Rozmowa

Oliwier Szyttenholm: Triathlon pomaga Gabrielowi

Uprawiał koszykówkę. Po zdiagnozowaniu u syna mózgowego porażenia dziecięcego pomaga mu w rehabilitacji i treningach do triathlonu. Do tego Oliwier Szyttenholm sam startuje w tri.

Uprawiałeś zawodowo koszykówkę. Jak wspominasz sportową karierę?
Często wracam myślami do tych czasów. Wtedy koszykówka była moim całym życiem. Wychowałem się na tym sporcie. To ona nauczyła mnie najcenniejszych wartości w życiu. Czasem zamiast butów biegowych zakładam Jordany i lecę pograć na boisko z kolegami, mimo że trener Adam Zięba zawsze powtarzał, żebym skoncentrował się na jednym sporcie (śmiech).

Jak zmienił się świat Twojej rodziny po pojawieniu się Gabriela?
Wiadomo, że w każdej rodzinie pojawienie się pierwszego dziecka jest niesamowitym wydarzeniem. U nas nie było inaczej. Wtedy już miałem plan na Gabrysia, przyszły najlepszy koszykarz w Polsce (śmiech). Tak na serio Gabo dał mi niesamowitego kopa. Po jego pojawieniu się na świecie rozgrywałem najlepsze mecze w karierze. Niestety po 10 miesiącach życia Gabo dostał diagnozę, która zmieniła całkowicie nasze życie.

Kiedy zdiagnozowano u Gabriela mózgowe porażenie dziecięce, to zacząłeś uprawiać triathlon. Co spowodowało taką decyzję?
Triathlon pojawił się znacznie później w naszym życiu. Wtedy jeszcze grałem w kosza, ale już powoli zacząłem się wycofywać, gdyż nasz synek potrzebował intensywnej rehabilitacji. Siedziałem z nim w domu i nieustannie ćwiczyliśmy. Chcieliśmy nadrobić ten stracony czas do diagnozy. Teraz, jak wracam do tych dni, to się  śmieję, bo to wyglądało jak życie profesjonalnego sportowca. Rehabilitacja, jedzenie spanie i od początku ten schemat. Powtarzaliśmy to cztery razy dziennie. Dla Gabrysia, który miał niespełna rok, to było duże wyzwanie, z resztą jak i dla mnie. Nie zapomnę, jak ćwiczyliśmy metodą Vojty, która polegała na manualnej stymulacji ruchów, przy której razem z synkiem płakaliśmy, gdy zmuszałem go do tych ruchów. Decyzja o przejściu na triathlon była spowodowana inną sytuacją.

Jaką sytuacją?
Gdy Gabryś miał sześć lat i cały czas staraliśmy się, żeby miał intensywną rehabilitację. Potem  powoli zaczęła go nudzić. Dlatego zaczęliśmy mu urozmaicać ćwiczenia. Doszedł basen,  karate, ściana do wspinaczki. Mimo to Gabryś podchodził z niechęcią do zajęć. W tamtym momencie byłem już wygasłym sportowcem. Postanowiłem sam zostać dobrym przykładem dla syna i być jego bohaterem. Padło na TRI, to jest sport z dużą objętością treningów oraz obejmujący trzy dyscypliny. Idealne rozwiązanie, szkoda tylko, że nie umiałem pływać, a moim ostatnim rowerem był BMX w latach 90 (śmiech). Od tamtej pory trenujemy codziennie, oprócz niedzieli. To jest nasz dzień odpoczynku.  

Zobacz też:

Ania Tomica: Chcę zbliżyć się do światowej czołówki

 

 

Czy od początku Gabriel towarzyszył Ci na treningach?
Nie. Ćwiczymy razem zaledwie od dwóch lat i to raczej w formie zabawy. Biegamy razem po lesie, jeździmy na wycieczki rowerowe, pływamy. Zimą wypisuję mu zadania na bieżni lub trenażerze. Tylko na basenie dostaje wycisk od trenerów. Bo reprezentuje na zawodach klub sportowy Strat Bydgoszcz dla osób Niepełnosprawnych.

W jaki sposób udało Ci się zarazić syna sportem?
To samo jakoś przyszło. Ma jakiś wzór ode mnie, czy mojego brata, który jeszcze cały czas biega po boiskach ekstraklasy. Od jakiegoś czasu nasze całe życie jest ułożone pod triathlon, to nie mogłoby być inaczej. Poza tym Gabryś ma silnego ducha walki i zapału. Nigdy nie odpuszcza, nawet w szkole na lekcjach WF. Mam fajną historię związaną z wychowaniem fizycznym. W czwartej klasie, gdy Wf wszedł do planu lekcji, to Gabriel z góry został oddelegowany na rehabilitacje ze względu na dysfunkcje. Synek nalegał, żebym załatwił mu ten wf z kolegami. Udało się. Po krótkim czasie dostawaliśmy pochwały za syna. Po testach Coopera nauczycielka stawiała go jako dobry wzór do naśladowania przy wszystkich czwartych klasach w szkole. Takiego mamy syna. Zawsze daje z siebie wszystko.

Jak Gabriel radził sobie w poszczególnych płaszczyznach składających się na triathlon?
Najlepiej czuje się w wodzie, co sam zawsze powtarza. Zresztą najbardziej lubi aquathlony To wszystko wyjaśnia, że na drugim miejscu będzie bieg. Musi lubić biegać, bo ostatnio gdy mamy inne treningi ruchowe i wzmacniające, błaga mnie blaga, żeby to zamienić na bieg (śmiech). Największym wyzwaniem była nauka na rowerze. Gabryś ma problemy z błędnikiem. Dużo jeździł na trzykołowym rowerku, na którym nawet wystąpił w debiucie w  Enea Bydgoszcz Triathlon. Właśnie te zawody i ten rowerek miały duży wpływ na zamianę sprzętu. Gabo obiecał sobie po tych zawodach, że wróci tu na dwóch kółkach. Tak stało się rok później.

Kiedy syn zadebiutował w triathlonie?
To było w 2019 roku podczas Poznań Junior Triathlon. Nie ma lepszej imprezy triathlonowej dla dzieci. Bardzo fajna organizacja, wszystko z myślą o najmłodszych.

Jak było?
Dzieciaki miały wyzwanie, chociażby z upałem tego dnia. Pamiętam, gdy Gabo czekał na  start. Tańczył sobie, ruszał się, bujał. Był już tak naładowany, po czym wpadł do wody.  Pierwsze zmiany triathlonowe przeszedł idealnie. Nie zapomniał o niczym. Oczywiście ze łzami powitaliśmy go na mecie. On sam był bardzo dumny z siebie. Powtarzał nam cały weekend, że zrobił pierwszy triathlon, a jeszcze rok temu jeździł na trzech kółkach.  

Jak wygląda całe przygotowanie logistyczne w związku ze startami syna?
Staramy się, żeby to był wyjazd rodzinny, weekendowy. Wybieramy takie imprezy i miejsca,  gdzie mogę razem z dzieciakami wystartować. Zostajemy na cały weekend tam, gdzie odbywają się zawody. To nasze takie święto. Nie ukrywam, że przy tym jest dużo szaleństwa oraz wysoka częstotliwość zawodów.

Jakie korzyści dla syna płyną z uprawiania przez niego triathlonu?
Najważniejsze jest to, że go to bawi. Triathlon rozwija go ruchowo, ale na pierwszym planie jest zabawa. Od jakiegoś czasu Gabo też ma cele, z którymi chce się zmierzyć. Bardzo  jesteśmy dumni z niego.

Z jakimi reakcjami spotykacie się, kiedy przyjeżdżacie z synem na zawody?
W tym zakresie jest rożnie. Najczęściej nikt nie wie, że Gabo jest osobą niepełnosprawną. Czasem konferansjer robi fajną otoczkę wokół Gabrysia. To zależy od nich samych. Za to dużo dobrych słów słyszymy od zawodników, którzy śledzą poczynania Gabrysia. Czasami słyszymy, że jest inspiracją.

Twoja córka Pola też ma za pierwsze starty w triathlonie. Z jakim skutkiem?
Brała udział w triathlonie oraz w licznych biegowych imprezach. Ma super predyspozycje, ale to jest artystyczna dusza i bardzo ciągnie w tę stronę. Oczywiście będziemy wspierać jako rodzice. Sport to zdrowie i ona już dobrze o tym wie. 

Jakie macie plany startowe na 2021 rok?
Chcielibyśmy połączyć Imprezy ze zwiedzaniem Polski. Myślimy o zawodach, które zdążyliśmy polubić, jak i nowych miejscach. Będą się odbywać liczne zawody w Bydgoszczy oraz w okolicy. Jesteśmy spragnieni tego sezonu. Brakuje nam tej rywalizacji i całej otoczki,  jaka jest przy organizacji wyjazdów. W poprzednim sezonie spasowaliśmy w związku z  covidem. Miejmy nadzieję, że zawody odbędą się w normalnych warunkach w tym roku, bo mamy nadmiar energii do wykorzystania (śmiech).

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
X