Rozmowa

Polowania Agnieszki Jerzyk

Jeden trening dziennie zamiast trzech. Wolna niedziela. Spacery po lesie, a nawet polowania. Agnieszka Jerzyk i jej życie w czasie pandemii.

Mamy 16 maja 2020 rok. Gdzie miałaś być w tym, gdyby nie było obecnie panującej pandemii?
Miałam teraz przebywać na obozie w Monte Gordo i przygotowywać się do Wojskowych Mistrzostw Świata na dystansie olimpijskim.

Wiemy, że obóz nie wypalił, a tych zawodów nie będzie. Jak obecnie wyglądają Twoje treningi?
Na pewno mój dzień podczas pandemii jest dużo lżejszy. Trenuję jeden raz dziennie. Niedziela jest dniem odpoczynku. Wcześniej to rzadko się zdarzało. W tym wszystkim widzę plusy. Mam czas, żeby zająć się sprawami, którymi wcześniej nie mogłam poświęcić uwagi. Oczywiście widzę też minusy tej sytuacji. Jeśli chodzi o kwestię sportową, to rzeczywiście ciężko jest znaleźć w obecnych czasach motywację do treningu, kiedy nie ma celu. Na początku tego sezonu miałam mocno je sprecyzowane. To wszystko runęło od połowy marca. Miałam dwa cele na ten rok.

Jakie?
Pierwszy to Wojkowe Mistrzostwa Świata na dystansie olimpijskim, dlatego miałam też wystartować w Pucharze Europy w Quarteiri. Powrót do tego dystansu było sporym wyzwaniem i motywacją do wejścia na wysokie obroty. Po prostu chciałam ścigać się z dziewczynami i zobaczyć, jaki reprezentuję poziom. Po Igrzyskach Wojskowych w Wuhan w zeszłym sezonie zdałam sobie sprawę, że pomimo zrobienia Ironmana dwa miesiące wcześniej, to dystans olimpijski wciąż jest u mnie na wysokim poziomie. Dlatego w okresie, gdzie po tylu latach treningów trochę brakuje motywacji, ta olimpijka była bardzo ekscytująca i motywująca. Początek roku pod względem mojej formy był naprawdę dobry. Byłam zaskoczona dobrym samopoczuciem. W drugiej części sezonu miałam się skupić na próbie wywalczenia kwalifikacji na Hawaje. Moim planowanym startem był IM Kalmar. Więc wszystkie plany zostały pomieszane. Najprawdopodobniej nic z tego nie wyjdzie w tym roku. Wojskowe Mistrzostwa Świata są przeniesione na październik i mają odbyć się w Hiszpanii. Ze względu na to, że wojsko dla mnie jest priorytetem, to muszę skupić się na dystansie olimpijskim, a nie na pełnym Ironmanie.       

Wróćmy jeszcze do tych zeszłorocznych igrzysk w Wuhan. Czy czułaś niedosyt i dlatego to Cię zmotywowało do wrócenia do dystansu olimpijskiego?
Tak. Odczuwałam niedosyt. Chciałam udowodnić sobie i innym, że nadal stać mnie na ściganie się na krótkim dystansie. Choć ten start w Wuhan był dobry, ale zabrakło medalu, a mógł być (śmiech). Trzeba też patrzeć, że te igrzyska zmieniają się z każdym rokiem, bo do wojska przebywa coraz więcej zawodniczek PRO, które normalnie startują na zawodach ETU. Tamte zawody były bardzo mocne. Dołączyły do nas Szwajcarki. Więc nie było lekko.   

Czy wyższy poziom rywalizacji Ciebie dodatkowo zmotywował?
Tak, lubiłam zawsze zdobywać medale dla wojska i chciałam odwdzięczyć się tym krążkiem za to, co robi dla mnie wojsko. Więc to jest dla mnie wielka motywacja, żeby utrzymywać wysoki poziom cały czas.

Wspominałaś, że obecnie trenujesz raz dziennie. Nie brakuje Ci większej intensywności treningowej?
Były momenty, że nie brakowało mi tego. Teraz boje się, że kiedy wszystko zostanie odmrożone i wrócą starty, to jeszcze będę na szarym końcu oraz będzie ciężko wrócić na wysokie obroty. Choć ostatnio trener mnie uspokajał. Mówił, że robię dobrą robotę i wyglądam bardzo dobrze na treningach. Oczywiście brakuje pływania, ale widać, że jestem w stanie w około sześć tygodni wrócić na niezły poziom. Tym bardziej, że mało jest osób teraz pływa. Obecna sytuacja jest też dla mnie czasem takiego spokoju i odpoczynku. Bo zazwyczaj myśli krążyły wokół treningów oraz zawodów. Wszystko było podporządkowane pod te dwie rzeczy, czyli musiałam wcześniej kłaść się do spania, bo rano był zaplanowany trening. Nie mogłam wyjechać lub pójść do znajomych, bo zbliżały się zawody i musiałam po treningu odpoczywać.

Miłość z Wuhan

Kiedy umawialiśmy się na rozmowę, to mówiłaś, że w jeden z terminów Ci nie pasuje, bo jesteś na polowaniu. Zdziwiłem się. Zastanawiałem się nawet czy dobrze Cię zrozumiałem?
(śmiech) Właściwie to się przyglądam polowaniu. Mam chłopaka, który jest myśliwym. Więc mamy teraz czas, żeby spokojnie usiąść na ambonie. Na szczęście on duża nie strzela, to nie jest mi żal zwierzyny. Jeszcze nic nie ustrzeliliśmy (śmiech), ale spędzony czas w lesie jest dla mnie cudowny. Lubię obserwować przyrodę. Tym bardziej, że urodziłam się w lesie w leśniczówce. Mój dziadek był leśniczym, a ojciec jest myśliwym. Po wielu latach teraz mam okazję wrócić do tego wszystkiego, co było mi bliskie.        

Chłopaka poznałaś w lesie?
Chłopaka poznałam w Wuhan. Brał też udział w zawodach. Jest sportowcem. Śmialiśmy się, że przywieźliśmy z Wuhan wirusa (śmiech).

Wirusa miłości…
…oczywiście.

Czy trenując przyglądasz się poczynaniom koleżanek, rywalek?
Kiedy byłam na kwarantannie, to oczywiście nie wychodziłam z domu. Miałam dużo czasu, żeby pooglądać social media i od razu chwyciłam za gumy treningowe. Pojechałam też do rodziców nad staw, aby popływać, bo widziałam, że jednak wszystkie zawodniczki próbują coś robić. Więc mi też było głupio, że wszyscy zaczęli trenować i będą mieć formę, a ja nie. Obserwowałam, co robią inni. Jednak teraz po kwarantannie, kiedy można chodzić do lasu, to mam mało czasu poza treningiem. Staram się go wykorzystywać w inny sposób, a nie siedzeniem w social mediach. Mam nadzieję, że kiedy będziemy wiedzieć, w jakim terminie ruszą zawody i otworzą baseny, to uda się zrealizować pierwszą myśl, czyli wyjazd na co najmniej dwutygodniowy obóz przygotowawczy. Na nim chciałabym wrócić do normalnego sportowego trybu, czyli 2-3 treningów dziennie.

Jakie są dla Ciebie te dwa miesiące od strony ludzkiej?
Śmieję się czasem sama do siebie, jak jest u mnie Piotrek, to ten czas jest dla mnie beztroski. Bardzo fajnie go spędzamy. Kiedy chłopak wraca do siebie do domu, wtedy mam chwile przemyśleń i martwię się o innych oraz chore rodziny. Mam też bardzo dużo znajomych w Hiszpanii. Myślę o nich. Mam kontakt z zawodnikami, którzy tam trenują. Myśli są inne, kiedy jestem sama, a zmieniają się w chwili pojawienia się towarzystwa. Martwię się o swoich rodziców. Tym bardziej, kiedy wróciłam w marcu z Hiszpanii. To też pojawiły się u nas pierwsze przypadki koronawirusa. Dowiedziałam się, że zarażone osoby miały kontakt z ludźmi, którzy byli w Hiszpanii. Martwiłam się, że mogę być nosicielką wirusa. Po przyjeździe spotkałam się z rodzicami, z najlepszą przyjaciółką, która jest w ciąży, z innymi koleżankami oraz chłopakiem. Zaczęłam się martwic o nich, że mogłam coś przywieźć. Na szczęście ten okres minął. Wszyscy wokół mnie są zdrowi. Nie oglądam telewizji oraz nie słucham wiadomości. Nie przebywam wśród ludzi, jedynie wchodzę do sklepu. Nie jeżdżę do dziadków. Mam kontakt jedynie z rodzicami i chłopakiem. Trenuję sama. Więc jestem z boku tego wszystkiego i mam nadzieję, że tak zostanie.

Jak wygląda sytuacja w Hiszpanii?
Moi znajomi sportowcy mają się dobrze. Nikt mocno nie choruje. Oczywiście niektórzy byli przeziębieni. Hiszpanie są przerażeni liczbą umierających osób. Ten temat często pojawiał się w naszych rozmowach.

Igrzyska się odbędą

Jak zmieni się świat sportu po pandemii?
Myślałam na ten temat. Uważam, że są dwie opcje. Sportowcy, którzy byli na bardzo wysokim poziomie oraz mocno trenowali, teraz odpoczną. Niektórzy zawodnicy mają czas na wyleczenie kontuzji. Powrócą do sportu i będą jeszcze mocniejsi. Może być też taka sytuacja, że po prostu nie zanotujemy rekordów w przyszłym roku. Będzie jakiś przestój i te rekordy wybiją za dwa lata. Myślę, że będzie duża wymiana pokoleń, bo obserwuję i rozmawiam z naszymi zawodniczkami i widzę, że naprawdę one mają dużo motywacji do treningu. Jestem w tym wszystkim bardziej spokojna. Więc mam nadzieję, że nasze dziewczyny wrócą mocniejsze do ścigania. Ja trenuję triathlon od 2006 roku. Więc musiałam pracować na tę motywację przez ostatnie lata. Inaczej byłoby też, gdybym szykowała się do igrzysk w Tokio. Wtedy byłabym bardziej niecierpliwa. Na pewno robiłabym dużo więcej, żeby utrzymać wysoki poziom sportowy. Pamiętam też swój charakter sprzed kilku lat.

Igrzyska w Tokio w 2021 roku dojdą do skutku?
Tak, myślę, że do tego czasu wszystko się ustabilizuje i w przyszłym roku zobaczymy zawodników w Tokio.

Jak myślisz, kiedy wróci sezon triathlonowy?
Mam takie różne okresy. Na początku pandemii i obserwując, co dzieje się we Francji i Włoszech, Hiszpanii, myślałam, że po prostu nie wystartujemy już w tym roku. Patrząc na obecne wydarzenia m.in.: znoszone obostrzenia, powrót imprez do 50 osób, więc myślę, że wystartujemy jeszcze w tym roku. Wydaje mi się, że to będzie wrzesień. Wiem, że pojawiły się starty już w sierpniu. Ma ruszyć Challenge Samorin, który został przeniesiony na połowę sierpnia. W Niemczech mają odbywać się pierwsze zawody triathlonowe. Pojawia się pytanie, czy przybycie do innego kraju będzie wiązało się z 14-dniową kwarantanną. Jeśli tak, to myślę, że zawodnicy nie będą się przemieszczać. Uważam, że wszystko będzie zależało od terminu otwarcia granic. Zobaczymy, jak to wszystko będzie wyglądało. Na razie to są tylko zamysły. Będziemy musieli poczekać na rozwój sytuacji.                     

Co myślisz o akcji #wystartujepoźniej?
To jest bardzo fajna akcja. Nie tylko ze względu na organizatorów, którzy odwołują imprezy. Więc dla nich to jest trudna sytuacja, ale myślę, że dla zawodników to dobra motywacja, żeby cały czas podtrzymywać formę, a nie rezygnować z triathlonu, czy aktywności fizycznej. Dlatego uważam, że to jest dobry pomysł. Zachęcam wszystkich, aby korzystali z tego, bo jeśli ktoś przeniesie start na kolejny rok, to nie będzie siedział przed telewizorem, tylko zajmie się treningiem.

Jak wygląda Twoja sytuacja ze sponsorami?
Rozmawiałam z nimi. Wiem, jak wygląda sytuacja. Po prostu wszystkie moje kontrakty zostały zawieszone w tym roku. Nie wyjeżdżam na zawody i obozy. Więc nie ponoszę tych kosztów. Dlatego to jest taka obopólna zgoda na naszą współpracę. Nie reklamuję ich na zawodach, z tego powodu nie mają ze mnie żadnych korzyści. Zależy mi na tym, że kiedy wróci wszystko do normy, to wtedy będę potrzebowała ich pomocy.

Co byś sobie i innym życzyła, z wyjątkiem zdrowia?
Bardzo dobre pytanie, ale teraz trudno mi znaleźć sensową odpowiedź. Na pewno chciałabym, żeby wszyscy byli cierpliwi.         

Rozmawiał Marcin Dybuk

Poniżej znajdziesz podcast z Agnieszką Jerzyk

Pod tym linkiem znajdziesz podcast z Agnieszką Jerzyk

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button