Wiadomości

Olga Kowalska mówi dość

Marcin Dybuk: Zaskakująca informacja pojawiła się dzisiaj na Twoim  Facebooku.
Olga Kowalska: Moim zdaniem nie ma tutaj nic nadzwyczajnego. Po prostu podjęłam decyzję, że chcę zrobić przerwę od sportu na dotychczasowym poziomie. Zarówno mentalnie jak i fizycznie. Postanowiłam odpocząć od stresu, presji związanej ze startami. Przez te wszystkie lata zrobiłam, to co chciałam, a nawet więcej. Sześć lat biegania, osiem triathlonu, w czym ostatnie trzy lata na poziomie PRO i teraz muszę od tego wszystkiego odpocząć.

– Czyli jest to przemyślana decyzja?
– Tak. Już podczas sezonu wiedziałam, że po ostatnim starcie robię przerwę.

Wpis Olgi na FB

Jest listopad. Do początku sezonu triathlonowego w Polsce jeszcze pół roku. Szary poniedziałek, jeden z wielu. Niektórzy mówią: wystarczy chcieć. Tak. Chciałam i byłam szczęśliwa w triathlonie przez osiem sezonów. W trakcie ich trwania podjęłam kilka dużych decyzji:

  • wystartuję po raz pierwszy w życiu w triathlonie
  • zadebiutuję na połówce (2013, 4h59')
  • zadebiutuję na pełnym dystansie (2015, IM Maastricht 1m-ce AG)
  • polecę na Hawaje (2015, IM Kona 10 m-ce AG)
  • będę rywalizowała w kat. PRO (2016-2018, zawsze miejsca w top 10)
  • powalczę o medal Mistrzostw Polski PRO (wyszło siedem medali)
  • zrobię pełny dystans <10h (2017 IM Klagenfurt 9h59', IM Barcelona 9h38', 2018 IM Louisville 9h39')

– Tym startem były Ironman Louisville? Ale to chyba nie przez te zawody decyzja?
– Nie. Zawody w Stanach Zjednoczonych były bardzo trudne. Nietypowe (skrócone) pływanie, padający deszcz i temperatura 6-7 stopni. Wielu zawodników, także PRO wycofywało się z wyścigu. Nigdy nie widziałam tak długiej listy DNF. Żal mi było oczywiście dobrego przygotowania, bo byłam w formie. Chciałam się sprawdzić na wymierzonej trasie, w standardowych warunkach. Ale taki jest triathlon i ja zawsze walczę w takich warunkach jakie są, nie rezygnuję. Jednak to nie miało wpływu na decyzję.  Nie mówię koniec z triathlonem, tylko jest to planowana przerwa.

 

 

– Jak długa?
– Tego jeszcze nie wiem. Wrócę za jakiś czas i będzie to pełny dystans, który mi najbardziej odpowiada.

– Zastanawiałem się na ile w tej decyzji jest ucieczka od zmęczenia mentalnego, a na ile przemyślane działanie, dzięki któremu nie chcesz dojść do ściany. Zarówno w sporcie zawodowym jak i amatorskim dostrzegam często taki problem…
– To prawda, że zarówno w sporcie zawodowym jak i amatorskim często przeginamy. Uprawiam sport od 14 lat. Połowę życia. Codziennie trenowałam. Co roku w triathlonie się poprawiałam i w ten sposób mogłabym funkcjonować jeszcze długo. Stawiać sobie kolejne cele, a końca nie byłoby widać. Jeśli chodzi o zdrowie fizyczne granice można przesuwać daleko. Wyniki śrubować. Tylko pytanie jak długo można to ciągnąć i jaki wpływ ma to na nasze zdrowie psychiczne. Po tylu latach postanowiłam dać odpocząć głowie, aby miała szansę zatęsknić za treningami, startami. Kocham triathlon i to nie jest moje ostatnie słowo. Od ostatniego startu minął miesiąc i już mnie ciągnie do aktywności, ale nie ciągnie mnie do rywalizacji, stresu z tym związanego.

– Czyli nie będzie przesady w stwierdzeniu, że robisz to dla zdrowia psychicznego?
– Tak. Choć oczywiście dla zdrowia fizycznego także. Kolejnym bardzo ważnym elementem tej przerwy jest chęć zadbania o relację międzyludzkie. Chcę więcej czasu poświęcić mężowi, bo zależy mi, aby te relacje między nami były jak najdłużej dobre. A na to potrzeba czasu i uważności. O to jednak ciężko w intensywnym treningu. Owszem Tomek bardzo mnie wspierał w moich poczynaniach sportowych, ale są jeszcze inne płaszczyzny relacji żona-mąż.

– To mąż musi być szczęśliwy…
– Śmiech. Myślę, że tak. Tomek ma swoje pomysły, projekty i to będzie czas, kiedy będę mogła mu w tym pomóc.

 

 

– Piękne jest, to co mówisz, szczególnie, że często słyszałem w triathlonie o skrajnie innych przypadkach. Nawet żony, która wystawiła mężowi walizki za drzwi.
– Też o takich skrajnych przypadkach słyszałam. Niestety, amatorzy którzy zaczynają uprawiać triathlon, w krótkim czasie chcą nadrobić czas, zrobić wynik i poświęcają praktycznie cały wolny czas na treningi. W swojej pracy z podopiecznymi zwracam szczególną uwagę na to, aby triathlon nie przesłonił im całego życia. Ale ja jako trener mam ograniczony wpływ na każdego z kim pracuję, a triathlon to tylko wycinek życia. Decyzję każdy podejmuje samodzielnie. Dla mnie priorytetem są relacje rodzinne, z mężem, a sport zawsze był i jest tylko dodatkiem. Owszem w ostatnich latach poświęcałam na niego dużo czasu, ale dziś nie jest mi żal mojej decyzji i jest mi z tym bardzo dobrze.

– To co zrobisz teraz z wolnym czasem?
– Sport zajmował mi około ok 15 godzin tygodniowo, okresowo w przygotowaniach do pełnego dystansu zdarzało się 20h. Teraz ten czas się zwolni. Zawodowo zajmuje się trenowaniem amatorów i chciałabym ten czas wykorzystać z korzyścią dla nich. Mam nowe pomysły, które chciałabym wcielić w życie. Potrzebuję też przestrzeni (spokojnego czasu), aby z innej strony spojrzeć na swoją pracę.

– Czyli Twoi zawodnicy będą mieli lepiej…
– Niektórzy żartują, że nie koniecznie, bo dołożę im większe obciążenia na treningach. A jeśli chodzi o mnie to będę mogła także uprawiać aktywności fizyczne, na które do tej pory nie miałam czasu. Lubię sporty siłowe i crossfit. Będę to mogła robić dla siebie, bo nie planuję startować w żadnych zawodach. Oczywiście najbardziej ciągnie mnie do biegania i jak tylko wyleczę kontuzję, to wrócę do biegania takiego jakie był na początku mojej przygody z triathlonem. Na luzie. Chcę zatęsknić za rywalizacją w triathlonie, poczuć głód sportowych wyzwań i wrócić, jak będę czuła się na to gotowa.

 

Marcin Dybuk

archwium prywatne i Duathlon Energy

 

Czytaj także:

Tomasz Kowalski i  jego recepta na sukces podopiecznych

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X