Wiadomości

Robert Karaś już trenuje. Nawet cztery razy dziennie

Miłosz Sowiński podczas przygotowań do startu w Ironman 70.3 Bahrajn trenował na Gran Canaria. Tam spotkał się z Robertem Karasiem. Tym samym, który równo miesiąc temu miał operację twarzy po zderzeniu z samochodem.

O wypadku przeczytasz TUTAJ, a o operacji TUTAJ

Zgodnie z zaleceniami lekarzy Robert do treningów, a raczej aktywności miał wracać stopniowo. Cztery tygodnie po operacji była zgoda na wycieczki rowerowe, po dwóch kolejnych truchtanie. Po ośmiu będzie mógł zacząć pływać w basenie. Jeszcze bez nawrotów, tylko od ściany do ściany. Tak miało być, a jak jest?

– Jestem w szoku – powiedział TriathlonLife.pl Miłosz Sowiński. – Robert odbył ze mną kilka treningów. Trudno uwierzyć, że on jest po operacji. Jest mocny. Aż strach pomyśleć co będzie w styczniu jak kolejny raz przyjadę do niego na wspólne treningi.

Zgodnie z harmonogramem Robert w tej chwili powinien rozpoczynać wycieczki rowerowe. O bieganiu i pływaniu nie miało być mowy.

– Tak to prawda. Zrobiłem z Miłoszem dwie przebieżki biegowe, rozjazd i rozpływanie – wyjaśnia TriathlonLife.pl Karaś. – Ale to nic wielkiego nie było. Biegliśmy 4:15 na kilometr. Takie rozbieganie. W porównaniu z tym co było przed wypadkiem to jest słabo.

– Słabo? Przecież Ty jeszcze nie powinieneś nawet biegać i pływać…

– Rozmawiałem z lekarzem i mi pozwolił. Wszystko jest ok w 90 procentach, to trenuję. Ale to nie są żadne mocne treningi. Na Frodeno to nie wystarczy…

– To co zacząłeś robić?

– W pierwszym tygodniu po powrocie do Hiszpanii robiłem dwa treningi dziennie. Pływanie i bieganie lub pływanie z rowerem. I tak na przemian. W tym tygodniu robię już trzy treningi, a dzisiaj (środa 5.12.2018) mam jeszcze siłownię. W sumie to pięć godzin aktywności.

– I jak się czujesz?

– Generalnie dobrze. Po basenie trochę puchnie mi buzia, ale lekarz mówił, że tak może być. Przyzwyczaiłem się do sytuacji dyskomfortowych. Takiej lub tych na basenie. Tak jak mówiłem nie mogę pływać w okularkach, bo mam śrubę. Pływam w masce i co 25 metrów, po nawrotach muszę wylewać wodę. Ale da się przepłynąć cztery, pięć kilometrów. Kiedyś taka sytuacja by mnie wkurzała, a teraz się przyzwyczaiłem i robię swoje. Wróciło także czucie zębów. Niestety, trochę bolą, ale i z tym da się żyć i trenować.

Podczas rozmowy Robert kilka razy podkreślał, że wszystko robi spokojnie i na razie nie mam mowy o żadnych ciężkich treningach. 5 godzin aktywności dziennie nazywa rozruchem. Jak wyliczył mistrz w tym tygodniu wyjdzie mu około 25 godzin treningu nazywanego rozruchem. Na pytanie czy się nie boi, odpowiada z uśmiechem, że obaw trochę jest, ale wszystko robi pod kontrolą. Co będzie dalej? Będzie dobrze. Oby, a póki co krótka rozmowa z Robertem musiała nam wystarczyć.

– Muszę kończyć, bo lecę na trening. Wszystko mam wyliczone co do minuty – kończy rozmowę Robert Karaś.

 

Marcin Dybuk
Foto Robert Karaś

 

Czytaj także

 

 

 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X