Rozmowa

Roksana Słupek: Nie czuję się przegrana

Podczas MP w Rawie zajęła drugie miejsce w rywalizacji elity. Nie ukrywa zadowolenia oraz zaskoczenia. Jeszcze niedawno dochodziła do siebie po złamaniu ręki. Teraz Roksana Słupek celuje w MP w Białymstoku i PE w Olsztynie.

Jak oceniasz już z perspektywy czasu sobotni start?
Jestem bardzo zadowolona i zaskoczona. Należę do typu zawodników, którzy wymagają od siebie rezultatu, jeśli wiedzą, że przepracowali treningi niemalże perfekcyjnie. Kiedy z jakichkolwiek powodów tak nie jest, to nie mam śmiałości wymagać od siebie formy, bo dobrze wiem, ile trzeba włożyć pracy w to, żeby ją zbudować. To oczywiście nie znaczy, że ona całkowicie wyparowała. Zazwyczaj moja pewność siebie w dużej mierze zależy od tego, co przepracuję. Jeśli przez długi czas praca jest systematycznie wykonywana, to potem stosunkowo szybko można wrócić do dawnej dyspozycji.

W jaki sposób podchodzisz do przegranej z Agnieszką Jerzyk o pierwsze miejsce?
Przegrałam z dwukrotną olimpijką, moją przekochaną koleżanką. Myślę, że to był pierwszy i ostatni raz, kiedy „przegrana” nie dotknęła mnie w żaden sposób. Zresztą nie uważam się za przegraną, wbiegając na metę zaledwie kilka sekund za najlepszą triathlonistką w historii Polski. Wiem, że Agnieszka przeszła na dłuższy dystans. Jednak wiem już też, jak wygląda walka o igrzyska oraz wyścigi, ile lat Aga o to wszystko walczyła, zagryzała wargi i płakała. Uważam, że po tylu latach, ile ona to robiła, jeszcze i kolejne kilka jej ciało to zapamięta i będzie w stanie ścigać się na sprinterskim/olimpijskim dystansie na bardzo wysokim poziomie. Jest bardzo utalentowana. Nie znam drugiej zawodniczki, która przy tak „małym” (porównując do innych zawodników) treningu, potrafi wyprawiać takie rzeczy, a dodatkowo jej głowa podczas wyścigu. Pierwsze słowa, które powiedziałam do niej po dotarciu na metę, były takie, że chciałabym kiedyś doprowadzić się na zawodach do takiego stanu, jaki ona potrafi i tak pięknie walczyć.

słupek

Zobacz też:

Julia Sanecka: ME juniorów głównym celem

Jak się czułaś przed startem, zważając na fakt, że niedawno miałaś złamaną rękę?
Przed startem byłam zestresowana. Wiedziałam, że ominął mnie spory kawał roboty, gdy złamałam rękę oraz trening zmienił się od czasu ogłoszenia pandemii. Z drugiej strony nie wiedziałam, czego się spodziewać, kto mógł korzystać z pływalni, kiedy były zamknięte, kto jak zmienił przygotowania w momencie, kiedy wszystkie zawody zostały odwoływane. Gdzieś z tyłu głowy czułam presję, że po zmianie trenera, klubu i zimy spędzonej w Portugalii, dużo oczu będzie skierowanych na mnie z pytaniem „No, ciekawe co jej to dało”. Zdążyłam poznać już sposób myślenia nowego trenera. Wiedziałam, że nie przyśpieszy mojego powrotu do treningu po złamaniu ręki, czy w dobie koronawirusa tylko dlatego, że ja chcę dobrze się pokazać w jak najkrótszym czasie. Zatem czułam się trochę rozdarta między tym, że zgadzam się z jego filozofią, a tym, że jeśli chcę dalej nią „iść”, to potrzebuję środków, a to wymaga  dobrych startów już teraz. Tak czy inaczej, przed pierwszymi startami w sezonie stres zawsze jest inny. Zawodnicy potrzebują wpaść w rytm wyścigów.

Z jakim podejściem podchodziłaś do tych zawodów, po tak długiej przerwie od startów, nie licząc niedawnego udziału w treningu Rebelia Underground Triathlon?
Rebelia triathlon jest super inicjatywą bydgoskich miłośników triathlonu. Jednak dla mnie to nie był „start”. Wzięłam w nim udział tylko dlatego, że dzień przed pierwszy raz podczas treningu nie doskwierał mi ból po złamaniu, a trener powiedział, że jeśli chcę tam pojechać tylko dla zabawy, to mogę (śmiech). Podejście przed zawodami w Rawie było takie jak zawsze, czyli zrobić to, co na tę chwilę mogę najlepiej. Niby oklepane zdanie, ale jakby się w to zgłębić, to nie jest wcale takie łatwe.

Z pływania wyszłaś z trzecim czasem. Czy wszystko wyszło po Twojej myśli na pierwszym etapie?
Pomiar czasu po pływaniu był gdzieś na dobiegu do strefy. Z pływania wyszłam tuż na nogach Alicji, a na moich była Madzia. Dobieg w Rawie był stromy. Trzeba było tam uważać na korzenie. Z etapu pływackiego jestem zadowolona, bo zważając na to, że długi czas nie mogłam pływać (złamanie+zamknięte baseny), to stosunkowo mało wysiłku mnie ono kosztowało podczas tego startu.

Jak się jechało?
Tego dnia na rowerze nie jechało mi się rewelacyjnie, ale czułam się dobrze.

Z jaką taktyką wyszłaś na bieg?
Szczerze mówiąc, to nigdy nie miałam w głowie taktyki przed startem. Myślę, że to też jest kwestia doświadczenia. Za granicą jest tyle zawodniczek o podobnym poziomie, że taktyka  ewentualnie rodzi się podczas wyścigu przy analizie tego, jak się wtedy czujemy i ile jeszcze będziemy w stanie wycisnąć do mety. Mój trener nie jest z Polski. Nie był na starcie i nie zna specyfiki naszych zawodów, czy zawodniczek. Dlatego myślę, że gdzieś tam może to być dla mnie utrudnienie, bo gdyby było inaczej, to pewnie doradziłby mi jak ewentualnie się zachować w poszczególnych sytuacjach. Jednak dla niego nadal mam tylko 21 lat, a ten start był po prostu kolejnym, który czegoś mnie nauczy. Oczywiście, kiedy opowiedziałam mu o przebiegu wyścigu, odpowiedział, że w takiej sytuacji nigdy nie powinno się prowadzić całego biegu. Do tego dodał,

She’s an old dog. You’re a young puppy

tłumacząc z angielskiego, że Agnieszka, którą dobrze kojarzył z obydwu igrzysk, to dorosły pies, a ja młody szczeniak. Bardzo mnie to rozśmieszyło (śmiech).

Czy odczuwałaś na trasie jeszcze skutki niedawnej kontuzji ręki?
Na szczęście nie.

Co dalej?
W dobie koronawirusa plany muszą pozostać elastyczne, ale mam nadzieję, że wypali: 10-dniowy wojskowy obóz, MP w Białymstoku na olimpijce, PE w Olsztynie.

Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button