Rozmowa

Marcin Andrzejewski nie dał się złamać poważnej kontuzji

Zaczął od piłki nożnej. Potem trafił do grupy biegowej. Triathlon pojawił się na studiach. Do tego Marcin Andrzejewski zamienił służbę więzienną na wojsko. Ma ambitne cele m.in.: start na Hawajach.

Od czego zacząłeś przygoda ze sportem?
Moja przygoda ze sportem zaczęła się od piłki nożnej w wieku ośmiu lat. Tata zaprowadził mnie do klubu piłkarskiego.

Oprócz piłki nożnej, z jakimi miałeś sportami do czynienia w szkole podstawowej?
W szkole podstawowej prócz treningów piłkarskich pojawiły się zawody biegowe na stadionie, jak i w przełajach z niezłymi wynikami.

W LO trafiłeś pod skrzydła Wojtka Siewaszewicza. Jakie były cele tej współpracy?
Wykorzystałem sytuację i poprosiłem trenera i wfiste Siewaszewicza o poprowadzenie w przygotowaniu motorycznym pod kątem piłki nożnej.

Do jakiej trafiłeś grupy?
Trafiłem do bardzo mocnej grupy biegaczy między innymi Przemysława Lidmana, który rywalizował w tym czasie z Marcinem Lewandowskim. Wtedy był rekordzistą Polski juniorów na 800 m, a także Marcinem Janiakiem, który później występował na mistrzostwach Europy z rekordem życiowym na 10 km 29:40. Te czasy robiły ogromne wrażenie. Zawdzięczam Marcinowi kilka lat później dużo więcej. Przyczynił się do zmiany munduru, za co będę mu zawsze wdzięczny.

Jak przebiegały treningi?
Treningi były bardzo wymagające. Sam fakt biegania z taką ekipą było super wyznaniem. Nad wszystkim czuwał trener Siewaszewicz. Atmosfera była naprawdę ekstra. Z wielkim sentymentem wspominam ten czas i cieszę się, że trafiłem do takiej grupy.

Jakie doświadczenie wyniosłeś z tej współpracy z trenerem?
Przede wszystkim mądrego planowania treningów i wiedzy jak kształtować każdą z cech motorycznych.

Zobacz też:

Marek Pałysa: Celem jest slot na Utah

Dlaczego nadal sportem numer jeden pozostawała piłka nożna?
Piłka nożna w tamtym czasie była dla mnie wszystkim. Poświęcałem się w 110 procentach.

Jak po latach oceniasz ówczesny potencjał piłkarski?
Uważam, że na pewno nie brakowało umiejętności, ale w sporcie zespołowym często patrzy się przez pryzmat drużyny. Do tego mimo wszystko trzeba mieć dużo szczęścia, jeśli się nie jest kimś wybitnym.

Od 17 roku życia do końca studiów łączyłeś naukę z treningami piłkarskimi i biegowymi. Jak to wszystko godziłeś?
Nigdy nie miałem problemów z nauką. Może to też wynikało z faktu, iż trenowałem szachy w młodym wieku. Często wystarczyło do zaliczenia przeczytanie notatek przed samym egzaminem.

Z perspektywy czasu, czy to było dobre posunięcie?
Nie żałuję niczego. Szkoda, że nie udało się spełnić marzenia z piłką, ale sama walka o marzenia i to, że cały czas byłem w sporcie oraz robiłem to, co lubię, było najlepszym czasem.

Od kiedy w głowie oprócz piłki nożnej pojawił się triathlon?
Triathlon pojawił się na studiach. Jednym z moich wykładowców był Robert Stępniak, który w tamtym czasie przygotowywał się na Kone. Robiło to wrażenie. Wtedy już w głowie pojawiło się, żeby też kiedyś zrobić Ironmana.

Jednak po studiach wyjechałeś na wyspy brytyjskie. Z jakich powodów?
Po studiach nadarzyła się okazja wyjechać do Irlandii Północnej i spróbować tam sił w piłce.

Wszystko układało się dobrze do pewnego momentu. Co się stało?
Początki były ciężkie, inna kultura bariera językowa. Kiedy wszystko zaczęło się układać, przytrafiła się kontuzja podczas meczu.

Jaka?
Wieloodłamkowe złamanie kostki przyśrodkowej. Musiałem wrócić do Polski na operacje.

Co usłyszałeś od lekarza w kwestii kontynuowania kariery sportowej?
Po pierwszej operacji lekarz stwierdził, że przy kontynuowaniu sportu wyczynowego mogę w wieku 30 lat być inwalidą.

Jak zareagowałeś?
Byłem kompletnie załamany, ale nie chciałem się poddać po pierwszej konsultacji. Poszukałem lekarza, który podejmę się postawienia mnie na nogi. Trafiłem do Poznania, gdzie niestety, były potrzebne dwa kolejne zabiegi.

Przeszedłeś w ciągu dwóch lat trzy operacje. Czy pomogły dojść do pełnej sprawności?
Niestety, czas płynął i w tamtym czasie nie doszedłem już do sprawności sprzed kontuzji. Ból i obrzęk pojawiał się po każdej aktywności.

W międzyczasie temat sportu upadł wraz z podjęciem pracy w służbie więziennej. Jak wyglądał tamten okres w Twoim życiu?
Do tej pory czas upływał pod kątem treningów. Poświęciłem się temu na 110 procent. Starałem się podchodzić profesjonalnie. Mało czasu było na wyjścia do miasta itp. Więc był czas, żeby to nadrobić.

Czy miałeś jakiś kontakt ze sportem?
Starałem się cały czas ruszać w lidze szóstek plus siłownia.

Kiedy ból przestał Ci doskwierać?
Ruszałem się, ale ból i opuchlizna notorycznie powracała po dłuższej aktywności. W końcu trafiłem do dobrego fizjoterapeuty. Dolegliwości ustały po 30 roku życia.

W jakich okolicznościach natknąłeś się na triathlon?
Triathlon zaczął się stawać popularny szczególnie w Bydgoszczy, gdzie był Triathlon Bydgoszcz, a także Triathlon Borowno. Przez długi czas przymierzałem się, ale chciałem to zrobić „profesjonalnie”, a nie na zasadzie zrobienia i przepłynięcia „żabką”, czy na rowerze mtb. Aż w końcu jedna osoba mnie zmotywowała. Powiedziała, że już ma dość słuchania, że chcę to zrobić.

Jak wyglądały przygotowania do pierwszego startu?
W styczniu w 2018 roku zapisałem się na triathlon Bydgoszcz ¼. Kupowałem książki o triathlonie. Do tego oglądałem filmiki na YouTube. W kwietniu kupiłem pierwszy rower szosowy z lemondką. Ostatni rower, jaki miałem to bmx, który dostałem na bodajże ósme urodziny. Jeśli chodzi o trening biegowy, to miałem już doświadczenie z wcześniejszych treningów.

Kto Ci pomagał?
Dzwoniłem i o wszystko pytałem Roberta Stępniaka odnośnie sprzętu, jaki wybrać i doboru dystansów pod zawody. Jeśli nasuwały mi się jakieś pytania, to za każdym razem mi odpowiadał. Za to serdecznie dziękuje. Od Roberta biła zawsze pozytywna energia i chęć pomocy.

Zajrzyj do:

Ola Kieda: MŚ IM 70.3 Utah głównym startem 2021

Zadebiutowałeś w 2018 roku w Bydgoszczy Triathlon Bydgoszcz na ¼. Jak było?
Zadebiutowałem w Enea Triathlon  Bydgoszcz na dystansie 1/4 i od razu się zakochałem w tej adrenalinie i rywalizacji, tak naprawdę samym ze sobą.

Czy miałeś obawy związane z wcześniejszą kontuzją?
Byłem już w dobrym treningu. Cały czas jest lekki obrzęk, ale już nie doskwiera ból.

Co było dalej?
Poszedłem za ciosem i wykorzystałem możliwość odkupienia pakietu na 1/2 w Borównie. Do 11 kilometra biegu miałem czas na złamanie pięciu godzin, ale dopadł mnie straszny skurcz uda i skończyłem w 5:15. Na koniec udało się wystartować na 1/4 w klimatycznym Malborku,  do którego będę starać się wracać i udało się zdobyć trzecie miejsce w kategorii z czasem 2:19.

W jakim stopniu zamiana po 10 latach pracy w służbie więziennej na etat instruktora kultury fizycznej i sportu w wojsku pomogła w dalszej przygodzie z triathlonem?
To dla mnie jak wygrana w totka. Przede wszystkim jestem dumny z tego, że udało się zostać żołnierzem kraju o tak pięknej i walecznej historii idealnie pasującej do triathlonu. W przeciwieństwie do służby więziennej mogę się realizować w 100 procentach w swojej pasji, gdzie przełożeni chwalą i doceniają, a nie podcinają skrzydła. Na każdych zawodach z dumą reprezentuję jednostkę.

Jak oceniasz obecny sezon w swoim wykonaniu?
Zrealizowałem plan w 100 procentach. Głównym startem był dystans 1/2 w Borównie i czas w przedziale 4:15-4:20. Udało się zrobić 4:18, czyli poprawa od debiutu w dwa lata o jedną godzinę na tym dystansie. Stanięcie na podium obok „prosów” Kacpra Adama i Tomasza Marcinka daje dużo motywacji. Udało się też zdobyć drugie miejsce open na 1/8 w Ślesinie z czasem 1:01. Mały niedosyt pozostaje po Malborku. Tam celem było złamanie 2:05 na dystansie ¼. Niestety, podczas drugiej fali warunki naprawdę były ciężkie. Do tego podczas etapu rowerowego spadł licznik, przez co straciłem cenny czas i na mecie uzyskałem wynik 2:06. Szkoda, ale najważniejsza świadomość, że byłem przygotowany przy tak wielu czynnikach. Czasem tak bywa. Wisienką na torcie tego sezonu był start w Kościanie i pierwsza wygrana open na dystansie 1/8 i okazja, żeby trzy godziny później tego samego dnia wystartować na ¼. Udało się zdobyć trzecie miejsce w kategorii. Super doświadczenie i możliwość sprawdzenie charakteru i „głowy”.

Jakie wyciągnąłeś wnioski po tym roku?
Nie mam talentu sportowego, ale mam do adaptacji do ciężkiej pracy i jeśli chcę kontynuować progres, muszę iść tym kierunkiem. W ostatnim roku udało się przepłynąć 350 km, na rowerze przejechać 13 tysięcy km i przebiec ponad 2500 km. W następnym roku chcę kontynuować bazę wytrzymałościową, ale w okresach specjalistycznych wejść na wyższą intensywność.

Nie masz trenera, ale możesz liczyć na liczne grono osób. Kto Cię wspiera?
Cały plan treningowy układam sam w oparciu o wiedzę, którą zdobyłem i zdobywam. Jednak w poszczególnych dyscyplinach mam szczęście, że mogę korzystać z rad specjalistów w swoich dyscyplinach. Od pływania dziękuje Łukaszowi Gąsiorowi, niestety pandemia wstrzymała na razie nasze zajęcia. Nieoceniona pomoc w kolarstwie od Wojtka Ziółkowskiego i jego level up w pozycji aero i kilku rad treningowych uczyniła, że na każdych zawodach w splicie rowerowym jestem w top trzy i rywalizuję z „prosami”. W bieganiu przy wątpliwościach kontaktuję się z moim wykładowcą z uczelni Błażejem Stankiewiczem, ogromna wiedza poparta doświadczeniem. Wszystkim bardzo dziękuje, że zawsze chętnie mi pomagają.

Jakie masz ambicje i marzenia związane z triathlonem?
Jeśli chodzi o sferę mentalną, chciałbym się cieszyć tym sportem do momentu, jak zdrowie pozwoli znaleźć złoty środek między byciem ambitnym amatorem, łącząc to wszystko z życiem  codziennym i nigdy nie stracić radości. Jeśli chodzi o cele sportowe, to chcę krok po kroku robić progres. Celem będzie osiągnięcie szczytu formy w 2022 roku na mistrzostwa świata w 1/2 Ironman, które mają odbyć się w Europie. Na pewno zamierzam też zrobić  pełnego Ironmana, ale uważam, że rzucanie się na ten dystans wymaga czasu i przygotowania. Marzeniem jest złamać cztery godziny na 1/2 Ironmana oraz Hawaje, ale to melodia przyszłości.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button