Rozmowa

Od sportów zespołowych do triathlonu

Zaczął od piłki nożnej oraz koszykówki. W triathlonie jest dopiero od dwóch lat. Mateusz Ogłoza marzy o starcie na Hawajach.

Zaczynałeś od piłki nożnej oraz koszykówki. Jak wspominasz te sportowe epizody?
Piłka nożna była krótkim epizodem z moim życiu. Z koszykówka mam sporo wspomnień. Od niej zaczęły się regularne treningi, turnieje, wyjazdy na mecze ligowe. Udało się nawet pojechać na międzynarodowy turniej do Finlandii.

Na których pozycjach grałeś w obu dyscyplinach?
W piłce grałem z przodu boiska, a w koszykówce na rozegraniu ze względu na wzrost.

Z którym sportem wiązałeś większe nadzieje?
Z żadnym z tych sportów nie wiązałem większych nadziei. Mam  niegroźną wadę wrodzoną serca. To dyskwalifikowało mnie o myśleniu o sporcie zawodowym.

Dlaczego zrezygnowałeś z obu dyscyplin?
Zacząłem interesować się mocno rowerami, a tak dokładniej downhillem ( zjazd rowerowy z góry na dół po przygotowanej trasie z kamieniami, chopkami).

Co było dalej?
Moje umiejętności się polepszały. Zaczęły się wyjazdy w góry. Następnie doszły zawody, na których często udawało się wygrać w kategorii hobby. Później wyrobiłem licencję kolarską  PZKOL i zaczęło się ściganie w kategorii elita.

Kiedy w Twoim życiu pierwszy raz pojawił się triathlon?
Triathlon pojawił się u mnie dość niespodziewanie, ponieważ trenując zimą do zawodów rowerowych, zacząłem regularnie biegać dwa razy w tygodniu. Kupiłem pierwszy rower szosowy. Jeździłem na organizowane u mnie w Łodzi ustawki kolarskie. W międzyczasie poznałem żonę. Urodziła się córeczka. Z tego względu było coraz mniej czasu na wyjazdy w góry na zawody downhilowe, a w  Łodzi, gdzie mieszkam, nie mamy prawie wcale górek do jazdy i pomyślałem, że może spróbuję triathlonu. Skoro na rowerze regularnie jeżdżę, biegam i COŚ tam pływam (śmiech).

Jak wyglądał Twój tryb życia przed triathlonem?
Był dużo spokojniejszy. Miałem sporo wolnego czasu i chodziłem częściej wyspany (śmiech). Teraz chcąc zrobić dwa treningi, jestem zmuszony do wczesnego wstawania, aby nie marnować wolnej chwili, ale to mi się podoba i motywuje do działania.

Kiedy zadebiutowałeś?
Mój debiut był Ślesinie w 2019 roku na zawodach Garmina na dystansie ¼. Byłem bardzo pozytywnie nastawiony, aby sprawdzić się z innymi. Uwielbiam rywalizację. Jedyne, czego się obawiałem to pływanie. Nigdy nie pływałem w wodach otwartych i to jeszcze z tyloma osobami jednocześnie. Dodatkowo stwierdziłem, że nie będę kupować na pierwsze zawody pianki. Z pływania wyszedłem w połowie stawki. Będąc w wodzie, trochę się stresowałem.  Pływałem kraulem na przemian z żabką. Po wyjściu z wody (228 miejsce) wiedziałem, że będzie już tylko lepiej i zaczęło się wyprzedzanie sporej liczby zawodników. Ostatecznie udało się zakończyć zawody na 39 miejscu.

Jakie miałeś spostrzeżenia po debiucie?
Widziałem, że w debiucie nie ma co liczyć na super wynik. Na pewno start pokazał mi, że jestem kiepskim pływakiem i sporo muszę nadrobić w tej dyscyplinie, aby zajmować dobre wysokie miejsca. Chciałbym też kupić rower czasowy. Sporo czasu traci się na zwykłej szosie,  jeśli chodzi o płaskie trasy.

 

Przeczytaj też:

Michał Twarowski: Pandemia to dla mnie świetny okres

Jak to się dalej potoczyło?
Staram się więcej pływać, ale przez pozamykane baseny spowodowane koronawirusem mój progres nie jest zbyt duży. Teraz gdy jest pogoda, jeżdżę 3-4 razy w tygodniu na treningi open water.

W jaki sposób godzisz czasowo obowiązki rodzinne, zawodowe oraz treningi i starty?
Jak u sporej liczby osób szczególnie mających rodziny, bywa ciężko (śmiech). Plusem jest, że zaczynam pracować wcześnie rano i wracam w godzinach, gdzie zdążę zrobić trening przed odbiorem córki z przedszkola. Często bywa też, że trenuję wieczorami. Na starty zawsze zabieram rodzinę, która mnie wspiera przed startem. Jeśli bardzo się chce, to zawsze znajdzie się czas na trening.

Co Cię napędza do dalszych treningów oraz startów?
Czuję, że ciągle się rozwijam. Dzięki temu moja motywacja jest cały czas na wysokim poziomie. Nie mam chwil, w których cierpię na brak motywacji, aby wyjść na rower, pobiegać, czy pojechać na basen. Lubię to uczucie po wykonanym treningu, a szczególnie wtedy, gdy nie zawsze są na to siły.

Czym jest dla Ciebie triathlon?
To jest styl życia. Całe dnie, weekendy są w dużej mierze wcześniej planowane, aby wygospodarować w ciągu dnia czas na trening.

Jakie zmiany w przygotowaniach wprowadziłeś przed tym sezonem?
Kupiłem trenażer interaktywny, gdzie mogłem robić treningi na Zwifcie, ścigać się zimą w domu. Dużo mi to pomogło, porównując początek 2019 roku z 2020. Na pewno ten sezon potraktowałem poważniej, jeśli chodzi o starty. Choć nie jest ich zbyt wiele. Znacząco zwiększyłem liczbę godzin treningowych w tygodniu.

Jakie masz cele oraz marzenia związane z triathlonem?
Marzeniem jest pojechanie na Hawaje, a z tych realnych to mocno poprawić pływanie, kupić rower czasowy i kończyć zawody w top 10.

Rozmawiał: Przemysław Schenk

foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X