Rozmowa

Ola Korulczyk: Zawsze chciałam wystartować w Gdańsku

Ola Korulczyk zastanawiała się czy w tym roku nie odpuścić triathlonu. Zamiast tego pojedzie na mistrzostwa świata. O szczęściu w sporcie, łączeniu życia prywatnego ze sportowym, a także o tym jak krzyk najbliższych może zmienić życie opowiada w rozmowie z nami.

Już w weekend wystartujesz w LOTTO Challenge Gdańsk. Z jakim nastawieniem staniesz na starcie?
Przede wszystkim bardzo się cieszę, bo urodziłam się w Gdańsku i mieszkałam do dwunastego roku życia w Trójmieście. Potem wyprowadziłam się z rodzicami na Cypr. Choć nadal jeżdżę tam i przyjeżdżam do Trójmiasta, czując, jakby to był mój dom. Praktycznie od początku przygody z triathlonem bardzo chcieliśmy wystartować w Gdańsku, ale nigdy terminy nam się nie zgrywały. Oczywiście wcześniej to był Triathlon Gdańsk, a nie zawody pod szyldem Challenge Family. Mam nadzieję, że będę czerpać dużą frajdę z samego startu. Wystartuję na olimpijce.

Jakie masz odczucia po niedawnym starcie w Rzeszowie w MP?
Mam mieszane uczucia. Z jednej strony czuję ogromną radość, wdzięczność i spełnienie w związku z kwalifikacjami na mistrzostwa świata, jakie otrzymałam podczas tego startu, ale równocześnie odczuwam też ogromny niedosyt. Wiem, że moja forma jest daleka od moich możliwości. Tak naprawdę zaczęłam trenować dwa tygodnie przed startem, a wcześniej miałam ponad trzy tygodniową przerwę w treningu ze względów zdrowotnych. Z kwalifikacji jestem bardzo zadowolona, natomiast nie do końca z mojego obecnego przygotowania. Przede mną dużo pracy, ale cieszę się, bo mam cel na ten sezon.

Jak czułaś się na trasie?
Przede wszystkim czułam się na maksa szczęśliwa, że startuję. To był mój pierwszy start w tym sezonie. Wystąpiły małe perturbacje zdrowotne w tym roku. Najpierw przyplątał się covid, a później miałam problemy z ósemkami, które wykluczyły mnie z treningu na dosyć długo. Więc byłam zadowolona, że startuję. Na tym się skupiałam. Wiedziałam, że nie będzie to start życia i forma jest daleko w lesie, ale przyjechałam, aby cieszyć się triathlonem.

Jak przebiegał wyścig z Twojej perspektywy?
Był to mój pierwszy start w tym sezonie. Dlatego zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Wiedziałam, że mam ogromne braki w pływaniu. Nie miałam świadomości, czego się spodziewać na bieganiu. Nie miałam żadnych założeń. To był kontrolny start, żeby zobaczyć, gdzie trzeba wykonać pracę.

Czy każda z dyscyplin wyszła po Twojej myśli podczas wyścigu?
Zdecydowanie nie (śmiech). Pływanie było najgorsze chyba od kilku dobrych lat. Nigdy nie popłynęłam tak wolno na zawodach jak w Rzeszowie. Nie ukrywam, że był to też efekt startu wspólnego. Pomimo że w regulaminie było napisane, że będzie rolling start i NA TO wszyscy zawodnicy myślę, że się nastawiali, to start był płynny. Dawno nie doświadczyłam takiej agresji i nieprzyjemnych sytuacji w wodzie. Kilka razy byłam wciągnięta pod wodę, skopana i ogólnie było mało przyjemnie. Po kilku takich sytuacjach wkurzyłam się i po prostu popłynęłam w poprzek innych zawodników, żeby wypłynąć z kotła i złapać własny rytm po zewnętrznej stronie. Myślę, że to mogło się też przyczynić do słabego wyniku. Rower był całkiem ok. Natomiast na bieganiu zupełnie nie czułam jakiejkolwiek siły i mocy. Więc cały dystans był wyciśnięty. Niestety, zupełnie nie był to dzień konia.

Jakie masz spostrzeżenia po tych zawodach?
Przede wszystkim, że trzeba mieć odrobinę szczęścia w sporcie (śmiech). W zeszłym roku byłam naprawdę w życiowej formie i wszystkie zawody w Polsce kończyłam na pierwszym albo drugim miejscu open kobiet. Tak samo było na mistrzostwach Polski w Rawie Mazowieckiej, pomimo tego że byłam tam druga OPEN KOBIET, to pierwsza zawodniczka Natalia Krawczyk była też pierwsza w mojej kategorii i slot poszedł do niej. Poza tym wszystkie zawodniczki co były przede mną w tym roku, w zeszłym sezonie były za mną. To mi uświadomiło, ile jest pracy do zrobienia (śmiech).

Zdobyłaś slota na MŚ w Abu Dhabi, ale pierwotnie nie chciałaś go przyjmować. Z jakich powodów?
Tak naprawdę jest kilka powodów. Pierwszym jest to, że jeszcze chwilę temu, kiedy skumulowało mi się kilka rzeczy w życiu prywatnym, miałam kilka przemyśleń. Obecnie kończę studia i muszę napisać pracę magisterską. Chwilę temu organizowaliśmy duży bieg no i doszło do tego jeszcze dom, praca, treningi i te problemy zdrowotne. To był taki okres, w którym zastanawiałam się, czy nie odpuścić sobie tego sezonu. Po prostu nadmiar obowiązków zwyczajnie mnie przytłoczył. Wiedziałam, że taka przerwa może mnie dosyć mocno wykluczyć z tego sportu w kolejnym roku. Więc zdecydowałam, że będę startować po prostu na miarę moich obecnych możliwości. Druga sprawa to wiem, że wzięcie takiego slota wiąże się z bardzo dużymi kosztami, jeśli chodzi o podróż.

W szczególności w takie egzotyczne miejsca, jakim np. jest Abu Dhabi. I nie chciałabym jechać na zawody kosztem rodziny wakacji rodzinnych, czy też za wszelką cenę.

Uważam, że ten sport jest dodatkiem w moim życiu i pomimo że bardzo go kocham i czerpię ogromną radość z niego, to raczej podchodzę do tematu zdroworozsądkowo. Wiem, że bardzo możliwe, że będziemy musieli jechać do Abu Dhabi  całą rodziną, bo nie mamy w Polsce nikogo, z kim moglibyśmy zostawić dzieciaki na taki okres.

Moi rodzice mieszkają na Cyprze, a Rafała rodziców nie ma już z nami. Więc będziemy musieli zawieźć dzieci na Cypr albo będziemy musieli polecieć całą rodziną, co zwiększa podwójnie koszty. Triathlon jest piękną zabawą, ale też bardzo drogą. Do tego jest masa innych rzeczy, które kocham w życiu i nie chciałabym z nich zrezygnować dla jednego wypadu, nawet jak są to mistrzostwa świata.

Co zadecydowało o tym, że ostatecznie przyjęłaś slota?
Wzięłam slota, bo mój kochany mąż z moimi cudownymi znajomymi darli się wniebogłosy, żebym to zrobiła. Więc pod wpływem emocji powiedziałam tak. Myślę, że fakt, że Edyta Litwiniuk też zdobyła kwalifikacje na mistrzostwa świata, miał w tym udział. Mój Rafał zna się z nimi od wielu lat, zanim w ogóle zaczęliśmy przygodę z triathlonem. Więc wizja fajnego wspólnego wypadu sprawiła, że te mistrzostwa świata w moich oczach zrobiły się jeszcze bardziej atrakcyjne.

Czy w takim razie zawody w Abu Dhabi są głównym punktem tegorocznych startów?
Na to wychodzi (śmiech). Bardzo się cieszę, bo mam cel na ten sezon tak, jak mówiłam wcześniej. Ten sezon chciałam sobie odpuścić, ale zrzuciłam trochę z barków w ostatnim czasie i powoli jestem gotowa na triathlon. Myślę, że może jeszcze nie w przeciągu najbliższych dwóch, trzech tygodni, ale od lipca będę mogła spokojnie porządnie zacząć trenować. Bardzo mnie to cieszy, że jest cel. Powiedziałabym, że pokazały się też ambicje, bo czuję, że mogę się na tyle dobrze przygotować, żeby powalczyć o najwyższe lokaty.

Poza polem sportowym spełniasz się naukowo. Jak idzie pisanie pracy magisterskiej?
No właśnie nie wiem, czy spełniam (śmiech). Bo dużo mnie kosztuje połączenie tych wszystkich ról w moim życiu. Na pewno bardzo się cieszę, że jestem już na wylocie i mam pozdawane wszystkie egzaminy. A odpowiadając na to pytanie, właśnie wracam z gór, gdzie zaszyłam się na pięć dni w domu moich rodziców i praktycznie nie wstając od biurka, od rana do nocy pisałam pracę. Zostało podsumowanie części badawczej.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X