Rozmowa

Patryk Bielik: Nienawidzę i nie umiem przegrywać!

Wywalczył slota na przyszłoroczne MŚ w Nowej Zelandii. To będzie Jego debiut na imprezie mistrzowskiej rangi. Patryk Bielik przyznaje: Zdecydowanie chęć bycia najlepszym i poprawienia wyników najbardziej mnie motywuje – rywalizacje mam we krwi. Nienawidzę i nie umiem przegrywać, nawet w Monopoly.

Podczas IM 70.3 Bahrajn zająłeś trzecie miejsce w M25-29. Uważasz ten wynik za sukces, czy mogło być lepiej?
Zdecydowanie sukces! Był to mój najlepszy wyścig w mojej triathlonowej przygodzie, aczkolwiek jak to w tym sporcie, zawsze jest miejsce do poprawy. Idealnym wyścigiem jest niepopełnienie żadnego błędu, a to chyba zdarza się bardzo rzadko. Do samego wyścigu mógłbym się przyczepić do trzech elementów.

Jakich?
Pierwszym z nich było za późne ustawienie się na starcie wyścigu, przez co byłem dosyć daleko w kolejce na start i płynąłem z trochę wolniejszymi zawodnikami – przed startem amatorów chciałem zobaczyć z bliska profesjonalistów, szczególnie dwóch Polskich zawodników: Miłosza i Jacka. Drugim mankamentem były trochę ślamazarne T1 i T2, szczególnie że buty rowerowe nakładam w strefie zmian, nadal nie opanowałem zakładania ich na rowerze. Ostatnim błędem było za późne zjedzenie pierwszego żelu na bieganiu.  Dobrze się czułem i chyba po prostu o tym zapomniałem, bo zrobiłem to dopiero na siódmym kilometrze, przez co musiałem trochę odpuścić tempo na dwa, trzy kilometry. Prawdopodobnie wszystko to kosztowało mnie około 60-90 sekund, co pozwoliłoby na zajęcie pierwszego miejsca w grupie wiekowej.

Czy to był Twój pierwszy start w Bahrajnie?
W Bahrajnie ścigałem się po raz drugi. Rok temu ukończyłem ten sam wyścig z czasem 4:32:22, przy czym trasa rowerowa była dłuższa i wydaje mi się, że w tym roku wiatr był o wiele korzystniejszy, więc ciężko porównywać te wyniki bezpośrednio. Jeśli chodzi o starty zagraniczne, to od pięciu lat mieszkam w Dubaju i większość moich wyścigów odbywa się poza Polska, aczkolwiek parę razy podczas pobytu w naszym kraju korzystałem z okazji i ścigałem się z rodakami.

Bielik

Zobacz też:

Co to jest trening SMART?


Kto Ciebie namówił na triathlon?

Kolega, z którym grałem regularnie w koszykówkę (pozdrowienia Ptaku). Wiedziałem już wtedy o legendarnym Ironmanie i zawodach na Hawajach, ale nie miałem żadnej wiedzy o tym sporcie. Zawsze byłem wybiegany, pływałem dużo w dzieciństwie i jeździłem trochę na rowerze, więc pomyślałem: Dlaczego nie?

Ile trenowałeś przed debiutem?
Przed pierwszymi zawodami “trenowałem” około trzech miesięcy. Oczywiście nie był to schematyczny i rozpisany trening, po prostu starałem się uprawiać każdą dyscyplinę po trochę, bez żadnego planu. Celem było ukończenie zawodów i spróbowanie się w tej dyscyplinie.

Kiedy zadebiutowałeś?
Zawody GARMIN Iron Triathlon w Piasecznie, 25 maj 2014 rok, na dystansie ¼ Ironman, czas 2:39:39.

Co było Twoją największą obawą przez pierwszymi zawodami?
Tak jak chyba dla każdego debiutanta, moja największą obawą była tak zwana “pralka”. Akwen, w którym płynęliśmy w Piasecznie, był dosyć mały i przy takiej liczbie startujących osób było bardzo gęsto, nie obyło się bez kilku kopniaków. Oczywiście mogłem ustawić się z tyłu grupy i płynąc w spokojniejszych warunkach, ale mój charakter nie pozwolił mi na odpuszczenie paru sekund i walczyłem od początku.

Bielik

Czytaj też:

Trenażer zło koniecznie, czy aby na pewno?


Jak zapamiętałeś debiut?

Bardzo pozytywnie, były to zwariowane zawody. Chyba nigdy wcześniej nie czułem się tak zmęczony, bolały mnie wszystkie mięśnie i było to niesamowite doświadczenie. Szczególnie dobrze wspominam finish, który odbywał się na piaszczystej górce, dałem wtedy z siebie wszystko. Bardzo spodobało mi się połączenie trzech dyscyplin i dynamiczne zmiany pomiędzy nimi. Od początku zakochałem się w tym sporcie.

Czy triathlon to pierwszy kontakt ze sportem?
Zawsze byłem dość aktywną osobą. Przez długi okres szkolny trenowałem na basenie, ale nigdy nie osiągnąłem wysokiego poziomu. Na szczęście pływanie przez wiele lat pozostawiło po sobie dobrą technikę i czucie wody. W młodości dużo czasu spędziłem na boiskach do piłki nożnej i koszykówki, uwielbiałem się wybiegać i rywalizować z innymi. Dwa lata przed moim pierwszym triathlonem zacząłem więcej biegać i startować w zawodach na różnych dystansach. Zainspirował mnie do tego mój tata, który brał udział w maratonach i biegach górskich. Dzięki takiej przeszłości sportowej dosyć łatwo przyszło mi uprawianie triathlonu i osiągałem dobre wyniki jak na początkującego amatora.

Jaką rolę triathlon pełni w Twoim życiu?
Wiem, że zabrzmi to dosyć “coachingowo”, ale zdecydowanie można nazwać to “lifestylem”. Odkąd zacząłem uprawiać triathlon na poważniej pod okiem trenera, Rafała Medaka, większość aspektów życiowych staram się dostosowywać do treningów i zawodów. Dwa treningi dziennie prawie każdego dnia, normalna praca i prawidłowa regeneracja wymaga odpowiedniego zaplanowania i systematyczności. Większość urlopów połączonych jest z wyjazdem na zawody i paroma dniami zwiedzania. Razem z żoną planujemy nasz kalendarz na ponad rok do przodu, wykorzystując wszystkie dodatkowe dni wolne od pracy, aby jak najlepiej zagospodarować nasz czas i zwiedzić (wystartować, haha) jak najwięcej nowych miejsc.

Bielik

Zajrzyj do:

Ewa Bugdoł numer 1 światowego rankingu ITU


Z czego czerpiesz motywację do startów i treningów?

Zdecydowanie chęć bycia najlepszym i poprawienia wyników najbardziej mnie motywuje – rywalizacje mam we krwi. Nienawidzę i nie umiem przegrywać, nawet w Monopoly.

Czy masz sportowy autorytet?
Kiedyś przez długi czas imponował mi Kobe Bryant, jego pewność siebie, arogancja i perfekcjonizm były niesamowite. Obecnie jestem pod wrażeniem wszystkich triathlonistów PRO, ile czasu poświęcają na ten sport, ich systematyczność i bycie zdeterminowanym w dążeniu do celu. Bardzo kibicuje Alistairowi Brownlee, a z naszego podwórka Miłoszowi Sowińskiemu.

Jaką rolę w Twoich przygotowaniach pełni żywienie oraz trening mentalny?
Z treningiem mentalnym nie miałem do czynienia, natomiast w ostatnim czasie staram się zwracać większą uwagę na dietę. Niestety, moim największym hobby jest jedzenie, w szczególności słodyczy, przez co często zdarzają mi się duże wahania wagi. Jest to zdecydowanie moja największą bolączka i przeszkoda w osiąganiu lepszych wyników. W ostatnim czasie razem z żoną staramy się ograniczać jedzenie mięsa, w szczególności czerwonego, oraz przerzuciliśmy się z mleka krowiego na roślinne, co wydaje mi się, przynosi dobre efekty. Zauważyłem też, że bardzo ważne są posiłki około treningowe, w szczególności odpowiedni posiłek zaraz po umożliwiający efektywną regenerację. Kluczowe jest także nawadnianie i odżywianie podczas długich sesji treningowych.

Bielik

Przeczytaj też:

Mikołaj Luft: Rozważam zakończenie kariery PRO


Czy wiążesz przyszłość z tym sportem?
Na bycie PRO jest już chyba o wiele za późno. Uprawiam ten sport już ponad pięć lat i nie czuję znudzenia. Dlatego wydaję mnie się, że przede mną jest jeszcze tysiące godzin treningów.

Czy w tym sezonie przydarzały się Tobie jakieś kryzysy mentalne?
Druga część sezonu była dla mnie bardzo ciężka psychicznie. Mój sezon trwał bardzo długo, tak naprawdę ścigałem się cały rok, i przygotowania do Ironman Gurye we wrześniu dały mi mocno w kość. Niestety, przez bardzo niekorzystne warunki pogodowe zawody zostały odwołane dzień przed.

Jak wtedy zareagowałeś?
Czułem, że cała praca poszła na marne: stracony urlop, czas i pieniądze. Od razu bardzo chciałem szybko wystartować w innym Ironmanie, aby nie utracić przepracowanego okresu przygotowawczego. Na przekór mojemu trenerowi zdecydowałem się na start w Ironman Malaysia, mimo że wiedziałem, jak ciężkie są to zawody (mój pierwszy Ironman w 2017) i że mój organizm nie najlepiej sprawdza się w połączeniu wysokich temperatur z wilgotnością.

Jakie były skutki decyzji?
Była to bardzo zła decyzja, którą odczułem po kilku tygodniach treningu. Przez brak roztrenowania po długim bloku przed Koreą, byłem bardzo zmęczony psychicznie i na zawody w Malezji jechałem bardziej z przymusu i konsekwencji decyzji niż z uczuciem radości i ekscytacji. Same zawody potoczyły się źle – po bardzo dobrym pływaniu i pomimo wypiciu dużej ilości płynów zacząłem czuć się słabo na około 90 km i zdecydowałem się odpuścić i zejść z trasy na 100 km – mój pierwszy DNF. Był to dla mnie bardzo ciężki okres, standardowe pytania w głowie: “Po co ja to robię?”, “Jaki to ma sens?” itd., były to również pierwsze zawody, na które pojechałem bez mojej żony, więc czułem się samotnie i bezradnie, zwłaszcza że wyjątkowo mocno potrzebowałem wtedy jej wsparcia.

Zobacz także:

Wulkan energii. A wszystko przez triathlon


Co Ci pomogło wyjść z tych trudnych chwil?

Wydaje mi się, że głównie pomogły mi słowa wsparcia mojej żony i trenera oraz szybka koncentracja na kolejnych zawodach. Od razu po powrocie do Dubaju zapisałem się na lokalne zawody na olimpijskim dystansie i wiedziałem, że za sześć tygodni jadę do Bahrajnu. Musiałem szybko wziąć się w garść i wrócić do treningów. Jestem też typem zawodnika, który nie lubi bardzo długich okresów treningowych, staram się jeździć na zawody maksymalnie co dwa miesiące.

W jaki sposób triathlon wpływa na życie prywatne oraz zawodowe?
Jeśli chodzi o pracę, to nie poświęcam się za bardzo karierze zawodowej, bardziej traktuje ją jako narzędzie, które umożliwia mi trenowanie i jeżdżenie na zawody w rozmaitych zakątkach świata.

Czy namawiasz najbliższą rodzinę do spróbowania sił w tym sporcie?
Oczywiście! Gdy jeszcze mieszkaliśmy w Polsce udało mi się namówić moją żonę do wystartowania w GARMIN Iron Triathlon w Ślesinie. Niestety bieganie nie jest jej ulubioną dyscypliną i nie złapała triathlonowego bakcyla. Przez długi okres czasu mój tata chciał wystartować w triathlonie, ale w jego przypadku dużym problemem jest pływanie i nie mógł się zdecydować. Postanowiłem wyjść z inicjatywą i sprezentować mu pakiet startowy na Ironman 5150 w Warszawie. Nie miał większego wyboru i wspólnie stawiliśmy się na starcie nad Zalewem Zegrzyńskim. Udało mu się ukończyć zawody, pomimo tego, że pływanie było bez pianek i dostał bardzo w kość. Mam nadzieję, że bardzo się nie zraził do tego sportu i w przyszłości staniemy razem na starcie Ironman 70.3 lub pełnego dystansu.

Czy jesteś zadowolony z tego sezonu?
Ogólnie jestem zadowolony, ale zawsze mogło być lepiej. Myślę, że razem z trenerem zrobiliśmy bardzo duży progres na rowerze, który jest moją zdecydowanie najgorszą dyscypliną. Przez cały sezon udało się też uniknąć kontuzji związanych stricte z triathlonem, raz na wakacjach pękło mi żebro od surfowania, przez co nie mogłem biegać przez dwa tygodnie. Zdecydowanie na minus i do poprawy jest przestrzeganie diety i moja waga. Muszę również zacząć jeździć na rowerze na dworze, jestem Indoorman i do tej pory wszystkie treningi robiłem w domu na trenażerze.

Bielik

Posłuchaj też:

Ania Lechowicz i Marcin Konieczny, mistrzowski duet. Podcast #4


W jakim stopniu udało się Tobie przełożyć efekty treningów na zawodach?

Wydaje mi się, że praca, którą wykonujemy na treningach i sposób trenowania świetnie przekłada się na zawody. Wystarczy spojrzeć na moje czasy z Bahrajnu 2018 i 2019. Na pływaniu zyskałem dwie minuty, bieganie poprawiłem o ponad minutę pomimo błędu z odżywianiem, a sam rower to poprawa o ponad 15 minut. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę krótszą, o dwa kilometry trasę, zmianę roweru oraz lepszy wiatr, ale nadal jest to imponująca poprawa.

Kiedy zaczynasz przygotowania do kolejnego sezonu?
Dostałem od trenera tydzień roztrenowania, ale od niedzieli bierzemy się mocno do pracy. Przed nami bardzo długi sezon, mieszkając i pracując w Dubaju mam możliwość i komfort startowania przez cały rok. Najbliższe miesiące zaczynamy od lokalnego triathlonu na dystansie olimpijskim, biegu na dystansie 10km, potem Ironman 70.3 Dubai i Oman.

Które zawody będą dla Ciebie najważniejsze w nadchodzącym roku startowym?
Głównymi zawodami będą Ironman Kazakhstan w sierpniu oraz Mistrzostwa Świata Ironman 70.3 w Nowej Zelandii. W Nur-Sultan będzie bardzo płaska i równa trasa rowerowa, co dla mnie będzie bardzo korzystne, dlatego postaram się powalczyć o jak najlepszy wynik. Jeśli chodzi o Nową Zelandię to będą moje pierwsze MŚ i chciałbym się tam pokazać z jak najlepszej strony i godnie reprezentować barwy Polski.

Jakie masz cele oraz oczekiwania na sezon 2020?
Być coraz szybszym, popełniać mniej błędów i zrzucić niepotrzebne kilogramy. Cudownie byłoby się zakwalifikować na Hawaje, ale w przyszłym roku przechodzę do 30-34 i jest to niesamowicie ciężka grupa wiekowa. Na pewno dam z siebie wszystko!

Co jest Twoim marzeniem związanym z triathlonem?
Chyba nie będę oryginalny, wystartować na Hawajach!

Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne

 

Tagi
Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close