Wiadomości

Po złamaniu obojczyka nie ma śladu

Doznał groźnej kontuzji dwa lata temu, a w tym sezonie szykuje się do udziału w dwóch mistrzowskich imprezach. Mateusz Grzybek dwukrotnie powalczy w mistrzostwach świata.

Jak sam przyznaje triathlonista na co dzień mieszkający i trenujący w Hiszpanii, poprzedni sezon był dla niego przełomowy pod wieloma względami. Pierwszy raz stanął na podium, czy wywalczył slota na mistrzostwa świata Ironman.

Bez najmniejszych wątpliwości poprzedni sezon był dla mnie przełomowy. Zaliczyłem pierwsze podium w karierze (3 miejsce podczas Mistrzostw Katalonii na dystansie długim, łamiąc przy tym magiczną barierę 9 godzin – 8:50:40). Tydzień później w miejscowości Amposta wygrałem kategorię wiekową na dystansie ½ Ironman w wyścigu z cyklu TriTour. Jednak prawdziwą wisienką na torcie był ostatni start zeszłego sezonu. Podczas Ironmana w Barcelonie (mieście, w którym mieszkam na co dzień) zająłem 7 miejsce w kategorii wiekowej, co przyniosło mi slota na MŚ Ironman, które pierwotnie miały odbyć się na Hawajach, ale ostatecznie odbędą się we wrześniu, w Nicei. Ten sukces przyczynił się do decyzji o założeniu profilu na Instagramie, gdzie relacjonuję drogę na te mistrzostwa jak i również pokazuję od kuchni, jak wygląda codzienne życie triathlonisty amatora – mówi Mateusz Grzybek, dla Triathlonlife.pl. 

Więcej o sportowej historii Mateusza Grzybka w poniższym wywiadzie.

Owocne przygotowania

Treningi Mateusza Grzybka do sezonu 2023 przebiegały zgodnie z planem, a zaczynał już w listopadzie, pod okiem IM Inspiration. Ponadto przeszedł zabieg usunięcia tytanowej płytki i śrub z obojczyka, co było pozostałością po kontuzji sprzed dwóch lat.

Wszystko idzie zgodnie z planem. Przygotowania do sezonu zacząłem wcześnie, bo już w listopadzie, zaraz po zabiegu usunięcia tytanowej płytki i śrub z mojego obojczyka (pozostałości po złamaniu z 2021 roku). Za moje treningi odpowiedzialny jest zespół trenerów z IM Inspiration i jestem bardzo zadowolony z tej współpracy. Pracujemy razem już trzeci rok. Ciągle się rozwijam jako zawodnik i wiem, że jest jeszcze sporo miejsca na poprawę. Ten sezon będzie dla mnie wyjątkowy, gdyż dwukrotnie stanę na starcie mistrzostw świata. Najpierw 7 maja będę reprezentować Polskę na Ibizie podczas Mistrzostw Świata w triathlonie na dystansie długim, a następnie 10 września wezmę udział w Mistrzostwach Świata Ironman we francuskiej Nicei – opowiada Grzybek.

Pierwsze przetarcie w sezonie

Mateusz Grzybek ma już za sobą starty w 2023 roku. Startował w Portocolom Triathlon, w Hiszpanii. Pokonał trasę, z czasem 4:31:42. To mu dało 47 pozycję w open.

– Mam już za sobą dwa pierwsze starty tego sezonu. Najpierw drugiego kwietnia razem z żoną Eweliną wzięliśmy udział w triathlonie Portocolom na Majorce (1k pływania, 100k roweru, 10 km biegu). Start ten miał sprawdzić, jak czuję się na stromych podjazdach oraz na bardzo technicznym zjeździe. Wyszło całkiem nieźle, przy mocnej obsadzie udało się ukończyć na 13 miejscu w kategorii senior (23-40). Na podjazdach byłem w stanie jechać na wyższych watach niż zakładałem, a na płaskich odcinkach nie miałem problemu z utrzymaniem swojego tempa. Jeśli chodzi o zjazdy to już inna sprawa…trasa była bardzo techniczna, po kliku ślizgach kół i zaobserwowaniu tego co się dzieję dookoła (upadki, zawodnicy schodzący z rowerów itp.,) stwierdziłem, że nie ma co ryzykować podczas pierwszego startu w sezonie i zjeżdżałem spokojnie, mając na uwadze bezpieczeństwo zarówno swoje jak i innych. Jestem bardzo zadowolony z biegu, gdyż czułem niesamowitą moc. Trasa miała prawie 11 km (a nie 10 jak podawali organizatorzy), ukończyłem ją ze średnim tempem 3:44 minuty na km, co sprawiło, że udało mi się nawet wyprzedzić kilku zawodników PRO. Drugi start miał miejsce 16 kwietnia w hiszpańskiej miejscowości L’Escala, gdzie pierwotnie mieliśmy się zmierzyć z dystansem ½ Ironmana, ale ze względu na trudne warunki pogodowa (silne podmuchy wiatru sięgające nawet do 100 km/h), pływanie zostało odwołane a trasa rowerowa trochę skrócona. Nigdy nie było mi dane ścigać się w tak ciężkich warunkach. Wiatr był tak silny, że ciężko było ujechać w pozycji czasowej (dysk zamontowany na tylnym kole w tym nie pomagał). Na pierwszym okrążeniu przytrafiło mi się coś, z czym do tej pory nie miałem do czynienia. Na jednym z rond źle skręciłem i pojechał w złym kierunku. Po 5 minutach zorientowałem się i zawróciłem, przy dojeździe do ronda wolontariusz pokazał, żebym jechał w prawo, a nie prosto, co w rezultacie oznaczało, że skróciłem trasę. Zdałem sobie sprawę z tego dopiero po kilku kilometrach i już wtedy wiedziałem, że nie zostanę sklasyfikowany. Postanowiłem jednak się nie poddawać i dokończyć wyścig. Zarówno na rowerze jak i na biegu czułem się świetnie, co było bardzo pozytywnym bodźcem przed zbliżającymi się MŚ. Pozostał lekki niedosyt, bo była szansa powalczyć o TOP5, ale gorzki smak osłodził mi fakt, iż moja żona Ewelina wygrała wyścig kobiecy. Teraz pozostały już ostatnie szlify, w poniedziałek zacząłem tapering i już nie mogę się doczekać startu na Ibizie. Proszę trzymajcie za mnie kciuki 7 maja od godziny 8:15 rano! – przyznaje Mateusz Grzybek

Celem w przypadku wszystkich moich startów jest zawsze taki sam – zrealizować założony na dany wyścig plan. Przy takim nastawieniu nie nakładam na siebie dodatkowej presji i robię swoje. Wiem na co mnie stać, jeśli uda mi się wyegzekwować to, co założymy sobie z trenerami, będę w 100% zadowolony, a jeśli dodatkowo przełoży się to na dobre miejsce, tym lepiej – dodaje Grzybek.

Przemek Schenk
foto: materiały prywatne, Kornelia Rzeznik @fotomania.es

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

1 komentarz

  1. Zapewniam, że ślad po złamaniu zdecydowanie jest , bo piękna blizna pozostała !Fizycznie i psychicznie śladu brak! Jest moc ! Na Ibizie będzie walka !

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button
X