Rozmowa

Magda Sudak: Jestem zadowolona z finału B

Zajęła drugie miejsce w finale B podczas mistrzostw Europy w Olsztynie. To dobry prognostyk przed Pucharem Europy w Rzeszowie. Magda Sudak woli jednak nie stawiać sobie zbyt wygórowanych celów.

Czy to raffaello od “Gapy” pomogło na końcówce?
Nie wiem, chyba tak (śmiech). Bardzo pomógł mi doping zgromadzonych kibiców. Słyszenie własnego imienia, czy nazwiska naprawdę pomaga.

Kamil Gapiński, który podczas mistrzostw Europy w Olsztynie był konferansjerem, obiecywał Magdzie wykrzykując to do mikrofonu podczas rywalizacji, że jeśli dobiegnie do mety w pierwszej trójce, to podzieli się z nią raffaello. W sumie to nie wiemy, czy w końcu tak zrobił.  

Jak oceniasz dwa dni zmagań podczas mistrzostw Europy w Olsztynie?
Pierwszy dzień oceniam słabo. Zrobiłam, co mogłam. Niestety T1, która zazwyczaj jest moim atutem, w półfinale mnie zawiodła. Nie pozwoliła mi pojechać w pierwszej grupie. Nie wiem, czy to by coś zmieniło. Mój bieg w ostatnim czasie jeszcze nie jest na najwyższym poziomie. Cieszę się, że udało mi się pokazać w finale B. Z tego wyścigu jestem zadowolona.

Czego Ci jeszcze zabrakło, aby wystartować w finale A?
Szczerze mówiąc, ciężko powiedzieć. Ta strefa zmian dużo zmieniła. Dzięki niej, gdyby udało się pojechać w pierwszej grupie, miałabym większy komfort na biegu. To pokazuje, jak duże znaczenie mają strefy zmian, mimo że trwają najkrócej z całego dystansu.

Czy podczas finału B poszło wszystko po Twojej myśli?
Tak, obydwie strefy zmian były bardzo dobre. Udał mi się też bieg. Myślałam, że przyjdzie słabość po pierwszym kilometrze, a naprawdę czułam się dobrze. Biegnąc, czułam, że jestem w stanie stanąć na drugim miejscu. Choć było kilka momentów słabości.

Zajrzyj do: Zawodnicy GVT aż 12 razy na podium w miniony weekend

Czy na rowerze pracowałyście razem z siostrą?
Każda jechała dla siebie. Szczerze mówiąc, na samym rowerze starałam się trochę markować. Chciałam trzymać się wysoko w grupie, ale nie wychodzić na zmiany, szczególnie kiedy było pod wiatr. Bieg mnie dużo kosztuje, dlatego chciałam oszczędzać siły na niego. Tak samolubnie postąpiłam na rowerze (śmiech).

Jesteś zadowolona ze zdobytego doświadczenia?
Tak, myślę, że nawet tak nierozpieszczająca pogoda jest czymś, czego się uczymy. Głównie trenujemy i startujemy w ciepłym. Nie mamy często takich temperatur. Myślę, że to jest nauka na przyszłość.

Z jakim nastawieniem jedziesz do Rzeszowa?
Mam nadzieję, że z bardzo pozytywnym. Nie chcę też sobie stawiać nie wiadomo jak wysokich celów. Później po starcie przez to jestem niezadowolona. Ciężej jest mi się cieszyć z zawodów. Mam nadzieję, że się nie zestresuję i z przyjemnością wystartuję. A dobry wynik będzie tego konsekwencją. 

Marcin Dybuk

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X