Rozmowa

Mikołaj Luft: Nigdy nie sądziłem, że w debiucie zostanę mistrzem świata

Zadebiutował w Bydgoszczy w quadrathlonie i od razu został mistrzem świata. Mikołaj Luft jeszcze dzień wcześniej wahał się, czy przystąpić do wyścigu.

Skąd pomysł na start w quadrathlonie?
Już lata temu słyszałem o quadrathlonie od Zbyszka Mazurczyka, który kiedyś został wicemistrzem świata w kategorii wiekowej. Chodził mi ten start po głowie, bo zawsze umiałem pływać kajakiem. Miałem z tego piątkę na studiach. Można było się wykazać, więc stwierdziłem, że trzeba spróbować czegoś nowego. Może będzie fajna zabawa? – pomyślałem. Cztery razy wsiadłem do pół sportowego kajaka, zanim przywiozłem go na start.

Mikołaj Luft mistrzem świata

Jak czułeś się na trasie?
Pływanie było symboliczne i trwało pięć minut. Była szybka trasa kolarska, ale jedynie 21 kilometrów. Uczciwie popracowaliśmy z Pawłem Miziarskim. T2 było już trochę gorsze. Pogubiłem się. Udało się w miarę przyzwoicie popłynąć kajakiem. Wysiadłem z kajaka jako drugi zawodnik. Dogoniłem rywala na biegu i dorzuciłem jeszcze 18 sekund. Bardzo się cieszę i niedowierzam, że zostałem mistrzem świata. To jest niesamowite. 

Paweł Miziarski, który na metę wbiegł trzeci był zdenerwowany na Węgra, który go “staranował” kajakiem. Co się wydarzyło?
Widziałem tę całą sytuację z Pawłem Miziarskim kątem oka. To działo się na nawrotce. Węgier trochę wepchnął się przed Pawła i go uderzył w dziób. Nie wiem, jak sędziowie na to zareagują. To nie było do końca uczciwe, bo Paweł na tym stracił.

Spodobała Ci się ta dyscyplina i będziesz częściej startować?
Próbowałem już zimowego triathlonu. Startowałem trzy razy. Lubię wyzwania. Jednak quadrathlonie logistyka jest problemem. Kajak wieziesz na dach samochodu. Jeśli to jest w miarę krótka podróż, to pół biedy, ale nie wyobrażam sobie jechać tak gdzieś za granicę. Trzy godzinna podróż z Warszawy dała mi w kość. Miałem wrażenie, jakby ktoś nad głową walił mi młotem pneumatycznym. Tak więc startując za granicą trzeba byłoby ogarnąć wynajem sensownego sprzętu. Logistyka jest bardziej skomplikowana niż triathlonie. Choć jak widać, to jest totalna nisza, skoro debiutant zostaje mistrzem świata.

Cały Twój wyjazd do Bydgoszczy wahał się do ostatniej chwili. Dlaczego?
Bo przez ostatni tydzień czułem się fatalnie. Dzień przed byłem bliski rezygnacji z wyjazdu do Bydgoszczy, zwłaszcza że moja córeczka w dzień startu ma urodziny. Więc bardzo się wahałem, choć potwierdziło się, że samym samopoczuciem przed startem nie należy się przejmować. Wielokrotnie startowałem ze złym samopoczuciem, a wyniki okazywały się dobre. Choć bywało też odwrotnie. 

Czyli wrócisz do domu ze złotym medalem mistrzostw świata w prezencie dla córki?
Na to wychodzi. Cieszę się, tym bardziej, że w sobotę rozmawialiśmy i pytała po co ja to robię. To teraz będę mógł się wytłumaczyć (śmiech).

Co teraz?
Szykuję się na Gdynię (1/2IM). Odważyłem się wystartować jako PRO, choć co prawda forma, jaką zrobiłem na Warszawę, uleciała przez kontuzję i wymuszoną pauzę. Dlatego szukam tej formy na nowo.

Marcin Dybuk

 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X