Rozmowa

Paweł Miziarski: Start w quadrathlonie był nowym wyzwaniem

W Bydgoszczy wystartował w nowej dla siebie formule: quadrathlonie. I to od razu w mistrzostwach świata podczas, których wywalczył brązowy medal. Paweł Miziarski zakończył tri sezon, ale nie narzeka na nudę.

Skąd pomysł na quadrathlon?
Ten sezon już zakończyłem. Mój główny start był w maju na Ironmanie. Od tego czasu przestałem regularnie trenować, bo trudno to pogodzić z organizacją imprez. Nauka pływania na kajaku wyczynowym była odskocznią od codziennych obowiązków. Start w quadrathlonie to było nowe wyzwanie.

Ile czasu poświęciłeś na naukę pływania w kajaku sportowym?
Kupiłem kajak na pięć tygodni przed imprezą. Jak wróciłem do domu po Ironmanie, to zaczęła się operacja quadrathlon. Wyszło około dziesięciu treningów. Z każdym kolejnym czułem się pewniej. To nie jest jeszcze taki poziom jak na pływaniu, rowerze, czy biegu, ale to jest atrakcyjne połączenie czterech dyscyplin. Mając trzy płaszczyzny na przyzwoitym poziomie, ta czwarta też nie była najgorsza. Sam wyścig też dobrze się układał. Cały czas z Mikołajem Luftem szliśmy łeb w łeb. Niestety, do pewnego momentu, gdzie zawodnik z zagranicy staranował mnie na nawrotce na kajakach i straciłem kontakt z nim oraz Mikołajem Luftem. Wtedy wypadłem z gry o zwycięstwo. Nie znam zasad quadrathlonu i nie wiem, czy to będzie kara czasowa albo dyskwalifikacja. Bo sędzia krzyczał do mnie, że widział całą sytuację.

Czy to była jednorazowa przygoda z quadrathlonem?
Na pewno nie będę wyjeżdżać na zawody gdzieś zagranicę. Cała logistyka np. jazda z kajakiem na dachu jest utrudnieniem. Nie wykluczam, że wystartuję znów w Bydgoszczy, bo to bardzo fajna impreza. Byłem tutaj na pierwszej edycji. Uzbierało się dużo startów, a tym razem było coś nowego. Coś, co wyzwoliło we mnie inne emocje. Choć nie do końca wiedziałem, jak sobie poradzę w tym kajaku.   

Jakie masz jeszcze ambicje w sporcie?
Moim głównym celem, co kręci mnie w sporcie, jest Ironman. W triathlonie podoba mi się też robienie czegoś dobrego dla innych. Sprawia mi frajdę zaszczepianie bakcyla wśród najmłodszych, bo największą satysfakcję czułem dwa tygodnie temu w Pucku, kiedy widziałem 200 dzieciaków, które stały na starcie naszych zawodów. Trzeba również odłożyć własne ambicje na bok i zaangażować się w coś takiego. Cały czas jestem w triathlonie, czy multisporcie, choć trzeba dzielić czas. Teraz moim celem do końca sezonu jest zrobienie jak najlepszych imprez. Niestety, z punktu widzenia zawodnika odkładam ambicje na bok, choć od września wracam do roboty i może znowu będzie pełny dystans.   

Rozmawiał: Marcin Dybuk
foto: Marcin Dybuk, Enea Bydgoszcz Triathlon

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X