raz pokonam Norwegów

Podróż po Europie nie mogła zakończyć się bez wygranej – mówi w rozmowie z Triathlonlife.pl Sam Long, który był najszybszy w Enea IRONMAN 70.3 Gdynia.

– Świetny wyścig, świetne miasto – mówi Sam Long. – Gdynia jest przygotowana, żeby mieć u siebie zawody światowego formatu. Dobra komunikacja, baseny w hotelach, pyszne jedzenie na mieście, budzisz się i wszystko co potrzebne jest w pobliżu.

Amerykaninowi, przeciwnie niż jego partnerce Larze Gruden, nie przeszkadzały meduzy w Bałtyku.

Najlepsza była trasa biegowa

– Pływanie było bardzo dobre, ciekawie jest zobaczyć tyle meduz, kilka z nich nawet dotknąłem. Nigdy wcześniej nie czułem meduzy, więc to było nowe doświadczenie. Trasa rowerowa była świetna, ale najlepszą częścią była trasa biegowa. Trzy pętle z dużą liczbą fanów! To był super dzień. Mam nadzieję że jeszcze tu wrócę – powiedział Triathlonlife.pl wicemistrz świata.

Po pływaniu byłeś 10, ale rower już był Twój.
– W sobotę zepsuł mi się pomiar mocy w rowerze i w sumie mnie to ucieszyło, bo dzisiaj mogłem
pojechać bardziej na to jak się czułem. Tym bardziej że przez ostatnie kilka miesięcy spotkało mnie
kilka rozczarowań i miałem w sobie dużo złości. Powtarzałem w głowie, że chcę się zajechać i
dać z siebie wszystko. Słyszałem tylko wewnętrzny głos mówiący ciśnij, ciśnij, ciśnij. Minęło 30 km,
potem 60 km, a ja ciągle czułem, że mam moc, więc nie odpuszczałem.

Mówiłeś że Twoja podróż po Europie nie może zakończyć się bez zwycięstwa. Zrobiłeś to!
– Dokładnie! Świetny sposób na zakończenie mojej europejskiej przygody w tym roku.

Zawody w Gdyni jedne z najlepszych


Czy polecisz zawody w Gdyni innym?
– Oczywiście! Jedne z najlepszych zawodów. Jak już powiedziałem, jak już tu jesteś, czujesz się jak u
siebie. Przyjęty z otwartymi ramionami przez wszystkich. Ostatnie kilkanaście metrów i meta były
chyba najlepszymi jakie kiedykolwiek doświadczyłem.

Czy zobaczymy cię w Gdyni za rok?
Nie mogę tego obiecać, ale zobaczymy. Bardzo chciałbym wrócić, może jeśli akurat będę w Europie to
mi się uda. Fajnie gdyby udało się zorganizować mistrzostwa świata w Gdyni. Wtedy na pewno
wrócę szybciej.

Jaki był Twój plan na wyścig? Powiedziałeś że w ostatnim czasie zdarzało Ci się sporo błędów.
– Tak, w ostatnim czasie popełniałem sporo błędów. Złapałem głupie kary w poprzednich zawodach,
dlatego starałem się być skupionym na detalach, strefie zmian, linii wejścia i zejścia z i na rower,
wrzucenia pianki do mojego boxa, żeby nie dostać kar jak poprzednio. Oprócz tego, liczyło się tylko to
żeby dać z siebie 120% od startu do mety i dobrze skanalizować sportową złość, którą miałem w
sobie. Już na drugiej pętli biegu czułem, że zwycięstwo mam w kieszeni, ale wewnątrz ciągle buzowała
we mnie złość, dlatego się nie zatrzymywałem.

Dlaczego Polska i Gdynia?
– Jeżeli mam być szczery to decyzje o starcie tutaj podjąłem osiem dni temu. Mój czas w Europie zbliżał
się do końca i to była jedna z ostatnich okazji, żeby zgarnąć zwycięstwo. Nigdy nie byłem w Polsce i
chciałem zobaczyć jak tu jest. Chciałem zobaczyć trochę kraju, ludzi, atmosferę bo do tej pory znałem
Europę głownie przez takie kraje jak Włochy, Francja czy Niemcy. Szczerze mówiąc Gdynia przerosła moje oczekiwania.

Teraz czas na mistrzostwa świata

Jakie są Twoje plany na resztę sezonu?
– Teraz skupiam się najbardziej na mistrzostwach świata Ironman 70.3 w St. George, a następnie wystartuję w jednej imprezie na pełnym dystansie. Bez KONA w tym roku.

Ścigasz się z Norwegami. Czy ich wyniki robią na Tobie wrażenie?
– Chłopaki są w tym sporcie trochę dłużej niż ja i postawili poprzeczkę bardzo wysoko. Wierzę w siebie i
jeszcze dużo lat ścigania przede mną, dlatego myślę, że nie jedno uda mi się osiągnąć w rywalizacji z
nimi.

Rozmawiał w Gdyni Dawid Dybuk
Foto Marcin Dybuk i Bartłomiej Zborowski

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X