Rozmowa

Robert Wojnar: Mimo lat drzemie jeszcze coś w człowieku

Podczas Ironman Klagenfurt uplasował się w TOP 10 kategorii wiekowej. Robert Wojnar startował bez ciśnienia na wynik, a mimo to i tak wywalczył przepustkę na Hawaje, z której jednak nie skorzystał. 

Jak z perspektywy czasu oceniasz start w Ironman Klagenfurt?
Super zorganizowane zawody w pięknym miejscu zakończone co by nie mówić satysfakcjonującym wynikiem, także pomimo małego niedosytu ciekawie spędzony urlop.

Z jakim nastawieniem jechałeś do Austrii?
Szczerze to nie nastawiałem się na walkę, bo wiedziałem, że nie jestem przygotowany tak, jak do walki być powinienem. Chciałem pojechać na fajne zawody i z uśmiechem wbiec na metę. Nie nastawiałem się na rywalizację o slota, bo wiedziałem, że i tak go nie wezmę.

Czy miałeś jakieś obawy przed tym startem?
Jedynie o temperaturę wody. Niestety, finalnie była za ciepła, co skończyło się pływaniem bez pianek, co dla słabego pływaka, jakim jestem, nie jest dobrą opcją, ale rozmawiamy. Więc jakoś przeżyłem.

Jak przebiegał start z Twojej perspektywy?
Pływanie bez pianek kosztowała mnie trochę zdrowia. Szczerze powiedziawszy pierwszy raz w życiu przepłynąłem w jeziorze taki dystans bez pianki! (Hawaje się nie liczą, bo to jednak zdecydowanie inna wyporność wody). Część rowerowa to dla mnie jako byłego kolarza sama przyjemność. Trasa piękna, urozmaicona i mająca około 1500 metrów przewyższenia także nudy nie było. Jechałem swoje wiedząc, że na biegu będzie się działo… No i na koniec bieganie przy temperaturze około 35 stopni C. To już była walka. Nie mając ciśnienia na wynik, zastosowałem od samego początku sprawdzoną hawajską taktykę, czyli bieganie od bufetu do bufetu i byle do mety. Widziałem zdjęcia z mety i na twarzy był uśmiech!

Który etap wyścigu był dla Ciebie najbardziej wymagający?
Pomimo pływania bez pianek jednak zdecydowanie bieg kosztował chyba nas wszystkich najwięcej zdrowia.

Czy miałeś jakieś trudności na trasie?
Gdyby jakiś trener zobaczył, ile i jak trenuję, pewnie stwierdziłby, że może pod połówkę to jakoś, ale gdzie z tym na pełen dystans… Każdy z pojedynczych dystansów na pełnym są wyzwaniem, a tutaj trzeba to zrobić w pakiecie, więc mam mega szacunek do tego dystansu.

Ostatecznie skończyłeś na siódmej pozycji w M45-49, z czasem 9:54:23. Czy jesteś zadowolony z tego rezultatu?
Generalnie nigdy nie przywiązuję wagi do czasu, bo trasa i warunki w Klagenfurcie nie były na “życiówki” . Jednak stojąc na starcie i wiedząc, co mnie czeka, brałbym ten wynik w ciemno. Teraz już po zawodach jest mały niedosyt. Do pierwszego miejsca zabrakło mi ośmiu minut, czyli gdybym umiał pływać (śmiech). Moja kategoria była najliczniejsza z wszystkich i startowało w niej ponad 400 osób. Więc nie było wstydu. Finalnie był slot na Hawaje, ale niestety nie skorzystałem z zaproszenia.

Jak oceniasz pierwszą część sezonu w swoim wykonaniu?
Pomimo upływających lat coś tam jeszcze drzemie w człowieku. Fajnie rozegrane duathlony w Rumi i Czempiniu, potem udane 1/2 IM w Sierakowie i Charzykowach, gdzie byłem drugi open. Teraz IM Klagenfurt, także grzechem byłoby narzekać.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X