Rozmowa

Rok temu ważył 150 kg, teraz chce ukończyć Ironmana

Przeszedł niesamowitą metamorfozę, zrzucając ponad 60 kilogramów. Sezon 2021 był jego pierwszym w triathlonie. Teraz Damian Szymczak marzy o ukończeniu Ironmana w Polsce.

Za Tobą debiutancki sezon w triathlonie. Jak wrażenia?
Teraz po sezonie mogę powiedzieć, że szkoda, iż sezon triathlonowy jest taki krótki. Na początku przed pierwszymi startami towarzyszyła mi ogromna trema. Uczę się pływać od września 2020 roku. Stąd pływanie i stres z nim związany spędzał mi sen z powiek. Strefa zmian też była dla mnie ogromną zagadką. Dużo czytałem, oglądałem na Internecie, słuchałem pokornie doświadczonych koleżanek i kolegów z klubu CTS. Po debiucie w Stężycy poczułem ogromną ulgę. Powiedziałem sobie, że nie taki diabeł straszny, jak go malują.  Pojawił się ogromny głód kolejnych zawodów. Na ten moment mam same pozytywne wrażenia. Czekam z niecierpliwością na 2022 rok.

Jak oceniasz starty w debiutanckim sezonie?
Głównym celem jeszcze na początku 2021 roku było po prostu ukończenie kilku zawodów i zebranie doświadczenia przed ½ w Gdyni. Zakładałem sobie, że będę zadowolony, jeśli bez urazów i kontuzji dotrwam do końca sezonu i nie będzie to tylko jednosezonowy słomiany zapał. Bardzo chciałem, aby dzień startowy był dla mnie świętem. Ukoronowaniem pracy, aby dobrze sprzedać formę z treningu podczas startu. Los okazał się bardziej łaskawy (to chyba szczęście debiutanta). Ukończyłem wszystkie starty. Kilka razy byłem w pierwszej 10 zawodów. Stawałem też na podium AG. Jeśli ktoś by mi to powiedział przed sezonem, z pewnością nie uwierzyłbym mu. Najważniejsze jest to, że nie straciłem chęci i motywacji do dalszej pracy. Jednym słowem jestem bardzo szczęśliwy oraz zadowolony.

Co na Tobie zrobiło największe wrażenie w triathlonie?
Bez wątpienia ludzie, których spotykam i poznaje. Chodzi mi o zawodników, trenerów, organizatorów oraz rodziny osób, które startują. Dla mnie Ci Wszyscy są bohaterami i zwycięzcami. Wiem, ile każdy poświęca czasu, pracy, cierpliwości, zaangażowania, aby w dniu zawodów stawić się na starcie. Wielkie ukłony i ogromny szacunek dla tych osób. Nie tylko ich podziwiam, ale to dzięki temu sam zyskuje motywację oraz siłę do dalszej pracy nad sobą – nie tylko w triathlonie – przede wszystkim w życiu.

Jak czułeś się, stając na starcie i rywalizując nie tylko z rywalami, ale też z samym sobą?
Rywale tylko napędzają mnie i pomagają w osiągnięciu mety, ale przede wszystkim celu, jakim jest zdrowy, higieniczny oraz sportowy tryb życia. Są dla mnie bardziej sprzymierzeńcem niż przeciwnikiem. Czasem, kiedy brakuje mi sił, pojawia się ktoś na trasie.  Często ktoś krzyknie lub zmotywuje. To jest niesamowite i daje ogromnego kopa. Podczas etapu biegowego w Gdyni biegłem z zawodnikiem, z którym w chwilach słabości wspieraliśmy się wzajemnie.  To wszystko powoduje, iż walka z samym sobą staje się łatwiejsza.

Jeszcze w marcu zeszłego roku ważyłeś 150 kilogramów. Co zaważyło na to, że postanowiłeś zmienić własne życie?
Tak to prawda, teraz patrząc na mnie, ciężko to sobie wyobrazić, ale tak było. Moja kondycja fizyczna, ale przede wszystkim psychiczna była w bardzo kiepskim stanie. Przestałem cieszyć się życiem. Nie miałem motywacji do niczego. Jedynym sensem było zatracanie się w samotności. Obwiniałem wszystkich o problemy i niepowodzenia. Nie widziałem problemu u siebie. Stanąłem tak naprawdę przed wyborem. Coś zrobię ze sobą i własnym życiem albo to zwyczajnie bardzo źle się skończy. Z pomocą rodziny, przyjaciół i bliskich najpierw wyszedłem z psychicznego dołka. Następnie zacząłem walczyć o powrót do zdrowia fizycznego.

Jak ono wyglądało przed metamorfozą?
Praktycznie nie było w nim aktywności fizycznej. Praca siedząca, podróże, delegacje, wyjazdy. Do tego przypadkowe, niezdrowe jedzenie, tłumaczenie się, iż nie mam czasu. Jest już późno, ciemno itd. W ciągu tygodnia pracowałem, a w weekend trzeba było odreagować i tak przez kilka lat. Dodam, iż teraz potrafię znaleźć czas na wszystko i wiele więcej.

Jak przebiegała przemiana?
Najpierw trzeba było zadbać o głowę. Później zaczęła się przemiana fizyczna. Sam sobie gotowałem. Jadłem bardzo regularnie, odstawiłem alkohol. Szybko zacząłem odczuwać   i zauważać spadek wagi. Bardzo mnie to motywowało. Po 3-4 miesiącach wsiadłem na rower  i zacząłem spokojnie kręcić. Kiedy waga znacząco spadła, wrzuciłem spokojne marszobiegi, które po czasie zamieniły się w coraz dłuższe wybiegania. Podczas jednego ze spotkań z moją trójmiejską grupą morsów byłem obecny przy rozmowie o triathlonie. Mówię: to jest to! Choć nie umiałem pływać.

Czy przed triathlonem miałeś styczność ze sportem?
Tak, była to przygoda z piłką nożną. Grałem i trenowałem do momentu pójścia na studia. Super czas, wspomnienia i poznanie świetnych ludzi. Niestety poważna kontuzja łokcia nie pozwoliła na dalszą przygodę.

Dlaczego wybór padł akurat na triathlon?
W triathlonie podoba mi się różnorodność treningów, ciężko tu o nudę. To, czego się bałem i obawiałem, czyli pływanie, daje mi coraz większą przyjemność. Na treningi OW wychodzę zawsze z nutką adrenaliny. Na rowerze lubiłem jeździć. Bieganie jest popularne. Za każdym razem znajdzie się ktoś, z kim można zrobić trening. Dodatkowo tutaj, gdzie mieszkam, czyli Gdańsk, mam również bardzo fajne możliwości, aby rozwijać pasję.

W jakich okolicznościach trafiłeś pod skrzydła Jakuba Czaji?
To przeznaczenie (śmiech). A tak na poważnie to jeden z moich znajomych, których poznałem w pracy, współpracuje z Kubą od kilku lat. Zawsze byłem pod wrażeniem jego wyników. Kiedyś od słowa do słowa przy porannej kawie podał mi numer do trenera. Już chciałem dzwonić cały szczęśliwy, ale znowu ocknąłem się: „przecież Ty nie umiesz pływać” – „daj sobie spokój”.  Po kilku miesiącach odważyłem się wykonać ten ruch i zatelefonować. Nie żałuje.

Ile obecnie udało Ci się zrzucić wagi?
Aktualnie z wagi 150 kg przy wzroście 1.94 zszedłem do 86-87. Był moment, iż ważyłem jeszcze mniej, ale źle się czułem. Nie miałem siły na treningach. Do tego źle wyglądałem. Teraz jest chyba optymalnie.

Co było najważniejsze w tym procesie, aby zakończył się sukcesem?
Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, iż bardzo ważną rolę odegrała zmiana otoczenia. Przeprowadziłem się z Łodzi, w której mieszkałem 15 lat, do Gdańska. Zdecydowanie szybciej pomogło mi to wymazać z głowy demony przeszłości, ułożyć na nowo życie. Największą rolę odegrali moi bliscy, przyjaciele, rodzina, znajomi z pracy. Cały czas we mnie wierzyli. Pomimo trudnej sytuacji nie odwrócili się ode mnie. Wspierali, kiedy to było możliwe – bezinteresownie. To z ich pomocą mogłem zawalczyć o zdrowie, życie i marzenia.

Czego do tej pory nauczył Cię triathlon?
Cały czas mnie uczy samodyscypliny, organizacji, wytrwałości. Praca nad nimi przekłada się również zdecydowanie pozytywnie na życie prywatne i służbowe. To cechy, z którymi miewałem problemy – zwłaszcza samoorganizacja. Pokazał mi też, iż człowiek może bardzo dużo tylko musi sam tego chcieć. Uczy mnie unikać bzdurnych wymówek, szukania bezpodstawnych wytłumaczeń. Dzięki triathlonowi zacząłem też naukę pływania, czego pewnie bym nigdy nie zrobił.  

Czy wracasz jeszcze myślami do czasów sprzed metamorfozy?
Czasem pojawiają się myśli na temat zmarnowanego czasu, którego już nie cofnę. Ludzi, których zawiodłem. Z drugiej strony, gdyby nie ten stracony czas nie byłbym tu, gdzie teraz i nie cieszył się w pełni życiem. Nie mam problemów, aby rozmawiać o tamtym etapie mojego życia. Być może, ktoś też dzięki temu powie sobie dość i zawalczy o siebie. Chciałbym, żeby mój przykład zmotywował innych. Naprawdę człowiek może bardzo dużo! Bywa również, iż wracam do fotografii, kiedy moja waga pokazywała grubo ponad 100 kilogramów. To tak dla motywacji, gdybym nie chciał wyjść się poruszać.

Czy po tym sezonie złapałeś triathlonowego bakcyla?
Oj zdecydowanie tak. Tym bardziej że z racji uciążliwej infekcji nie mogłem wystartować w Malborku. Zawody w Nieporęcie pokrywały się ze ślubem i weselem mojego przyjaciela. Może tak musiało być,  abym podchodził do następnego sezonu głodny startów i rywalizacji.

Jakie masz plany na kolejny sezon?
Chciałbym solidnie przepracować okienko jesienno – zimowe oraz wiosnę pod okiem trenera. To będzie nasz pierwszy wspólny okres przygotowawczy. Będzie przede wszystkim czas na pracę na basenie. Chciałbym dalej cieszyć się startami, zarazić kogoś triathlonem z bliskiego mi otoczenia. Odnośnie startów myślę o Challenge Gdańsk, Suszu, Kurzętniku oraz rodzinnych stronach, czyli Skierniewicach. Na ten moment cieszę się okresem roztrenowania, pływaniem, jazdą na rowerze i bieganiem dla przyjemności.

Jak wyglądają Twoje triathlonowe marzenia?
Moim marzeniem jest ukończenie pełnego Ironmana na polskiej ziemi. Chciałbym w ten sposób podziękować wszystkim, którzy podali mi pomocną dłoń, kiedy tego potrzebowałem.  Wspierali i przyczynili się do uratowania zdrowia i życia.

Czy w przyszłości chciałbyś sprawdzić się w innych sportach?
Na ten moment skupiam się na triathlonie. Chcę cieszyć się nim, dopóki moje zdrowie na to pozwoli. Co będzie kiedyś? Zobaczymy.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X