Rozmowa

Sabina Bartecka: Triathlon eliksirem na smutek

Triathlon zmienił moje życie. Sprawił, że zaczęłam w siebie wierzyć i pokochałam się na nowo – mówi Sabina Bartecka.

Zdążyłaś w tym roku wyjechać na obóz do Calpe, w Hiszpanii. Jak odczucia po zgrupowaniu?
To był wspaniały czas. Obóz w Calpe był moim marzeniem od dawna. Cieszę się, że w tym roku udało mi się pojechać właśnie do Hiszpanii. Calpe żyje kolarstwem i czuć to na każdym kroku. Obecność wielu wybitnych sportowców, urozmaicone trasy i słoneczna pogoda sprawiają, że nawet trudne treningi realizuje się z uśmiechem od ucha do ucha.      

Ile trwał obóz?
Zdecydowanie za krótko, bo tylko siedem dni!

W jakim towarzystwie trenowałaś?
Z Michałem Braulińskim z Power of Science – Training Centre z Bielska-Białej. Michał jest mistrzem Polski w jeździe na czas oraz parami w kat. CM20, a także byłym zawodnikiem elity w kolarstwie szosowym oraz MTB.  Na zgrupowaniu byłam wraz z mężem, też zawodnikiem triathlonu oraz innymi podopiecznymi Michała.

W jaki sposób wzajemnie sobie pomagaliście na treningach?
Jeżdżąc z chłopakami, staram się po prostu trzymać koło. Podczas ubiegłorocznego obozu w Chorwacji, mój poprzedni trener Marcin Zdziebło, bardzo tego pilnował. Ciągłe uwagi podczas jazdy i treningi na ustawkach kolarskich Śląskie Kręcenie w Żorach i Rybniku przyniosły efekt na tegorocznym zgrupowaniu.  Często słyszałam, że dobrze trzymam koło i  rower mam mocny!   

bartecka

Zobacz też:

Ewelina Szabelska: Triathlon był ślepą miłością – ROZMOWA

Kto Ciebie najbardziej motywował na treningach?
Chyba ja sama. Świadomość celów, jakie sobie wyznaczyłam oraz to, jak wiele czeka mnie jeszcze pracy, działa na mnie wystarczająco motywująco.

Czy trafiały się cięższe dni, w których byłaś zniechęcona do treningów?
W takich okolicznościach przyrody treningi robiło się z przyjemnością, co nie znaczy, że zawsze było łatwo. Już w drugi dzień zaliczyłam słynny podjazd Coll de Rates 2.0, a dokładniej jego ukrytą część zaraz za szczytem. Dojazd na ten podjazd jest ukryty za fragmentem szutru. Żeby znaleźć się w tym miejscu, najpierw trzeba pokonać nie taki łatwy podjazd, który wije się przez siedem kilometrów. Dopiero na jego końcu czekają nas trzy kilometry ścianki. Na niej 12 procent nachylenia oznacza wypłaszczenie i chwilową ulgę.

Samotnie pokonywałaś ten szczyt?
Szczyt atakowałam wraz z poznaną kilka minut wcześniej Anią Rząsowską, jak się okazało później mistrzynią świata w kolarstwie torowym. Przyznaję, że miałyśmy chwilę zwątpienia w połowie trasy, ale wzajemnie się zmotywowałyśmy i obie dotarłyśmy do celu. Kolejnego dnia nie było łatwiej, bo czekał mnie drugi kultowy podjazd, czyli Cumbre del Sol. Ten podjazd zaczyna się pionową ścianką z nachyleniem 15- 20 procent. Sam podjazd ma ponad 3,2 kilometra. Ciekawostką jest fakt, że na tej górze metę miał jeden z etapów Vuelta a España. Z kolei w piąty dzień obozu przeżyliśmy wichurę. Nawet na prostych odcinkach trudno było utrzymać rower. W tym dniu wielu kolarzy gwałtowne podmuchy wiatru dosłownie zrzuciły z roweru. Wiało przez cały dzień, a my wybraliśmy się na 120-kilometrową przejażdżkę wzdłuż wybrzeża!  

Nad czym skupiłaś się na obozie?
Podczas obozu skupiłam się przede wszystkim na jeździe na rowerze. W sumie w ciągu sześciu  dni przejechałam ponad 520 kilometrów, ale w tym aż 8400 metrów w pionie.

bartecka

Czytaj także:

Ewa Papla: Triathlon jest kwintesencją sportu

Jakimi sposobami regenerowałaś się pomiędzy poszczególnymi jednostkami?
Typowymi i zarazem najlepszymi, jak: rozciąganie, rolowanie, odpoczynek i sen. 

Co chciałaś poprawić podczas tego obozu?
Przede wszystkim technikę jazdy na rowerze, szczególnie podjazdy, zjazdy oraz zakręty.

Jak oceniasz warunki treningowe, które były do dyspozycji?
Calpe ma wszystko, o czym mogą marzyć kolarze, czyli piękne drogi, ciekawe trasy i słoneczną pogodę. Już wiem, że wrócę tutaj za rok. Już w tym okresie przygotowawczym nie planuję zgrupowań. 

Jakie miałaś wcześniejsze doświadczenia związane z zagranicznymi obozami?
Dwa razy byłam w Rogoźnicy w Chorwacji. Za pierwszym razem pogoda była dość kapryśna.  Temperatura nie przekraczała 16 stopni. W ubiegłym roku mieliśmy więcej szczęścia. Wówczas temperatura dochodziła do 20 stopni Celsjusza.  

Czym różnił się ten ostatni obóz w Calpe od poprzednich?
Na pewno w Calpe trasy są ciekawsze i bardziej urozmaicone. Inna jest też kultura jazdy.  Hiszpanie kochają kolarstwo i kierowcy nie reagują nerwowo na widok kolarzy. Jeżeli chodzi o założenia treningowe, to zarówno w tym roku, jak i na poprzednim obozie zrobiłam mocny rower.   

Jakie są dalsze plany przygotowawcze do sezonu?
Teraz skupiam się na realizowaniu planu treningowego. Mam dziewięć jednostek treningowych w tygodniu. Więc nie ma mowy o nudzie. 

Czy przed triathlonem miałaś kontakt z innymi sportami?
Nigdy zawodowo nie uprawiałam sportu. Jednak zawsze byłam aktywna. Uprawiałam sport w celach rekreacyjnych.

bartecka

Zajrzyj do:

Ewa Matkowska: Razem z Kornelią wystartuję w Gdyni

Kiedy w Twoim życiu pierwszy raz pojawił się triathlon?
Pierwszy start zaliczyłam w 2015 roku. To był cross triathlon, gdyż nie miałam roweru szosowego. Startowałam na 20-letnim rowerze górskim, na którym zresztą jeżdżę do tej pory. 

Czy od razu byłaś przekonana do debiutu w tym sporcie?
Nie, uważałam, że nie jestem jeszcze gotowa. Jednak do mojego startu namawiał mnie mąż. On widział we mnie potencjał i uważał, że to jest sport idealny dla mnie.

Kiedy zadebiutowałaś?
W 2015 roku. Był to triathlon Stalowy Sokół w Jaworzu (400 metrów pływania, 10 kilometrów jazdy na rowerze i 3 kilometrów biegu crossowego).

Jakie masz wspomnienia?
Było strasznie. W wodzie spanikowałam i nie potrafiłam płynąć kraulem. Z kolei na rowerze wyprzedziłam kilka dziewczyn, ale na biegu umarłam. To były szybkie zawody i bardzo wymagające. Od początku do końca trzeba dać z siebie wszystko.    

Dlaczego wybrałaś akurat triathlon?
Bo to jest najfajniejsza, sportowa przygoda w moim życiu. Uwielbiam nieprzewidywalność i emocje, jakie daje triathlon. Trzy różne konkurencje: każda inna oraz równie cudowna. Sama już nie wiem, czy bardziej lubię biegać, pływać albo jeździć na rowerze. Kocham je wszystkie! Dzięki triathlonowi mogę je wszystkie trenować. Bo dzięki niemu w wieku ponad 40 lat stanęłam wielokrotnie na najwyższym stopniu podium. Dla amatora, który nigdy nie był związany ze sportem, to jest cudowne i magiczne uczucie. Dlaczego triathlon? Bo jestem silna. Mam świetną kondycję i chyba tylko w tym sporcie mogę na równi konkurować z mężczyznami. Triathlon zmienił całe moje życie. Sprawił, że zaczęłam w siebie wierzyć i pokochałam się na nowo!

bartecka

Posłuchaj też:

LOTTO Triathlon Energy bez wymogu licencji PZTri PODCAST #9

W jaki sposób godzisz czasowo obowiązki zawodowe oraz treningi i starty?
Kiedy kocha się to, co się robi, to nie ma mowy o braku czasu. Po prostu rezygnuję z rzeczy mniej ważnych dla mnie. Mam to szczęście, że dzielę pasję wspólnie z mężem. Razem trenujemy, jeździmy na zawody i wspólnie realizujemy plan treningowy. Treningi i wyjazdy traktujemy jak randki. To jest czas dla nas.  

Co Cię motywuje?
Motywują mnie sukcesy i osiągnięcia. Kiedy raz stanie się na pudle, chce się coraz więcej. Wyznaczam sobie cele i konsekwentnie do nich dążę. Tak było z Diablakiem. Bardzo chciałam być pierwszą Polką, która poskromi tego najtrudniejszego w Polsce Iromana. Wierzyłam, że tego dokonam.  

Trenujesz sama?
W tym roku realizuję plan z Ironman Inspiration Roberta Karasia. Wcześniej pomagał mi znajomy. Z platformy Ironman Inspiration  jestem bardzo zadowolona. Jeszcze nigdy nie miałam tak konkretnych treningów, jak w tym roku. Wiem jednak, jak ważny jest bezpośredni kontakt z trenerem. Więc  nie ukrywam, że szukam osoby, która zajęłaby się moim przygotowaniem do zawodów. 

Czym stał się dla Ciebie triathlon?
Stał się moim eliksirem na każdy smutek oraz chwile zwątpienia. Jest moją radością, szczęściem, motywacją i ogromną pasją. Cieszę się, że swoim przykładem motywuję inne kobiety do aktywności i ścigania się, które jest „przefajne” także dla czterdziestolatki, matki dwójki dzieci i osoby aktywnej zawodowo.

bartecka

Przeczytaj też:

Katarzyna Jonio: Moim marzeniem NIE są Hawaje

Jaką rolę w Twojej triathlonowej przygodzie pełni żywienie?
Bardzo ważną, mam bzika na punkcie zdrowego odżywiania. Uwielbiam wegańskie dania, ciasta z buraków i wszelkiego rodzaju sałatki. Nie jem żywności przetworzonej od lat. Nikt mnie też nie zmusi do zjedzenia chipsów!

W której płaszczyźnie czujesz się najlepiej, a która jest słabszym punktem?
Kiedy zaczynałam, zawsze najlepsze miałam pływanie, później bieganie, a na końcu rower. Jednak w ubiegłym roku wykonałam taki progres na rowerze, że właśnie on stał się moją najmocniejszą stroną. Pozostałe dyscypliny są na średnim poziomie. 

Czym zajmujesz się na zawodowo na co dzień?
Prowadzę dwutygodnik „Racje Gminne”. To jest gazeta samorządowa, która ukazuje się w Gminie Pawłowice. 

Jak triathlon wpływa na pracę?
Myślę, że dobrze, bo dzięki niemu jestem silniejsza psychicznie i lepiej sobie radę z przeciwnościami losu.  

Rozmawiał: Przemysław Schenk, przemek@triathlonlife.pl
rozmowa przeprowadzona 7.03.2020
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X