Rozmowa

Małgorzata Harasimiuk: Czuję się jak pobita, ale mogło być gorzej

Została potrącona przez samochód podczas treningu rowerowego na Żuławach. Wypadek wyglądał groźnie. Została przetransportowana helikopterem do szpitala. Małgorzata Harasimiuk opowiada TriathlonLife.pl jak do tego doszło i jak się czuje.

Jak się czujesz?
Jak pobita (śmiech). Psychicznie jest dobrze, a fizycznie wszystko mnie boli. Biorę silne środki przeciwbólowe. Finalnie skończyło się na porządnym poobijaniu. Głównie dostał bark. W środku wszystko jest opuchnięte, więc nie udało się w szpitalu sprawdzić stan przyczepów. Czy są na miejscu. Pierwsza uderzenie przyjęła głowa. Lewa skroń. Mam mocny kas, który po uderzeniu pękł. Mocno oberwało także ucho. Jest całe zmasakrowane. Wyglądam, jakbym miała trzy komplety uszu.

Co Cię teraz czeka?
Ucho wyleczy się bez powikłań. Kwestią kilku tygodni jest zejście opuchlizny oraz zagojenie się wszystkich siniaków. Więc największym problemem jest lewy bark. Została mi wykonana tomografia komputerowa. Powiedzieli, że nie widzą żadnych złamań i obraz jest dobry. Natomiast zalecili mi zrobienie USG tego barku po tygodniu, aby zobaczyć, czy przyczepy są na miejscu. Czekam, aż minie ogólny ból. Przykładowo boli mnie tak szyja, że ledwo dźwigam głowę. Choć nie ma dramatu. Na to, co było i jak ta sytuacja mogła się skończyć, to czuję się nieźle. Chirurg, który mnie badał powiedział, że uratował mnie przed większymi “zniszczeniami” umięśniony organizm. Mięśnie zamortyzowały uderzenie i dzięki temu nie doszło do złamań.

Czytaj także: Kolejny wypadek z udziałem rowerzysty. Kolarze mówią dość i organizują akcję


W jakim konkretnym miejscu na Żuławach doszło do tej całej sytuacji?

Na technicznej bocznej drodze wzdłuż drogi S7. Od ronda, z którego skręca się na Cedry w kierunku na Koszwały. To jest długi prosty odcinek z hopką i właśnie wszystko rozegrało się w jej okolicach. Po obu stronach drogi są metalowe barierki do wysokości kolana. Nie ma pobocza. Kiedy kończy się asfalt, to jest rynienka betonowa do spływu wody. Więc nie było miejsca, żeby uciec. Przede mną jechał mąż. Odbił w tę betonową rynienkę, a ja już nie mogłam tego zrobić, bo bym wjechała w niego. Więc wszystko mogło się skończyć dramatycznie przy takiej dużej sile. Próbowałam się wcisnąć pomiędzy męża, który zjechał, a samochód odbijający w ostatnim momencie na drugi pas. Jechał na czołówkę. Auto wyprzedzało traktor po lewej stronie na podwójnej ciągłej. Podobno przyznał się policjantowi, że jeszcze przyśpieszył, bo myślał, że zdąży.

harasimiuk

Zobacz też:

Kierowca zepchnął z drogi trenujących na “szosie” przewodników

W jaki sposób “oberwałaś” w tylne koło roweru?
Mimo, że kierowca odbił na prawo, to przesunęłam się lekko w lewo, próbując przecisnąć się między niego, a mojego męża. W tym momencie samochód zaczął zjeżdżać. Zaczęłam ostro hamować, a on trącił mnie w lewą manetkę, przesuwając na bok rower. Potem machnął mnie przodem tylne koło, a ja przeleciałam przez kierownicę. Tak naprawdę nie miałam fizycznej styczności z autem, bo uderzyło w rower. Przeleciałam przez kierownicę, upadłam na beton głową i zamortyzowałam upadek barkiem.    

To był młody kierowca?
Właśnie nie, to był starszy mężczyzna. Wyglądał na kompletnie nieogarniętego, nawet życiowo. Jednak ciężko ocenić, bo może był w szoku. 

Byłaś sama z mężem na treningu?
Wyjechaliśmy z Kubą rano o ósmej na trening. Była nas chyba siódemka. Przejechaliśmy na Żuławach około 80 kilometrów. W pewnym momencie Kuba się odłączył i wrócił do domu, bo przyjechał na rowerze. My udaliśmy się w kierunku stacji benzynowej, gdzie zawsze parkujemy. Połowa ekipy się odłączyła, a my mieliśmy jeszcze 20 minut treningu. Właściwie kończyliśmy jazdę. Byliśmy 3-4 kilometry przed stacją. Bardzie dziwne, że ten kierowca nas nie zauważył. Nawet policjant był zdziwiony jak dobrze byliśmy oznakowani. Mieliśmy nawet świecące buty. Więc byliśmy bardzo dobrze widoczni na drodze. To jest bardzo ważne, aby być widocznym, tak samo jak ważne jest, aby jeździć w kasku. Podczas treningu na Żuławach mijaliśmy dwóch kolarzy, którzy nie mieli kasków. To nierozsądne. Gdybym ja nie miała dobrego kasku, to moje obrażenia byłby dużo poważniejsze, a może nawet skończyłoby się tragedią. Nie można tego lekceważyć.

Wspominałaś, że czujesz się dobrze psychicznie. Czy będziesz czuć strach przed rowerem?
Nie, absolutnie nie. Na pewno nie można sobie wmówić po takim wypadku, że zostaje nam tylko trenażer. Jesteśmy takimi samymi uczestnikami ruchu jak samochody. Po prostu każdy musi się nauczyć, że ktoś jest wolniejszy na drodze i trzeba poczekać, a potem bezpiecznie wyprzedzić. Nie może być tak, że jesteśmy spychani z drogi.

Czy wcześniej miałaś niebezpieczne sytuacje na Żuławach?
3-4 tygodnie temu samochód mnie wyprzedził i gwałtownie zahamował przede mną. Gdyby nie mój refleks i odbicie w lewo, to skończyłoby się dramatem.

Ile czeka Cię tygodni przerwy?
Ciężko powiedzieć. Do końca musi zostać wykonana diagnoza barku. Na razie nie poruszam mocno ręką. Jedynie mogę machać nogami. Więc na tę chwilę zostanie pewnie trenażer (śmiech) lub pływanie z deską. Zobaczymy, jak to będzie wszystko schodzić. Zazwyczaj szybko goją się na mnie obrażenia, patrząc historycznie. Więc zakładam, że to nie będzie długa przerwa. Zresztą niedługo mamy mistrzostwa Polski na sprincie w Rawie Mazowieckiej (śmiech). Za tydzień mamy wyjazd i mocniejsze treningi. Więc wtedy chciałabym powoli wracać i coś robić.  

Rozmawiał: Marcin Dybuk
foto: materiały prywatne 

Tagi
Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close