Wiadomości

Małgorzata Otworowska: Bolało, a ja odliczałam kilometry do mety

Od początku kiedy wysłałam zgłoszenie na zawody Ironman 70.3 Marbella wiedziałam na co się piszę – relacjonuje TriathlonLife.pl Małgorzata Otworowska. – Mianowice na trasę kolarską, która ma 1400 m przewyższeń, a to jest bardzo dużo. Nie tyle bałam się podjazdów, bo wiedziałam, że na nich sobie poradzę, co zjazdów. Jak stromy podjazd to i stromy zjazd. Od kiedy jestem mamą dwójki dzieci zapalają mi się kontrolki. Zwłaszcza właśnie na bardzo stromych zjazdach.

Ironman 70.3 Marbella: Otworowska tuż na podium. Szala 11, Czysz 15

Wyprzedzała mężczyzn i się dziwiła

Sam przebieg zawodów zaczynając od pływania. Zdziwiłam się jak łatwo odpłynęłam od pozostałych dziewczyn. Na dobrą sprawę zaraz po wejściu do wody. Nikt mnie nie dotknął w wodzie, ani nie pociągnął za nogę. Wystartowałam dosyć mocno i starałam się utrzymać tempo. Dopływając do boi już minęłam pierwszych panów. Płynęłam przed siebie równym tempem, dalej wymijając mężczyzn. Byłam w lekkim szoku. Po wyjściu z wody okazało się, że jestem dwie minuty!!! za pierwszym zawodnikiem.

 

Góra, dół, góra, dół

Dobieg do boksu, zdjęcie pianki, zabieram kask i biegnę po rower. Trasa kolarska tylko na początku, jakieś 3 km była plaska, później już płasko nie było nigdzie. Na dzień dobry stromy podjazd, który ciągnął się aż do 18 km trasy, z różnym nachyleniem. Po 18 km zaczął się oczywiście ,,zjazd". I tak aż do 50 km było albo pod górkę albo z górki. Po ponad godzinie jazdy minęła mnie Laura Philipo, która odjeżdżała mi na zjazdach. Podjazdy jechałyśmy podobnie. Powrót to wspinaczka na górkę,  z której zjeżdżaliśmy.  Ostanie 18 km ponownie było z górki, a 10 km z tego z mocnymi zjazdami. Tutaj wyprzedziła mnie Nina Derron.

 

Atak skurczy

Dojazd do T2, zejście z roweru i dostałam pierwszy ,,strzał". Bardzo mocny skurcz w udach. Odłożyłam rower, dobiegłam do worków, usiadłam na ławce i zaczęłam masować nogi. Wiedziałam, że nie jest dobrze. Wstałam z ławki gotowa na bieg i kolejny raz spięły się uda. Początek biegu był bardzo ciężki do zniesienia. Ból ud towarzyszył przy każdym kroku. Miałam ochotę stanąć. Wiedziałam, że jestem trzecia i jestem w stanie powalczyć o  druga pozycję, ale mięśnie odmówiły posłuszeństwa. Nie dałam rady przyspieszyć. Każdy kolejny krok był coraz bardziej bolesny. Odliczałam kilometry do końca. Na drugiej pętli wiedziałam już, że nie jestem w stanie dogonić Niny i starałam się utrzymać pozycje. Niestety, biegłam coraz wolniej ze skurczem ud. Ostatnie trzy kilometry przebiegłam siłą woli i chęcią ukończenia zawodów. Zrobiłam to. Dzisiaj bardziej niż z rywalkami walczyłam z głową i wygrałam.

Solidna nauka w debiucie

Był to mój debiut na tym dystansie. Wiele się nauczyłam, ale jeszcze dużo przede mną. Dziękuję trenerowi Tomkowi Kowalskiemu, który nad wszystkim czuwa. Dziękuje teamowi Trinergy za pomoc na miejscu i wszystkim osobom, które trzymały kciuki i mi kibicowały.

 

Czytaj także wrażenia z zawodów Tomasza Szali i Roberta Czysza

 

A co na to wszystko Tomasz Kowalski?

Start oceniam pozytywnie. Do Marbelli podchodziliśmy bez żadnych oczekiwań. To był wyjazd po doświadczenie. W stylu zimowych testów Formuły 1 w Barcelonie . Gosia dała czadu i zostawiła sporo zdrowia na trasie. Jestem z niej naprawdę dumny, a w sezonie będzie szybsza.

 

Tyle trener. Ale jak na Niego to i tak dużo, bo przecież nie raz Marcin Konieczny, trenowały także przez Tomka, powtarzał, że Kowalski w pochwałach to zbytnio wylewny nie jest.  

 

Redakcja Marcin Dybuk
Foto materiały prywatne

 

 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X