Rozmowa

#polskieHAWAJE. Rafał Fazan pierwszy raz wystartuje na Hawajach.

Na jakich zawodach udało Ci się zakwalifikować na najważniejszą imprezę triathlonową?
Na tą najważniejszą imprezę triathlonową Świata zakwalifikowałem się we wrześniu zeszłego roku na zawodach Ironman Maryland. Po moim starcie w Klagenfurcie, uznaliśmy z trenerką, że dobrze byłoby spróbować wystartować jeszcze raz na pełnym dystansie w tym roku. Akurat IM Maryland, odbywający się w ostatni weekend września, najbardziej odpowiadał mi pod względem terminu. Później dowiedziałem się, że była to jedna z niewielu edycji tej imprezy, która odbyła się w całości bez przygód pogodowych.

 

Czy przed tamtym startem spodziewałeś się, że uda Ci się wywalczyć slota?
Nie spodziewałem się tego. Właściwie już się pożegnałem z myślą o występie na Hawajach. Poziom zawodników rośnie z każdym rokiem. Do tego w mojej kategorii pojawiają się młodsi i mocniejsi 40-sto latkowie, więc naturalnie szanse maleją. Dzięki zajęciu dziesiątego miejsca w kategorii, w zeszłym roku w Klagenfurcie, niemal się otarłem o slota. Miałem też świadomość, że tak blisko już nie będę. Do Marylandu wybierałem się po to aby wykorzystać dobrą formę w zeszłym roku. Chciałem zobaczyć, jaki wynik z tego wyjdzie na zakończenie sezonu. Niemniej wiedziałem, że poprzez dość równą dystrybucję wiekową i dużą ilość startujących kobiet, na więcej, niż trzy sloty w kategorii nie ma co liczyć. To praktycznie wykluczało zdobycie biletu na Hawaje. Moje podejście nieco się tam jednak zmieniło, już w trakcie zawodów na bieganiu.
 

Co powoduje, że Hawaje są marzeniem każdego triathlonisty?
Fakt, że są kolebką triahtlonu. Tam wszystko się zaczęło i powstało. Do tego dochodzi egzotyka i najwyższy poziom elitarności dla osób bawiących się w ten sport.
 

Czy to będzie Twój debiut na tych zawodach?
Tak, to będzie mój debiut.
 

Czy w związku z tym, to pojawi się stres lub presja wynikowa?
Stres na pewno. Zresztą on jest zawsze przy każdym starcie. Na Hawajach będzie większy. Bo zetknę się z wieloma nowymi rzeczami, ale do tego jestem przyzwyczajony. Poza St. Polten, Klagenfurtem i Gdynią, rzadko gdzie startowałem więcej, niż raz. Bardziej się obawiam tego, jak mój organizm poradzi sobie w tamtejszych warunkach. Presji nie mam. Bo robię to dla siebie. Wynik będzie taki, jak moja dyspozycja dnia.
 

Na jakie elementy zwracasz szczególną uwagę w przygotowaniach?
Szczególną uwagę przykładam do tego, żeby mieć z tego hobby, sportu radość. Robić to co lubię i dobrze się przy tym bawić, najlepiej w wybornym towarzystwie.  Do tej pory udaje się to.
 

Czy obecna forma jest docelowa na najważniejszy start?
Obecna forma pozostawia sporo do życzenia. Taką byłem w stanie w obecnych warunkach wypracować i utrzymać. Na ten moment szyjemy z tego co mamy. Mam za sobą udany start na ½ IM w Elsinore. Tam razem z małżonką Barbarą zakwalifikowaliśmy się na Mistrzostwa Świata w Nicei. Właściwie to już powoli zaczynam celebrować. Do tego moja obecna forma jest idealna.
 

Czy start w Nicei traktujesz, jako trening przed Hawajami czy równie ważnie?
To zawody, jak każde inne. Nie uznaję terminu start treningowy. Jeżeli staję na starcie to po to, żeby osiągnąć możliwie najlepszy wynik.
 

Co jest Twoją najmocniejszą oraz najsłabszą płaszczyzną?
Moją zaletą jest wszechstronność. Nie jestem wybitny w żadnej z trzech dyscyplin, które składają się na triathlon. Żadna też jakoś nie kuleje. Udaje mnie się dość zgrabnie łączyć je ze sobą. Na koniec to daje całkiem dobre wyniki.
 

Jakie elementy chciałbyś poprawić na zawody na Kona?
Staram się o tym nie myśleć. Bo jakoś nieodłącznie wiąże mi się to z kolejnymi zakupami w sklepach rowerowych.
 

Kiedy pierwszy raz wystartowałeś?
Pierwszy raz wystartowałem w triathlonie w 2009 roku.
 

Na jakich zawodach?
Na ½ IM w St. Polten. Wówczas jechałem na pożyczonej szosówce od prawie dwumetrowego kolegi Maćka, bo swojej jeszcze wtedy nie miałem. Jak zrobiliśmy objazd trasy samochodem to na widok podjazdu pod Gansbach prawie zemdlałem. Od tamtej pory w samym St. Polten wystartowałem dziewięć razy.
 

Dlaczego zdecydowałeś się na ten sport?
Biegać zacząłem w 2006 roku. Pierwsze 10 kilometrów przebiegłem rok później. Maratoński debiut miał miejsce w 2008 roku. Było to w ramach zakładu popełnionego na moim ślubie nad ranem trzy miesiące wcześniej, ze wspomnianym kolegą Maćkiem. Wydawało nam się później, że taki naturalny krok po przebiegnięciu pierwszego maratonu, to właśnie Ironman.
 

W jakich dyscyplinach próbowałeś sił w życiu?
Na przestrzeni swojego ponad 40-to letniego życia bawiłem się niemal we wszystkie sporty. Jako dziecko mieszkałem obok pływalni. W podstawówce „trenowałem” kręgle. W liceum grałem w siatkówkę w MZKS Chemik K-K (dziś ZAKSA K-K) i strzelałem. Miałem dłuższy epizod ze sztukami walki, później z narciarstwem, siłownią, koszykówką, squashem. Długo by wymieniać. Tylko z dyscyplinami wytrzymałościowymi i plażingiem nigdy nie było mi po drodze.
 

Jaką rolę w Twoim życiu pełni triathlon?
Fajnie to ujął jeden z naszych znajomych odpowiadając pewnego razu na pytanie swojej żony – jak dajemy radę to wszystko ogarnąć, dom, dziecko, pracę, treningi, zawody. Odpowiedział: to już nie jest ich hobby. To jest ich życie.
 

Czym się zajmujesz zawodowo?
Zawodowo pracuje w dużej, dość znanej korporacji. Odpowiadam za sprzedaż rozwiązań do klientów biznesowych.
 

W jakim stopniu ta sportowa pasja wpływa na życie prywatne oraz zawodowe?
Akurat mnie pozwala być lepiej zorganizowanym i mieć wszystko zaplanowane z dużym wyprzedzeniem. Uwzględniając, że jest nas w domu dwoje trenujących, stawia to dodatkowe wyzwania. Musimy prowadzić grafik korzystania z trenażera oraz kto odwozi/odbiera dziecko, a kto rano jedzie na basen. Na szczęście Olga, nasza trenerka, uwzględnia to rozpisując nam plany treningowe. Ale sportowe zrozumienie, wspólne nakręcanie się i wspieranie w treningach, w dobrych i w złych momentach, ma olbrzymi urok. Wspólna przejażdżka w weekend na pączka to najfajniejszy sposób na randkę. Efektem ubocznym stało się dbanie o dietę całej rodziny. Staram się, żebyśmy jedli zdrowo, sezonowo i różnorodnie. Trochę się wyedukowałem w tym zakresie. Stanie w kuchni daje mi dużo satysfakcji.
 

Czy Twoje plany sportowe wybiegają dalej, niż Hawaje?
Na ten moment wybiegam z planowaniem do startu na Hawajach. Później raczej będzie odpoczynek i nadrabianie zaległości rodzinno-towarzyskich.
 

Czy masz ustalony limit wiekowy, do którego chciałbyś uprawiać triathlon?
Chcę się tym zajmować tak długo, jak tylko to będzie możliwe. Z ogromnym wzruszeniem za każdym razem, oglądam dekorację kategorii 75+. Wtedy marzę o tym, żeby w tym zachować taką sprawność.
 

Przemysław Schenk

foto: materiały prywatne
 

Czytaj także historie innych Polaków, którzy wywalczyli slota na Hawaje 2019

Marcin Kępka to kolejny Polak ze slotem na Hawaje

Mariusz Pirek: Chciałbym kiedyś stanąć na podium na Kona

Marcin Pacholak celuje w złamanie 10 godzin na Hawajach

#polskieHAWAJE. Borowik wywalczył slota mimo pecha

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X