Rozmowa

Paulina Kotfica: Trening ze spokojną głową to podstawa

Klub, w którym startowała Paulina Kotfica w Bundeslidze miał budżet dwa razy większy od polskiego związku triathlonu. Wojsko pozwala jej rywalizować. Zakochana jest w Australii i tylko węże przeszkadzają Jej w krainie kangurów. Gdyby rywalizacja w triathlonie ograniczała się tylko do strefy zmian, Ona nie miałaby sobie równych. A przecież i tak jest szybka. Jaka jest jeszcze Paulina Kotfica? Tego dowiecie się Jej rozmowy z TriathlonLife.pl

Występowałaś w Bundeslidze. Jak porównałabyś niemiecki świat triathlonu z polskim podwórkiem?
Tu chyba nie ma niestety, za bardzo czego porównywać. W Niemczech, podobnie jak we wielu europejskich krajach, system szkolenia zawodników funkcjonuje już od najmłodszych lat. Mają na to fundusze, trenerów i bazy szkoleniowe. Mają ligi, począwszy od regionalnych, gdzie ścigają się już juniorzy, po I i II ligę, w których rywalizuje się na światowym poziomie. Dość powiedzieć, że klub, w którym byłam, miał w tamtym okresie dwukrotnie większy budżet, niż cały polski związek. U nas wtedy wszystko działało z przypadku. Z przypadku dostało się strój, czy dres. Teraz na szczęście dzięki nowym władzom to zaczyna się zmieniać. Polska kadra wygląda już jak kadra narodowa, a zawodnicy dostają stroje i sprzęt ze związku. Jeżdżą razem na zgrupowania i tworzą team. Dla najmłodszych stworzony został program talent, jest seria aquathlonów, poza tym powstają klasy w szkole o profilu triathlonowym. Musimy jednak poczekać jeszcze parę dobrych lat, aż będzie widać żniwa obecnej pracy.

Część I rozmowy z Pauliną Kotficą: To Franek “decyduje” kiedy wyjdę na trening

Jaką rolę odegrało w twoim życiu wojsko?
Jedną z ważniejszych. To dzięki wojsku mogę dalej trenować i się ścigać. Pozwoliło mi ze spokojną głową ćwiczyć i nie martwić się, czy mam za co żyć. A trening ze spokojną głową to podstawa. Jeśli jej nie masz, to ciężko będzie Ci osiągnąć dobry wynik. Dlatego przy każdej możliwej okazji dziękuję Wojsku Polskiemu i mojemu klubowi WKS Grunwald, że dali mi taką szansę.

Jesteś zakochana w Australii. Chciałabyś na stałe zamieszkać na Antypodach? Czym zauroczyło Cię Gold Coast?
Od dzieciństwa moim największym marzeniem był wylot do Australii. Jeszcze jak byłam pływaczką, to wszyscy najlepsi zawodnicy pochodzili właśnie z tego kraju. Oglądając w 2000 roku Igrzyska Olimpijskie w Sydney, myślałam, że chcę tam kiedyś się wybrać. Wówczas wydawało się to dla mnie tak odległe marzenie, porównywalne z szansą trafienia „szóstki” w „totka”. Dzięki triathlonowi udało mi się jednak trzykrotnie być na Antypodach. Dwa lata temu w Australii był Zbyszek i po powrocie powiedział mi, iż możemy tam zamieszkać. Chodzi przede wszystkim o ten spokój i luz tych ludzi. Śmieje się, że oni całe życie w klapach spędzają i nigdzie się nie spieszą. Gold Coast to z kolei chyba najlepsze miejsce do trenowania, w jakim byłam, nawet do tej wysokiej temperatury, jaka tam panowała, można było się przyzwyczaić. Jedynie węże, które można było napotkać, biegając, lekko odstraszały, ale z czasem i do tego pewnie można by było przywyknąć.

W 2016 roku wygrałaś historyczną, bo pierwszą edycję Warsaw Triathlon. Jakie to uczucie nie mieć sobie równych we własnym kraju?
– Zgadza się. Pamiętam dobrze te zawody. Zwyciężać w centrum stolicy, nie każdy ma okazję, dlatego było to bardzo fajne uczucie. Wiedziałam jednak, że nie było wtedy na starcie kilku czołowych zawodniczek, ale tak jak wspomniałeś, wygrałam pierwszą edycję tej imprezy i gdzieś tam w historii już to pozostanie.

Można powiedzieć, że Szczecin triathlonem stoi? Reprezentanci tego miasta z Tobą na czele wyróżniają się podczas krajowych zawodów…
W momencie, gdy rozpoczynałam przygodę z triathlonem, to w Szczecinie funkcjonowało pięć klubów triathlonowych i w każdym z nich był medalista mistrzostw Polski. Dziś jest jeden klub, który na szczęście po słabszym okresie zaczął się z powrotem rozwijać i rozpoczął szkolenie młodych triathlonistów. Trzymam kciuki, żeby pojawił się tam kolejny Piotr Grzegórzek, czy Michał Oliwa. Na pewno Szczecin oferuje bardzo dobre warunki treningowe. Jest 50-metrowy basen, są lasy, które się nie kończą, a pobliskie Niemcy oferują naprawdę świetne trasy rowerowe. Uwielbiam wracać i trenować w mieście rodzinnym, czyli w Policach, które są oddalone od Szczecina tylko o 20 kilometrów.

W środowisku triathlonowym mówi się, że masz najszybszą zmianę na świecie. Jak tego dokonujesz? Kontuzja w Meksyku sprawiła, że zaczęłaś teraz bardziej uważać?
– Jest takie powiedzenie w triathlonie, że pływaniem triathlonu nie wygrasz, ale możesz je przegrać. To samo dotyczy stref zmian. Możesz wyjść dobrze z wody, ale zamotasz się w strefie i je przegrywasz, ponieważ grupa Ci odjeżdża. Ja ścigając się na Pucharach Świata i Europy, często wychodziłam na końcu grupy i wiedziałam, że jeśli na wyjściu z wody jej nie dogonię, to na rowerze będzie mi już ciężko. W Meksyku była podobna sytuacja. Wyszłam z wody i zauważyłam Nicole Spirig. Takiego koła już nie można puścić i gnałam wtedy z całych sił po ten rower. Szybka zmiana, wskoczyłyśmy razem na rower i w momencie, gdy chciałam włożyć nogę w buta, ześlizgnęła mi się ona z niego i stopa poleciała mi w szprychy. Dobrze, że dotknęłam spodem stopy, a nie palcami, bo pewnie już teraz bym któregoś nie miała. Skończyło się na widoku swojej kości. Zszyli mi nogę w Meksyku i po trzech miesiącach przebiegłam pierwszy kilometr. Od tego czasu za każdym razem myślę o tym, że jak noga mi ucieknie, to nigdy nie wolno mi kierować jej w stronę koła. To był rok 2010, a 2011 był moim najbardziej udanym sezonem w karierze. Muszę przyznać, że nigdy nie trenowałam stref zmian. Im więcej tego robiłam na treningach, to zawsze mi coś nie wychodziło. Na zawodach jestem bardziej skupiona i myślę o tym co po kolei muszę zrobić. Gafy też się zdarzały, nie raz gdzieś przebiegłam w strefie swój rower i szukałam go, ale grunt to wtedy nie panikować i na spokojnie zrobić wszystko krok po kroku.

Przed nami zima. Lubisz sporty zimowe? W gronie idoli wymieniłaś biathlonistę Ole Einara Bjoerndalena, skoczka Kamila Stocha i biegaczkę narciarską Justynę Kowalczyk. Czym imponuje Ci wymieniona „trójka”? Kto jeszcze jest twoim autorytetem?
Imponują mi sportowcy, którzy potrafią przez wiele lat utrzymać wysoki poziom sportowy. Ta „trójka”, którą wymieniłeś, to legendy w swoich dyscyplinach. Ich sukcesy to nie przypadek, tylko konsekwencja ciężkiej i przemyślanej pracy. Ludzie, którzy potrafili wytrzymywać presję i w najważniejszych momentach pokazać maksimum umiejętności. Do tego grona trzeba też dopisać Javiera Gomeza, który może nie został mistrzem olimpijskim, a szkoda, ale przez ponad dziesięć lat zawsze był w elicie światowego triathlonu. Na pewno idzie za tym wielki talent, jaki mają do danej dyscypliny, ale talent to nie wszystko, ma go 9 na 10 startujących na igrzyskach.

Czego życzyć Ci na koniec?
Zdrowia dla mnie i mojej rodziny.

Wywiad z Pauliną Kotficą przeprowadził Maciej Mikołajczyk
Foto Szymon Gruchalski

Paulina Kotfica

Data urodzenia: 15.05.1986
Miejsce zamieszkania: Police

Trzy najważniejsze sukcesy:
złoty medal mistrzostw Polski na dystansie sprinterskim (2015),
4. miejsce w Pucharze Europy w Madrycie na dystansie olimpijskim,
2. miejsce Herbalife Ironman 70.3 Gdynia,

Pierwszy kontakt z triathlonem: Triathlon Wąsosze w 2001 roku
Mój idol z dzieciństwa: Ole Einar Bjoerndalen
Ulubiona potrawa: naleśniki
Ulubiona muzyka: każda po trochu
Ulubiony basen: w Policach
Ulubiony podjazd: pod kościół w Sant Grau niedaleko Lloret de Mar
Ulubione miejsce do biegania: polickie lasy i Monte Gordo w Portugalii
Trenerzy: Zbigniew Gucwa i Michał Stasiaczek

Czytaj także co słychać u innych zawodników GVT BMC Triathlon Team:

Ola Jędrzejewska. Triathlonistka, która ukończyła ASP

Maciej Chmura polski książe dystansów długich

Paulina Klimas: Moją największą słabością jest czekolada

 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close