Rozmowa

Niesamowita przygoda i nauka nie tylko w triathlonie

Nie ukrywa satysfakcji po starcie w mistrzostwach świata w Utah. Zajął siódme miejsce w AG. Tym startem Sebastian Borowik zakończył piąty sezon w triathlonie.

Jakie masz odczucia po MŚ IM 70.3 Utah?
Wspaniała impreza, po wielu miesiącach posuchy spowodowanej przez pandemię. Do końca miałem obawy, że event się nie odbędzie ze względu na COVID, ale organizatorzy dali radę.  Miasto St. George, UT żyje tą imprezą i naprawdę jest niewiele miejsc, gdzie triathloniści są tak przyjmowani przez lokalną społeczność.

Z jakimi oczekiwaniami stawałeś na starcie?
Głównie dobrej zabawy. Byłem w cyklu treningów pod długi dystans do IM Kona, które jak wiemy, zostały przełożone na luty 2022. Dlatego nie chciałem niczego zakładać. Miał to być start „B”, ale wyszło inaczej. Po IM 70.3 Boulder dowiedzieliśmy się, że Kona wypada z kalendarza i staraliśmy się z trenerem dostosować plan. Na pewno było warto wystartować, chociażby z uwagi na już zaplanowany tutaj start w maju 2022 na mistrzostwach Ameryki Północnej, na pełnym dystansie.

Startowałeś w pierwszej grupie. Jakie panowały warunki atmosferyczne na trasie?
Wszyscy spodziewaliśmy się +100F/38C i tak się aklimatyzowaliśmy. Jednak na dzień przed startem okazało się, że idzie front burzowy. Około 11 rano można się spodziewać nagłego pogorszenia pogody. Rano dostaliśmy SMS z informacją, że startujemy bez pianek (temperatura wody 78F/26C). Moja grupa wiekowa weszła do wody o 7:25. Więc pogoda była jeszcze dobra. Chociaż była już dość wzburzona. Najlepsze warunki miała grupa PRO, chłód poranka i zeszli z rowerów przed nawałnicą, najgorsze warunki przypadły grupie kobiet F45-49.

Pierwszy etap wyścigu przepłynąłeś w czasie 34:31. Jak czułeś się na pływaniu?
Komfortowo, może za bardzo. Przez ostatni miesiąc pływałem w zasadzie samo open water ze względu na brak dostępu do basenu. Muszę się przyznać, że straciłem na formie przez ten okres. Dla kogoś, kto nie pływa od dziecka, bardzo łatwo jest zgubić technikę ze względu na brak wyrobionej pamięci mięśniowej i czucia wody.

Czy miałeś jakieś problemy na tej części rywalizacji?
Wiedziałem, że bez pianki i przy falach nie przepłynę szybko, ale mogę się starać płynąć prosto i nie nadrabiać dystansu, co zrobiłem. Po wyjściu z wody złapał mnie skurcz w lewą „dwójkę” aż przystanąłem, żeby się rozciągnąć. Widziałem, że tracę do czołówki około 4-5 minut.

Jak było na rowerze?
Po pierwsze przepiękna trasa, aż ciężko utrzymać skupienie i nie rozpraszać się widokami. Po drugie dwa pasy autostrady wyłączone z ruchu, tylko dla nas. To naprawdę wspaniałe warunki do bezpiecznego ścigania. Po trzecie to nie jest techniczna trasa, ale nie jest to też łatwa trasa. Było prawie 1100 metrów przewyższenia.

Czy jechałeś zgodnie z założeniami przedstartowymi?
Założenia na rower są u mnie zawsze te same, czyli złapać grupę prowadzącą. Tak to już jest,  jeśli wychodzi się z wody 78 na 350 startujących. Starałem się mocno jechać, ale stabilnie i wykorzystywać profil trasy. Po 35 km byłem 15, a po 56 km ósmy i jechałem do końca sam. Potem niestety, załamała się pogoda i na zjeździe ze Snow Canyon zamiast nadrabiać, walczyłem z wiatrem, deszczem i gradem.

Jaki miałeś plan na bieg?
Pracowałem nad biegiem. Wiedziałem, że jestem w stanie wykorzystać górski profil trasy. Jednak na ostatnim zjeździe na rowerze mocno mnie wychłodziło. Zaczęły łapać skurcze w miejscach, o których istnieniu nie miałem pojęcia (śmiech). Początek biegu był na dogrzanie mięśni i pozbycie się skurczów oraz nadrobienie odżywiania. Pierwsze kilometry wiodą pod górkę. Więc nie było szybko, ale dość sprawnie. Na około 10 km zobaczyłem wyprzedzający mnie motor prowadzącej wyścig Lucy Charles. To był moment, dla którego warto było wystartować. Wymieniliśmy się grzecznościami i zgubiła mnie na kolejnych podbiegach.

Ostatecznie wbiegłeś na metę z wynikiem 4:31:45 zajmując siódme miejsce w kategorii wiekowej. Jesteś zadowolony z tego rezultatu?
Oczywiście, wychodzę z grupy wiekowej z siódmym wynikiem na świecie na dystansie, który nie jest moim docelowym dystansem. Jak mógłbym nie być zadowolony? Tak wiem, wielu powie teraz, to były „amerykańskie mistrzostwa”. Otóż w mojej grupie w pierwszej 15 było tylko dwóch Amerykanów.

Tym startem zakończyłeś sezon 2021. Jak oceniasz ten rok?
To był dobry rok. Sezon powrotu do startów po COVID i kolejny ciężkiej pracy nad poprawą tak naprawdę wszystkich elementów, może poza strefami zmian.

Z których zawodów jesteś najbardziej zadowolony, a z jakim startem masz niedosyt?
Boulder 70.3 w tym roku, wygrać w tym miejscu to honor. Zdecydowanie najlepszy w tym roku wyścig, najlepiej wyegzekwowany i wygrany z przewagą ponad sześciu minut. IM Tulsa – nigdy nie byłem tak przygotowany. Miałem najszybsze pływanie. Potem niestety, guma i kilkanaście minut straty, w momencie kiedy po 70 km jazdy widzisz, że dochodzisz czołówkę AG. Jednak cieszę się, że udało się obronić czwarte miejsce AG mimo ogromnego niedosytu.

W mediach społecznościowych też przyznałeś, że to jest podsumowanie twojej pięcioletniej przygody z triathlonem. Jaki to był okres dla Ciebie?
Niesamowitej przygody i ogromnej nauki nie tylko w triathlonie.

Przez ten czas trenowałeś pod okiem Pawła Janiaka. Jak oceniasz dotychczasową współpracę?
Z Jaśkiem (Pawłem) przygotowywaliśmy się do IM Kalmar w 2018 roku, gdzie po roku zabawy w tri zrobiłem chyba 9:31 i TOP10 w AG. To był mój prezent na 40 urodziny. Mam do niego pełne zaufanie. Doceniam to, co robi dla mnie i mojej żony. Jest w stanie dostosować moje treningi do stylu życia i pracy, a nie odwrotnie. Przez te 5 lat trzy razy zakwalifikował mnie na Kona (Joannę 1x na drugim starcie w pełnym IM) z 13-15h treningów tygodniowo i ponad 50 dni rocznie spędzonych w samolotach. Do tego nie miałem żadnej kontuzji.

Czy rozmawiałeś już z trenerem o planach na kolejny rok?
Pracujemy nad szczegółami, ale harmonogram już jest. Pełny dystans w St. George w maju 2022, 70.3 Boulder w sierpniu i IM Kona. Chyba że ktoś w IM wymyśli, żeby zmienić miejsce eventu, o czym się ostatnio dużo dyskutuje. 

Masz już wstępne cele na sezon 2022?
Ciężko pracować i cieszyć się z tego, że mogę robić to, co kocham. Oczywiście apetyty rosną w miarę jedzenia.  

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
X