Rozmowa

Paulina Kotfica: Wbiegając na metę łezka kręciła się w oku

Podczas Enea IRONMAN 70.3 Poznań zakończyła starty w zawodowym triathlonie. Na mecie nie zabrakło wzruszeń i celebracji tego momentu. Paulina Kotfica opowiedziała o pierwszych wrażeniach oraz zdradziła, dlaczego zrezygnowała ze startu w mistrzostwach świata w Utah.

Paulina Kotfica już kilka miesięcy temu zapowiedziała, że ten sezon jest jej ostatnim w zawodowym triathlonie. Bogatą karierę chciała zakończyć startem w mistrzostwach Polski w Poznaniu. W czasie sezonu wywalczyła jednak slota na mistrzostwa świata na dystansie średnim w Utah. I to te zawody, które odbędą się w ostatni weekend października, miała być przystankiem końcowym. Perspektywa zakończenia kariery na mistrzostwach świata, które zarazem byłyby dla Pauliny pierwszymi na tym dystansie, była bardzo kusząca.

Ostatecznie jednak stało się inaczej. Paulina Kotfica ostatni start w zawodowym triathlonie zaliczyła podczas Enea IRONMAN 70.3 w Poznaniu, który zarazem był mistrzostwami Polski na dystansie średnim.

Długo myśleliśmy nad tym – powiedziała już na mecie Triathlonlife.pl. – Bo w sumie fajnie byłoby zakończyć karierę na mistrzostwach świata. Jednak jak zaczęliśmy myśleć o wyjeździe pod kątem logistycznym, zastanawiać się czy zabrać dzieci, bo rozstanie z nimi trwałoby tydzień, a ja nigdy na tak długo się nie rozstawałam z młodszym dzieckiem, i policzyliśmy wszystkie za i przeciw, to stwierdziliśmy, że odpuszczamy USA.

A na mecie szampan lał się obficie

Start w Poznaniu nie był łatwy dla zawodniczki. Na metę dotarła z czasem 4:30:08. To dało jej siódme miejsce wśród zawodniczek PRO i trzecie w mistrzostwach Polski. Wyprzedziła ją Magdalena Lenz szybsza o trzy i Ewelina Wołos o niespełna dwie minuty.

Było ciężko. Nie tak to sobie wyobrażałam ostatni start – przyznała Kotfica. – Jak zobaczyłam, że nie idzie, to powiedziałam sobie, żeby cieszyć się tym dniem, bo pewnie już nigdy nie będę mieć takiej formy i żeby teraz z tego korzystać.

Można zażartować, że jeśli biegnie się na plecach dźwigając 20-letnią karierę, to lekko być nie może. Na szczęście po czterech i pół godzinie, na mecie na Paulinę czekało iście królewskie powitanie, o które zadbała rodzina i przyjaciele.

Tego na pewno zabrakłoby w Utah – powiedziała nam Kotfica. – Dlatego może żal wyjazdu do Stanów Zjednoczonych na mistrzostwa świata, ale takie chwile jak te w Poznaniu na długo pozostają w pamięci.

Paulina Kotfica wbiegając na metę Enea IRONMAN 70.3 Poznań nie ukrywała emocji. Jak sama przyznała trzymała się do soboty, do benefisu, który zorganizowali dla niej organizatorzy. W niedzielę już się nie dało zatrzymać łez. Kończąc bieg twarz ukrywała w dłoniach, aby po chwili znaleźć się w objęciach przyjaciół i rodziny. Nie mogło zabraknąć także sampana, a nawet dwóch. Triathlonistka musiała także wznieść toast nalewką, a koleżanki podarowały jej wino.

Takie mam koleżanki – śmiała się Paulina, kiedy powiedziałem, że obawiałem się, czy będzie po tych wszystkich toastach zdolna do rozmowy. – Czekały na te moje zakończenie od stycznia. A wino, to dla żartów.

Zawody w Warszawie na długo pozostaną w pamięci

Które momenty w ciągu 20 lat kariery sportowe zostaną na dłużej w Twojej pamięci?
Myślę, że powrót po drugim porodzie. Nikt się nie spodziewał, że uda mi się rok po urodzeniu dojść do takiej formy, żeby wygrać zawody w Warszawie. Wiadomo, te sukcesy, które były kilka, czy kilkanaście lat temu, są w mojej głowie, ale to były inne czasy oraz wyścigi. Inaczej to wyglądało. Myślę, że tegoroczne zawody w Warszawie zostaną mi na dłużej w głowie.

Zawodowo odwiesisz piankę, ale rozumiem, że pozostaniesz aktywna?
Jak trenuje się wyczynowo sport przez całe życie, to trzeba się ruszać. Mam tendencję do tycia, więc muszę coś robić, żeby nie przytyć. Na pewno rekreacyjnie będę biegać i jeździć na rowerze. Wątpię, że wrócę na basen, bo to nie sprawiało mi żadnej przyjemności.

Trzeba też wychować młodych następców i następczynie, bo w klubie też mocno pracujecie z dziećmi i młodzieżą.
Dokładnie, małe dzieci już czekają, kiedy pani trener skończy karierę i będzie miała więcej czasu dla nich. Fajnie nam to się rozkręca. Mamy coraz więcej małych dzieci. Mój syn też łapie smykałkę do sportu. Mówi nam, że zostanie kolarzem. Będziemy ten cały projekt jak najbardziej rozwijać.

Będzie kolarzem, czyli po tacie.
No niestety, po tacie, zbytnio mi się to nie podoba, ale wybrał kolarstwo (śmiech). Ma dopiero cztery lata, więc dużo jeszcze dużo się zmieni.

Dlaczego Ci się to nie podoba?
Kolarstwo nie jest bezpieczną dyscypliną, zwłaszcza zawodowa odmiana. Nasłuchałam się opowieści od Zbyszka, co się dzieje na wyścigach. Nie mogłabym na to patrzeć, jak syn jedzie w peletonie.

Druga część życia może być równie emocjonująca, co pierwsza?
Mam taką nadzieję. Mamy dużo planów. Zobaczymy, jak wyjdzie. W poniedziałek już idę do pracy, do wojska. Więc zaczynam nowe życie.

Czym zajmujesz się w wojsku?
Jestem w brygadzie we Wrocławiu i będę siedzieć za biurkiem, jako kadrowa.

Jaki masz stopień?
Kapral.

Czego Ci życzyć po zakończeniu kariery?
Więcej czasu dla rodziny. Nigdy nie byliśmy na prawdziwych wakacjach. Na pewno gdzieś pojedziemy, aby chwilę odpocząć całą rodziną. Dzieci też muszą zobaczyć, że mama jest w domu, a nie, że ciągle wchodzi i wychodzi. Nie wiedzą, o co chodzi. Młodszy ma 1,5 roku i chodzi rozkojarzony. Tutaj wszyscy biorą go na ręce i nie wie, co się dzieje. Chcę, żeby mieli trochę tego spokoju.

W Poznaniu rozmawiał Marcin Dybuk
Foto Marcin Dybuk i Bartek Zborowski/Ironman Poland

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X