Rozmowa

Maciej Chmura: Nie odpuszczam Poznania

W Bydgoszczy na ćwiartce był czwarty. To był ostatni test Maćka Chmury przed mistrzostwami Polski w Poznaniu. Wspominał też niedawny start w Czechach.

W Bydgoszczy zająłeś czwarte miejsce na 1/4IM. Zadowolony?
Tak i nie. Mówią, że czwarte to najgorsze miejsce. Wtedy mówię zawsze, że piąte wcale nie jest lepsze. Z drugiej strony nie przyjeżdżałem do Bydgoszczy, aby gdybać, tylko żeby wykrzesać z siebie jak najwięcej i porównać się do innych zawodników.

Jak wypadło to porównanie?
Tak, jak się spodziewałem, czyli mogę być z siebie zadowolony, ale nie mam kontroli nad tym, jacy dobrzy mogą być Ci najszybsi.

Tym razem straciłeś trochę do Kacpra Stępniaka. Odczuwałeś jeszcze w nogach start w Czechach?
Jeśli chodzi o ból lub zmęczenie to nie, ale z drugiej strony wiadomo, że trzeba było odpocząć po Czechach i dostosować trening do tego, co wtedy było po tamtych zawodach. Tak naprawdę nie było szans, żebym poleciał coś spektakularnie mocnego w Bydgoszczy. Było nieźle.

Doskwierało jeszcze coś na biegu, jeśli chodzi o Achillesa?
Coś jeszcze czułem, ale jak to mówi mój fizjoterapeuta, to są jedynie bóle fantomowe. To daje sygnał, że miałem kontuzję i żebym uważał, aby to nie wróciło. Czułem ból, ale biegłem swoje. Byłem świadomy tego, jaką mam stratę i nie było sensu gonić.

Startujesz za kilka dni w Poznaniu?
Tak

Udało Ci się namówić Miłosza na start? 

(Maciej i Miłosz długo rozmawiali o zawodach w Poznaniu, w strefie zawodnika podczas Enea Bydgoszcz Triathlon)
(śmiech) Mam nadzieję. Każdy zawodnik ma własne priorytety i pomysły na sezon startowy. Według mnie forma jest chwiejna i nawet kiedy mamy gorszą dyspozycję, to można wstrzelić się idealnie w wyścig i na odwrót. Jeśli ktoś jest przygotowany na cały sezon i nie do końca czuje ten gaz, to jak dla mnie nie ma co się bać, tylko trzeba startować. Może Miłosz chciałby więcej od siebie, tak samo ja, ale nie odpuszczam Poznania.

Z jakimi oczekiwaniami pojedziesz do Poznania?
Po prostu walczyć.

Wróćmy jeszcze do Twojego świetnego startu w Czechach. Jak z perspektywy czasu oceniasz zawody?
Wciąż jestem zdziwiony, że mimo rozgrywania wyścigu w 95 procentach samodzielnie, to chciało mi się tak zmęczyć. Oceniam nieźle, bo wiem też, że gdybym miał przenieść tę formę na inne zawody, to widzę realną szansę na to, żeby zrobić fajny wynik czasowy. Cały czas jest gadka kto złamie 9h na pełnym, a kto 4h na połówce itd. Zawody są zawodom nierówne. Po tylu latach w tym sporcie chciałbym sobie czasami po prostu do CV wpisać fajne czasy. Wiem, że nie o to też chodzi. Można zrobić wyścig na świetnej dyspozycji, a wyjdzie dziewięć godzin. Czasami można też nie popisać się formą, a wypracować 8h.

Co było najtrudniejsze w Czechach?
Dla mnie ten wyścig był o tyle fajny, że mogłem polegać na sobie. Najtrudniejsze było to, żeby zdawać sobie sprawę z tego, że im jest cieplej, tym trzeba luźniej biegać. Bo odwieczne pytanie wielu zawodników przed zawodami brzmi: Jakie mam jechać waty? Jakim tempem pobiec? To zależy od wielu czynników. Kto na zawodach nie potrafił wyczuć organizmu w Czechach, to po prostu mógł nie ukończyć startu. Tam trzeba było zdawać sobie sprawę, że czasami na trasie są pagórki, zmienia się temperatura itd.

Jak będzie wyglądać u Ciebie druga część sezonu?
Po Poznaniu szykuję się pod długi dystans. Po drodze wystartuję w cross tri w Bielawie. Następnie połówka w Borównie. Trzy tygodnie później Challenge Almere-Amsterdam.   

Marcin Dybuk 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X