Rozmowa

Nie planuje wstawiać trenażera do sauny

#polskieHAWAJE Mariusz Klatka slota na Hawaje wywalczył w Barcelonie. Start w niedzielę w Gdyni, to jak określa, długa zakładka przed Koną. Pytany o marzenia, przyznaje, że spełnia je od lat. Doświadczeniem życiowym i startowym mógłby obdzielić nie jedną osobę. I do tego mądrze gada.

Coraz bardziej zbliżają się kultowe zawody na Hawajach. Jak przebiegają przygotowania do zawodów?
Póki co przygotowuję portfel. Kiedyś biegałem maratony. To były czasy. Dojechać, założyć buty i start. Tutaj można się doktoryzować z planowania logistyki, czy finansów. Rozmawiamy na tydzień przed IRONMAN Gdynia, w których również biorę udział. Więc uznajmy, że robię sobie długą zakładkę pod KONA. Przygotowuję się jak w każdym sezonie niezależnie od zawodów. Lubię ostro trenować.

Na jakich zawodach udało się wywalczyć slota?
W zeszłym roku dwa razy udało mi się zdobyć slota. W Gdyni i w Barcelonie.

Jak wspominasz tamten start, na którym udało się wywalczyć przepustkę na Hawaje?
W Barcelonie w 2021 roku pogoda była inna, niż zawsze.  Fale na skróconej wtedy trasie przypominały sztorm. Do dzisiaj wielu uważa, że to był obłęd puszczać ludzi do takiej wody. Około 40 wolontariuszy wyławiało ludzi, bo fale wyrzucały startujących na brzeg, po czym ich ściągały z powrotem. Można znaleźć filmiki w sieci, polecam zobaczyć. Natomiast ja lubię OW w różnej postaci, więc pływanie nie było jakimś problemem. Trasa rowerowa wietrzna, „spaliłem” nogę, no i cóż, maraton, który nie wiem, jak zrobiłem, nie chodząc. W pewnym momencie powiedziałem do siebie, po prostu biegnij. W długich dystansach, gdy jako amator chcesz walczyć o miejsca, czasami nie tyle chodzi o tempo, jak o to, by po prostu kontynuować. To było bardzo bolesne.

Czy tegoroczny start będzie pierwszym na tej historycznej imprezie?
Tak, to będzie mój pierwszy raz na KONA.

Z jakim nastawieniem pojedziesz na Hawaje?
Z jak najlepszym. To ukoronowanie czegoś. Nie robię z tego jakiejś wielkiej pompy, ale skoro w 2012 roku powiedziałem sobie, że tam polecę, to teraz jest czas, by to zrobić. Można powiedzieć, że odhaczam kolejną rzecz z listy życiowych celów. To fajne uczucie.

Przygotowujesz się pod Hawaje tylko od strony treningowej, czy próbujesz czerpać jak najwięcej informacji o zawodach, trasie, czy panujących tam warunkach?
Nie jestem typem, który śledzi wszystko co piszą, mówią. Wiem, że warunki na Kona są specyficzne, ale nie zamierzam wsadzać trenażera do sauny, by przyzwyczaić się do tamtejszych warunków.

Ile planujesz jeszcze startów przed Hawajami?
IRONMAN Gdynia, IRONMAN 70.3 Poznań + jakieś zawody na ¼.

Jak oceniasz dotychczasowe starty w sezonie?
W tym roku, mimo pewnych problemów z plecami jestem mocniejszy. Czy szybszy to nie wiem, ale na pewno mocniejszy. To mój drugi sezon po przerwie, jaką sobie sam zafundowałem, w pełni świadomie. By zrobić tzw. „zoom out” siebie, otoczenia, życia. Było warto!

Czy masz określone oczekiwania względem startu na Hawajach?
Chciałbym wygrać (śmiech). Jak nie wygram, to chciałbym ukończyć zgodnie z założeniami startowymi. Miejsca w pierwszej 50-tce w kategorii M40-44 mnie nie zasmucą. 20-30 zadowolą, wszystko poniżej byłoby rewelacją. Znam miejsce w szeregu tak w Polsce jak i na świecie. Poza sportowym aspektem chcę chłonąć te zawody, ten czas! Tyle.

Jak trafiłeś do triathlonu?
Biegałem. Miałem też komputer z Internetem. Ktoś dobrze spozycjonował kilka filmików w sieci i było pozamiatane.

Jak wyglądały początki w tym sporcie?
Po pierwszym roku zagadek co i jak robić, jak trenować, gdzie szukać sprzętu, z kim rozmawiać pojechałem na kilka dni z ówczesnym ambasadorem triathlonu w Polsce, ale również w pełni zaangażowanym zawodnikiem – Łukaszem Grassem i kilkoma fajnymi ludźmi z różnych stron Polski na Majorkę. Tamten wyjazd mnie dobrze nastroił. Do dzisiaj, gdy spotykam np. Artura oraz Julę, którzy w amatorskim triathlonie są już kilkanaście lat, to gdzieś tam tli się fajna energia tamtego wyjazdu.

Jak wspominasz triathlonowy debiut?
No dosyć ostro. Ruszyłem od 70.3 w Poznaniu i skończyłem w 4.56, więc naprawdę nieźle. Traktuję jednak ten wynik jako szczęście początkującego pokerzysty. W przeddzień  startu zjadłem z moim przyjacielem chyba 2,5 kg różnej maści pożywienia, sądząc, że im więcej zjem tym lepiej. To był prawdziwy mix. Do dzisiaj pamiętam foto, na którym cały stolik zawalony jest mięsem, makaronami, sałatkami, sokami, ciastami. Wszystko zjedliśmy. Zakończyliśmy piwem. Miałem jednak odpowiedni mindset na start i debiut był naprawdę udany.

Co na początku sprawiało Ci najwięcej problemów w triathlonie?
Długo uczyłem się, jak zachować chłodną głowę po wyjściu z wody i po zejściu z roweru. Wielu amatorów za szybko zaczyna odcinek rowerowy i biegowy, nawet gdy w rozpisce mają niższe waty, czy tempa. Zwalniają o wiele za późno. Szczególnie jeśli chodzi o IM.

Czym zafascynował Cię triathlon?
Na początku marketingowe hasła, że to dla ludzi z żelaza.  Jako przeciętny Polak z większego miasta pomyślałem „Co, ja nie dam rady?”. Później zaczęły fascynować mnie te wszystkie gadżety, szczególnie te, na które nie powinienem wydawać. Następnie podróżowanie po ciekawych miejscach. W samym treningu od zawsze wolność, z jaką się spotykam, ten oddech, rytm, otoczenie, bijące mocniej serce. Dzisiaj największą wartością, jaką zbudowałem we własnym życiu dzięki triathlonowi, są ludzie, których poznałem. Część z nich to po prostu moi przyjaciele. Pozdrawiam #ironboyz.

Jaki był dla Ciebie najbardziej wymagający start do tej pory?
Było kilka, które wspominam. IM 70.3 Majorka biegłem bez skarpetek. Na 11 km miałem rany na stopach. 10 km z wyciągniętą z butów piętą. IM Frankfurt. Na 30 km niedokręcona sztyca podsiodłowa schodzi o jakieś 15 centymetrów. Szkoda mi czasu. Więc jadę tak 150 km. Później na 30 km maratonu siedzę 6 minut na ławce wypłukany kompletnie, po tym jak zakwasiłem uda na rowerze. 70.3 Poznań zaliczam szlifa, jadąc 40 km/h. Cały bok poobdzierany. Wstaję i z tymi ranami w temperaturze ok 30 stopni kończę zawody, po których podchodzi do mnie ratownik i oblewa mi to wszystko wodą utlenioną. Nie pamiętam takiego skurczu wszystkich mięśni jak po tym polaniu.

Jak udaje się na co dzień łączyć treningi z obowiązkami rodzinnymi i zawodowymi?
Najogólniej rzecz ujmując, siedzę w tym na tyle długo, że znam priorytety. Zawodowo realizuję funkcje menedżerskie. Więc płacą mi głównie za myślenie. Tu problemu nie ma. Jeśli jednak miałbym odnieść się do obowiązków rodzinnych, to zawalam. W żółtym świetle lamp drogowych ok godziny 22, kiedy wracam z pływalni i myślę o dzieciakach, a mam ich trójkę, które właśnie zasypiają, to wiem, że one tracą wiele godzin jakie mogłyby ze mną spędzić, ale nie mają tych godzin, bo tata ma fioła.

W ogóle uważam, że te wszystkie popularne odpowiedzi triathlonistów z podziękowaniami dla ich partnerek i rodzin za akceptację są fajne, ale mają drugie dno. Jestem pewny, że gdyby większość partnerek (w drugą stronę  pewnie też) otrzymała informację, że od jutra ich Super Ambitniak  – TriMan  będzie tak samo się cieszył swoją pasją, trenując jednak o połowę mniej, prawie każda z tych wyrozumiałych partnerek wzięłaby to w ciemno!

Powiedzmy sobie szczerze, za tą akceptacją tak wymagającego sportu stoi dużo nieporozumień, samotności i niewykorzystanych możliwości. Oczywiście korzystając z okazji i ja dziękuję mojej Żonce, przede wszystkim za nasze szczere rozmowy i wzajemne zrozumienie w trudniejszych sytuacjach.

Ile czasu w ciągu tygodnia poświęcasz na treningi?
10-15 godzin tygodniowo w zależności, o jakim mówimy okresie.

W czym odnajdujesz motywację do dalszych treningów i startów?
W mojej naturze. Zawsze coś trenowałem i zawsze ostro.

Pod czyim okiem trenujesz?
Samodzielnie.

Co byś poradził innym amatorom, którzy mają problem z łączeniem obowiązków ze sportem?
Znajdźcie ludzi, team, grupę, z którą będziecie mogli potrenować, porozmawiać i wymienić doświadczenia. Jest duża liczba samotników i samotniczek, które myślą, że robią to poprawnie, a robią to niepoprawnie. Niektórzy poszli za ostro bo myślą, że jak zrobią wynik 10 minut lepszy, niż ostatnio to Jan Frodeno odpali książkę telefoniczną, by się zapisać na psychoterapię. Niestety! Wasze 10 minut to jest zarówno Wasza praca, ale gdzieś tam też pojawia się koszt. Obserwujcie koszty czy stać Was na nie? Zawsze to powtarzam. Dodawanie przychodzi dzisiaj łatwiej niż odejmowanie. Warto czasami odjąć…

Jakie masz marzenia związane z triathlonem?
Spełniam je trenując i startując. Poza tym, wspólnie z moim przyjacielem – Tomaszem Tarskim założyliśmy Stowarzyszenie @ironsilesia, które pozwoliło nam zbudować fajną niekomercyjną społeczność na Śląsku. Po prostu trenujemy, startujemy. Wyjeżdżamy na wspólne weekendy lub dłuższe wyjazdy, wspieramy i nakręcamy się nawzajem, czasami poimprezujemy. Jest wesoło. Sam z kolei prowadzę zawodników z optyką na dystanse długie. Z takimi ludźmi najlepiej mi się współpracuje i chyba najlepiej się sprawdzam jako trener.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

1 komentarz

  1. Taki właśnie jest nasz prezes Mario.
    Bez napinki, bez udawania, z pokorą do siebie i świata.
    W ekipie siła!
    Viva @ironsilesia ✊
    Pozdrawiam,
    Tomi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X