Rozmowa

Łukasz Dąbrowski i jego powrót do triathlony po zderzeniu z autem

Zaczynał od koszykówki. W triathlonie jest dzięki koledze ze studiów. W zeszłym roku był w życiowej formie, ale uległ wypadkowi na rowerze. Obecnie Łukasz Dąbrowski marzy o MP w AG oraz o starcie w ME.

Jakim byłeś dzieckiem?
Od najmłodszych lat byłem dzieckiem, które nie mogło usiedzieć w jednym miejscu. Koszykówka to był zabieg moich rodziców na ujarzmienie mojej energii.

Dlaczego akurat wybrałeś koszykówkę w wieku 10 lat?
W koszykówkę grał mój starszy brat i bardzo mi się podobał ten sport. Dodatkowo w mojej szkole podstawowej funkcjonował i nadal działa bardzo dobry Uczniowski Klub Sportowy Pivot Piastów. Więc wybór był prosty. Piłka nożna, czyli inny możliwy wybór w moim mieście mnie nigdy nie interesowała w przeciwieństwie do moich kolegów. Obecnie jestem fanem tej dyscypliny, ale w wydaniu moich dwóch synów.

Czy wiązałeś przyszłość z tym sportem?
Czy konkretnie z tym? Możliwe. Lata 90 to był czas boomu NBA na całym świecie i w Polsce. Więc każdy chciał być Michaelem Jordanem, czy Magiciem Johnsonem. Tak naprawdę odkąd zacząłem się bawić w sport, to myślałem, żeby zostać trenerem i nauczycielem W-F.

Na jakie grałeś pozycji?
Na pozycji rozgrywającego, czyli tzw. jedynka. Moje 181cm wzrostu predestynowało mnie do tej pozycji. Poza tym byłem dość szybki i skoczny.

Do kiedy trwała ta przygoda?
Do pierwszego roku studiów. Niestety, ale studia dzienne i codzienne dojazdy spod warszawskiego Piastowa do Warszawy na zajęcia i treningi w AZS AWF w Warszawie nie sprzyjały nauce. Więc musiałem zakończyć tę wieloletnią przygodę.

Co było dalej ze sportem?
Po studiach przez około osiem lat grałem w tenisa. To był sport o tyle komfortowy, ponieważ mogłem sam ustalać godziny sparingów, a towarzyszem na korcie był mój dobry kolega.

Czy od samego początku polubiłeś bieganie lub pływanie?
Absolutnie nie. Nie lubiłem ani pływać oraz długo biegać. Wszystkie zaliczenia na studiach szczególnie pływackie nie były dla mnie miłym doświadczeniem.

dąbrowski

Zobacz też:

Natalia Bihun: Kolejny sezon z nowym trenerem

Jak to się stało, że znalazłeś się w sporcie wytrzymałościowym i indywidualnym?
Mój przyjaciel ze studiów, były pływak postanowił postawić kroki w triathlonie od razu od dystansu pełnego IM. Na tyle go to w owym okresie pochłonęło i zafascynowało, że i ja zacząłem się tym interesować. Finał tego jest taki, że on po dwóch sezonach i dwóch startach na dystansie długim zawiesił buty na kołku, a ja bawię się w to od 2015 roku. Pamiętam, jakby to było dziś, jak mówił „żebym uważał, że triathlon w ciąga”. Teraz już wiem, co miał na myśli.

Zadebiutowałeś w 2015 roku na 1/4IM. Jak wrażenia?
Było bardzo ciężko. Przede wszystkim nie byłem przygotowany do tego startu. Po skończonym biegu prawie umarłem i myślałem, że to wszystko chyba nie dla mnie.

Czy mimo wszystko tym startem zaraziłeś się triathlonem?
To jest chyba najpiękniejsze w tym sporcie. Im trudniej, tym człowiek bardziej się angażuje i chce więcej.

Jak wyglądały Twoje treningi przez pierwsze lata?
Przez pierwsze lata najpierw sam rozpisywałem sobie treningi, jeśli to można tak nazwać.  Później, żeby to bardziej usystematyzować, korzystałem z jednej z popularnych platform treningowych.

Dlaczego zdecydowałeś się na współpracę z Adrianem Zarzeckim w 2018 roku?
Z Adrianem poznałem się na obozie tzw. „majówce w Szklarskiej” organizowanej przez Trinergy. Adrian był trenerem wspomagającym Tomka i Olgę Kowalskich, a ja byłem w jego grupie kolarskiej. Wtedy zobaczyłem, co to znaczy prawdziwy trening i jak go robić, żeby rozwój był szybszy i bardziej efektywny. To był ten moment, kiedy poczułem, że indywidualna opieka trenerska to jest właśnie ten kierunek, którego potrzebuję.

Jak przebiega ta współpraca?
Według mnie dla trenera i zawodnika pierwszy rok współpracy jest bardzo trudny,  ponieważ każdy musi siebie poznać. Zweryfikować swoje cele, umiejętności i predyspozycje. Dopiero po tym czasie sam dobór jednostek i współpraca wchodzi na wyższy poziom. Jestem typem zawodnika, który w 100 procentach wykonuje zaplanowane treningi. Więc myślę, że nie sprawiam problemów treningowych Adrianowi.

Sezon 2019 zapowiadał się dla Ciebie udanie. Jakie osiągałeś wyniki?
Zdążyłem wystartować tylko w jednych zawodach Garmin Iron Triathlon w Ślesinie na dystansie 1/8 IM. Moi celem było zdobycie podium w grupie wiekowej w klasyfikacji generalnej cyklu. Zaczęło się bardzo obiecująco, czyli od dziewiątego miejsca open i drugiego w grupie wiekowej. To był mój najlepszy start ze wszystkich lat. Można powiedzieć, że czułem życiową formę.

Jednak podczas treningu rowerowego potrącił Cię samochód. Co dokładnie się stało?
Samego zderzenia z samochodem nie pamiętam. Natomiast kierowca jadący z naprzeciwka mnie nie zauważył i wykonał manewr skrętu w lewo. Niestety, tak niefortunnie, że gdy to zrobił, to byłem już tuż przed jego maską. Zdążyłem tylko pomyśleć, że już nic nie mogę zrobić. Kolejny moment, jaki pamiętam, to już stan, kiedy leżałem na asfalcie z kamieniami i szkłami w całym ciele. Z relacji świadków i zdjęć policji wiem, że pierwsze uderzenie poszło w prawe nadkole samochodu, po czym odbiłem się od przedniej szyby i wylądowałem na asfalcie.

Jakich doznałeś obrażeń?
Można powiedzieć, że miałem dużo szczęścia w tym nieszczęściu, ponieważ oprócz licznych powierzchownych obrażeń skończyło się na naderwaniu mięśnia czworogłowego. Ratownicy i lekarzy wielokrotnie podkreślali, że mogło się to skończyć dużo gorzej, a tamten stan zawdzięczam szczęściu i mojemu wysportowanemu ciału.

Co Ci uświadomił ten wypadek?
Na pewno to, że ludzkie ciało nie ma żadnych szans w zderzeniu samochodem oraz w jednej chwili jesteś zdrowy i wysportowany, a za kilka sekund może już mnie nie być. Nigdy nie wsiądę na motocykl, a miałem takie plany.

Jak wyglądała Twoja rehabilitacja i powrót do treningów?
Przez pięć miesięcy chodziłem na rehabilitację i wykonywałem sam ćwiczenia w domu. To był  dość żmudny proces, ale wiedziałem, że tylko tak mogę wrócić do pełnej sprawności.

W jaki sposób przebiegały pierwsze treningi po tej przymusowej przerwie?
Trzy miesiące po wypadku zacząłem stawiać pierwsze kroki na pływalni, pływając tylko na samych ramionach. Po czterech miesiącach wróciłem do marszobiegów, czyli uczyłem się biegać od nowa.

Czy od momentu wypadku masz obawy przed treningiem kolarskim?
Zdecydowanie tak. Pierwsze treningi na zewnątrz kosztowały mnie wiele stresu szczególnie wtedy, kiedy mijałem jakieś większe skrzyżowanie. Każdy pisk opon, czy bliski przejazd samochodu wręcz paraliżował mnie. Początkowo celowo omijałem miejsce, gdzie miałem wypadek, ale postanowiłem się zmierzyć z moim potworem. Ostatecznie zdobyłem KOMa na Stravie na odcinku pośrodku, którego było miejsce tego zdarzenie. Na pewno wzmocniło to moją psychikę.

dąbrowski

Czytaj także:

Karolina Jahnz: W Kościanie zakończyłam sezon

Co Cię motywowało do powrotu do formy przed wypadkiem?
Miałem w głowie tylko jeden cel – zrobić wszystko, by wrócić do formy sprzed wypadku. Taką myśl miałem w każdej chwili zwątpienia.

Jak wyglądał tegoroczny rok startowy?
Był bardzo zaskakujący, ale wiedziałem, że jestem do niego dobrze przygotowany. Oprócz przymusowego przestoju związanego z zamknięciem pływalni wszystkie treningi wykonywałem w punkt. Po premierowym starcie w jednych z pierwszych imprez triathlonowych w Polsce w 2020 roku, czyli GIT w Gołdapi, który nie wypadły idealnie przez moje błędy żywieniowe, było już tylko lepiej. Od 12 miejsca open właśnie w Gołdapi na dystansie 1/8 poprzez Ślesin i Nieporęt zakończyłem rywalizację na drugiej pozycji open w Płocku. Wycofanie się w ostatniej chwili Tomka Kowalskiego, czyli lidera prowadzącego w klasyfikacji po trzech zawodach GIT dało mi spokojną głowę i kontrolę podczas całego wyścigu. Moim celem było tylko dojechać do T2 bez żadnych przygód na rowerze. Gdy zacząłem biec, wiedziałem, że będzie już dobrze.  Sumarycznie całą klasyfikację Garmin Iron Triathlon na dystansie 1/8 IM zakończyłem na pierwszym miejscu. To jest jak do tej pory moim największym sukcesem. W międzyczasie wystartowałem jeszcze podczas moich ulubionych zawodów w Gdyni na dystansie sprinterskim. Tam zająłem szóste miejsce open i drugie w AG.

W jaki sposób sytuacja pandemiczna pokrzyżowała Twoje pierwotne plany?
Oprócz skasowania ze względów pandemicznych jednych zawodów w Brodnicy i przesunięcia Gdyni z sierpnia na wrzesień to reszta była bez zmian. Tam, gdzie zaplanowałem,  wystartowałem.

Jak będzie wyglądać u Ciebie roztrenowanie?
Właśnie mija pierwszy tydzień roztrenowania. Na razie głównie poświęcam się rodzinie i pracy. Kupiłem też słoik Nutelli, z którą nie miałem przyjemności prawie od roku. Więc traktuję to jako pełne rozluźnienie. W ramach relaksu i rozluźnienia byłem też dwa razy w  saunie.

Czy masz już ułożony plan na przyszły sezon?
Bardzo wstępny. Planuję spotkanie z moim trenerem Adrianem Zarzeckim i wtedy rozpiszemy cały plan działania co do startów i strategię treningów. Na pewno poprzeczka będzie postawionej wyżej.

Jakie masz ambicje oraz marzenia związane z triathlonem?
Lubuje się w krótkich dystansach. Więc idąc w ślady mojej koleżanki ze studiów Agnieszki Kropiewnickiej podwójnej Mistrzyni Polski, pojawia mi się w głowie marzenie o medalu MP w AG na dystansie sprinterskim i awans na mistrzostwa Europy. Jak będzie, czas pokaże.

Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button