Rozmowa

#polskieHAWAJE. Adam Nizio marzy o podium na Hawajach

Jak dowiedziałeś się o triathlonie?
To był przypadek. Odbywałem trzy lata temu podróż z pasażerem na BlaBlaCar. On był triathlonistą. Opowiadał z niesamowitą pasją o startach i treningach. Wówczas jeździłem dość dużo rowerem szosowym. Potrzebowałem nowego bodźca. Bo do tej pory było to zwykłe i długie jeżdżenie na niskiej prędkości. Jeszcze tego samego dnia znalazłem informację o triathlonie. Był organizowany w moim rodzinnym mieście, w Białymstoku. Tam zostałem zarażony emocjami, które towarzyszą rywalizacji i uczuciem satysfakcji na linii mety.
 

Jak wspominasz tamte zawody?
Mam bardzo dobre wspomnienia. Na pewno wyróżniałem się na brzegu, wśród zawodników w piankach. Byłem ubrany w spodenki z wkładką kolarską i koszulce na ramiączkach. Kupiłem ją specjalnie na zawody. Bo na zdjęciach się naoglądałem, że triathloniści startują bez rękawów.
 

Czy chciałeś zrezygnować podczas startu?
W wodzie zastanawiałem się, co to był za głupi pomysł z tym startem. Chciałem dokończyć wyścig, bo szkoda mi było wpisowego. Potem już planowałem nie mieć nigdy więcej nic wspólnego z triathlonem! To myślenie zmieniło się na etapie kolarskim. Wtedy wyprzedziłem około ¼ stawki. Automatycznie ten sport zaczął mi się podobać coraz bardziej. Po powrocie ze startu od razu zacząłem planować następny start.
 

Czy zaczynając przygodę z triathlonem miałeś o nim jakąś wiedzę?
Zaczynałem bez praktycznie żadnego pojęcia na temat treningu, stref itp. Na zawodach musiałem popłynąć, pojechać i pobiec. Więc to robiłem na treningach. Ale nie przykładałem uwagi do objętości oraz tempa. Z czasem znajdowałem coraz więcej informacji na temat treningu. Wtedy wszystko zaczynało wyglądać lepiej.

Jak?
Układałem sobie plan na mniej więcej trzy dni. Mimo to robiłem zazwyczaj to, na co miałem danego dnia ochotę. Ale pilnowałem, żeby w dłuższym okresie czasu znalazły się wszystkie rodzaje treningów rozwijających mnie na różnych polach.
 

Jakie popełniałeś błędy?
Zdarzyło mi się wybiec w kasku z T2. Z banalną kontuzją męczyłem się około trzech miesięcy. Przed drugimi zawodami spotkałem na rowerze Miłosza Sowińskiego. Wówczas nie miałem pojęcia kim on jest i na jakim poziomie się ściga. Ale mógł mieć rację w jednej sprawie. Mówił, że nie powinienem przed zawodami na dystansie olimpijskim robić 100-kilometrowego rozjazdu.
 

Czy na początku coś sprawiało Tobie problemy?
Pamiętam, że przy odrobinę większym treningu biegowym zaczęło mi doskwierać ogromne płaskostopie. Objawiało się to bólem w biodrze. Poradziłem sobie z nim. Stosowałem indywidualnie wykonywane wkładki do butów. Zyskuję za to na pływaniu. Bo generuję bardzo mocny napęd z samych nóg. Wydaje mnie się, że w tym bardzo pomaga właśnie moje płaskostopie.
 

Który ze startów uważasz za najcięższy do tej pory?
Na pewno Ironman w Irlandii, mimo że udało mi się wywalczyć tam kwalifikację na Hawaje. Zawody odbyły się bez pływania. Pomimo to deszcz od samego rana, w połączeniu z trudną i niebezpieczną trasą rowerową odcisnął piętno. Nie spodziewałem, że tak mocno. W dodatku to był debiut na pełnym dystansie. Dlatego zawody w Irlandii zdecydowanie pod względem trudności odstawały od reszty moich startów.
 

Na którym dystansie czujesz się najlepiej?
Na ten moment chyba na połówce. Mimo, że przygotowuje się pod pełen dystans, to zwyczajnie brak mi jeszcze obycia z tak długimi startami. Na połówce mogę się skupiać na szybkości, a nie na wytrzymałości.
 

Gdzie pracujesz na co dzień?
Na co dzień jestem kierownikiem salonu rowerowego Roadbike w Warszawie. Dodatkowo też współtworzę nową platformę treningową Roadbike Training Center, którą planujemy otworzyć już na przyszły sezon. Jestem również studentem studiów magisterskich na Politechnice Warszawskiej.
 

W jakim stopniu obowiązki zawodowe kolidują ze sportową pasją?
Jak każda praca, to jest jakieś ograniczenie czasowe. Szczególnie biorąc pod uwagę, że sezon rowerowy pokrywa się z sezonem startowym.
 

Czy możesz liczyć na wsparcie kolegów z pracy?
Nie wszędzie mógłbym liczyć na takie wsparcie od współpracowników. Dzięki uprzejmości szefa Maćka Kozłowskiego nie muszę się martwić o kwestie sprzętowe. Mam zapewnione m.in.: piankę, odżywki czy rower.
 

W sumie z tego co mówisz, to start na Hajawach będzie dla Ciebie debiutem na pełnym dystansie…
Tak. Przez odwołane pływanie w Irlandii wychodzi na to, że na Hawajach po raz pierwszy wystartuję na pełnym dystansie
 

Hawaje niewiadomą

Czy pojedziesz na Hawaje z konkretnymi oczekiwaniami?
Ciężko mówić o konkretnych celach na tak specyficznej imprezie. Rywale to czołówka światowa. Na pewno będą mocni. Nie wiem, jak zareaguje na tamtejsze specyficzne warunki. Może się okazać, że w ogóle mi nie pójdzie lub będę miał mniejszy problem z utrzymaniem tempa, niż inni. Brak doświadczenia na pełnym dystansie generuję mnóstwo pytań. Nie zmienia to faktu, że marzy mi się podium. Ale lepsza będzie możliwość powiedzenia sobie na mecie, że lepiej się nie dało.
 

Co jest kluczem do osiągniecia sukcesu na Konie?
Kluczem do sukcesu są treningi. Najlepiej w warunkach zbliżonych do startu. Tu nie ma dróg na skróty.
 

Czy masz zaplanowane starty przed Mistrzostwami Świata na Hawajach?
Mam zaplanowanych jeszcze kilka startów m.in.: ½ Ironmana we Włoszech. Wszystkie będą traktowane jako trening. Przy nich nie będę schodził z obciążeń.
 

Kiedy najbliższy start?
Startuje 9 sierpnia w Tour de Pologne Amatorów. Najbliższy triathlon w moich planach będzie 18 sierpnia na dystansie olimpijskim w Białymstoku. W miejscu, w którym wszystko się zaczęło.
 

Przemysław Schenk
foto: materiały prasowe
 

Czytaj także:

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X