Rozmowa

Liga pływacka także dla triathlonistów. Gracjan Topczewski zdradza szczegóły

Pod koniec zeszłego roku zerwał Achillesa. Powrócił do sportu w zadziwiającym tempie i już zaliczył pierwsze starty. Gracjan Topczewski w czasie kontuzji wymyślił nowe zawody, także dla triathlonistów. 

Po zerwaniu Achillesa bardzo szybko wróciłeś do startów. Jak to możliwe?
Cieszę się, że tak szybko wróciłem. Nie na darmo mam ksywę Hulk (śmiech). Wszystko szybko się goi na mnie ;). Lekarz był zdziwiony, że Achilles tak szybko się zregenerowało i w takim tempie mogłem wznowić jakiekolwiek treningi.

W jakich okolicznościach doznałeś kontuzji?
Zerwałem Achillesa z głupoty, na tenisie ziemnym, w grudniu ubiegłego roku. Wszyscy mówili, że mam wyjęty rok z życia. Po tygodniu zapytałem lekarza, czy mogę pływać. Wchodziłem o kulach do basenu. Przepływałem pięć kilometrów bez odpychania się od ścianki. Później rehabilitację realizowałem na bieżąco, a następnie wsiadłem na rower stacjonarny. Kręciłem 20-25 minut, zanim pojawił się pierwszy ból. Chodziłem trzy miesiące w ortezie i o kulach. Potem lekarz powiedział, że mam odstawić ortezę i mogę truchtać. Przebiegłem cztery kilometry w tempie 8:12. Rozpłakałem się ze szczęścia. Teraz udaje mi się pokonywać kilometrówki po 3:38. Mimo wszystko brakuje mi tych sześciu miesięcy normalnego treningu. 

Planujesz jeszcze starty w tym sezonie?
Start w Bydgoszczy był moim ostatnim w sezonie. Może jeszcze w Borównie zrobię sprint bez napinki.

Jesienią od nowa treningi, aby przygotować się do Hawajów, na które masz przecież slota?
Zobaczę, jak z tym będzie (śmiech). Trochę miałem przemyśleń w czasie kontuzji i doszedłem do wniosku, że jest życie poza treningami. Nagle uwolniło się 18 godzin w tygodniu. Więc dom został odpicowany, ogród ogarnięty. Zrodziły się nowe pasje. Nawet teraz nie mam sprzętu. Pod koniec roku zamówiłem nowy rower. Miał być w kwietniu, a teraz we wrześniu. Startowałem na rowerze, który sprzedałem, a który został mi wypożyczony. 

Nie próżnowałeś podczas kontuzji. Zrodził się nowy projekt. Zdradź proszę szczegóły…
Chcemy stworzyć ligę pływacką, podczas której będzie można rywalizować na czterech dystansach: 50, 100, 200 i 400 jardów (jard = 0,9144 metra dop. red.). Będzie klasyfikacja wiekowa, co dziesięć lat plus klasyfikacja generalna open. Cykl rozpoczyna się w listopadzie, a kończy w kwietniu. Chcemy, aby to było w stylu amerykańskim, jak ich ligi akademickie. Amatorzy będą mogli się pościgać na dynamicznych dystansach, bo jednak krótkich. Elektroniczny pomiar czasu, fotokomórki, wyniki live na świetlnej tablicy, wszystko co oferuje nasz obiekt Astoria w Bydgoszczy. 

Czy jeden zawodnik będzie mógł rywalizować podczas zawodów na każdym dystansie? 
Dokładnie. Jeden zawodnik może startować na każdym dystansie i zdobywać punkty do kwalifikacji. Zależy nam na stworzeniu imprezy, która będzie dynamiczna i spektakularna. Aby dużo się działo. 

Kogo spodziewacie się na tego typu zawodach? 
Każdego. Od pływaka rekreacyjnego, bo zainteresowanie pływaniem rośnie. W tym roku Astorię odwiedza dziennie nawet 1000 osób. Ponadto ligą zainteresowani są mastersi, czy triathloniści. Każdy, może skorzystać, kto monotonię treningową będzie chciał urozmaicić startem w zawodach, spotkaniem z innymi osobami, porównaniem czasów, sprawdzeniem czy jest progres. Gwarantujemy fajną oprawę ligi podczas, której zawodnicy będą mogli się poczuć jak na profesjonalnych zawodach.

Czy liga będzie zawodami cyklicznymi, czy dopiero po pierwszym sezonie podejmiesz decyzję? 
Myślę, że tak jak triathlon pod dachem sprawdził się w Bydgoszczy tak samo będzie z ligą pływacką. To zawsze jest urozmaicenie długich jesienno-zimowych wieczorów i skrócenie oczekiwania na sezon startowych w triathlonie. 

Rozmawiał: Marcin Dybuk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X