Rozmowa

Kuba Birecki: Odliczam dni do MŚ w Utah

Zajmował się kajakarstwem przez 12 lat. Potem postawił na triathlon. Obecnie Kuba Birecki trenuje też innych, a sam przygotowuje się do MŚ w Utah.

Dlaczego zdecydowałeś się na zajęcie się kajakarstwem?
W podstawówce chciałem trenować jakąś dyscyplinę sportu, ale nie miałem kompletnie pomysłu, co konkretnie chciałbym robić. Próbowałem z karate potem z piłką nożną. Jednak to nie było to. Mój tata przez wiele lat trenował kajakarstwo. Pokazał ten sport mojemu starszemu bratu, a potem mi. Szybko mi się spodobał ten wysiłek. W ten sposób zostałem na prawie 12 lat.

Jak przebiegała Twoja kariera?
Szybko zauważyłem, że najbardziej rajcuje mnie ciężka praca i długie dystanse. Specjalizowałem się głównie na dystansie 1000 metrów oraz w wyścigach długodystansowych (10 000m i maratonach kajakowych). Co roku skupiałem się na jak najwyższej pozycji podczas mistrzostw kraju. Jednak nigdy nie przebiłem się do rangi Pucharów Świata, czy mistrzostw świata.

Co należało do największych sukcesów?
W kajakarstwie nie odniosłem jakiś spektakularnych sukcesów. Wielokrotnie startowałem w finałach mistrzostw Polski zarówno sam (K-1) oraz w osadzie, ale nigdy nie zdobyłem medalu. Kilkukrotnie kończyłem mistrzostwa na 4, 5, czy 6 lokacie.

Zajmowałeś się kajakarstwem przez 12 lat. Jak zmieniała się sama dyscyplina przez ten czas?
Podczas mojej przygody z kajakarstwem zmienił się przede wszystkim sprzęt. Kajaki stawały się coraz węższe i coraz lżejsze. Ponad pięciometrowa łódź ważyła około 12 kilogramów. Zaczynałem pływać na drewnianych wiosłach, następnie na wiosłach z włókna węglowego. Niestety, myśl szkoleniowa wielu trenerów nie ewoluowała wraz ze sprzętem.

birecki

Zobacz też:

Robert Gudowski: Inspiracją dla Karkonoszmana był Norseman

Dlaczego postanowiłeś zakończyć przygodę z tym sportem?
Z powodu braku rozwoju. Wylewałem na treningach litry potu, ale nie było pożądanych efektów. Uważam, że byłem źle prowadzony, dlatego moje wyniki zaczęły się cofać. Straciłem przez to motywację i chęć do poważnego trenowania.

Co było dalej?
Długo nie potrafiłem usiedzieć w jednym miejscu. Sporo trenowałem na siłowni, trochę biegałem.  Zaczęło brakować rywalizacji. Po kajakarstwie miałem silne ręce, do dziś silniejsze niż nogi. Więc wystartowałem w kilku małych zawodach: wyciskanie sztangi, siłowanie na rękę. Fajna sprawa, ale chciałem czegoś, gdzie mogę się porządnie zmęczyć.

W 2013 roku wystartowałeś w triathlonie w Poznaniu. Dlaczego zdecydowałeś się na ten start?
Rok wcześniej zacząłem trochę czytać o triathlonie. Stwierdziłem, że to może być, czego szukam. Chciałem znaleźć jedną z większych imprez, żeby była duża konkurencja. Na poznańskim torze kajakowym startowałem przez wiele lat. Więc miałem sentyment do tego miejsca.

Jak wyglądały przygotowania do debiutu?
Przygotowania były mocno nieprofesjonalne w porównaniu z tym, jak trenuję dziś większość. Chodziłem raz w tygodniu na basen i trochę biegałem. Kupiłem pierwszą w życiu szosówkę. Trenowałem bez konkretnego planu. Używałem tylko stopera na bieganiu i licznika rowerowego.

Jak przebiegał sam start?
Na pływaniu startowało na raz prawie 750 zawodników. W wodzie dostałem parę razy w zęby, w oko, byłem podtapiany. Spodobało mi się to! Wszystkie dyscypliny robiłem kompletnie bez planu, na 100 procent możliwości. Wsiadłem na rower i zacząłem wyprzedzać sporo zawodników. Okazało się, że miałem 38 czas roweru. Potem został bieg, na którym ledwo dobiegłem do mety. Zająłem 45 miejsce z czasem 2:29.

Co było dalej?
Zakochałem się w tym sporcie. W kolejnych sezonach starałem się często startować na dużych imprezach. Słuchać bardziej doświadczonych, żeby poszerzać wiedzę z zakresu treningu. W 2014 roku zacząłem współpracę z pierwszym trenerem.

W 2016 roku otworzyłeś grupę GT KONA. Dlaczego zdecydowałeś się na taki ruch?
W Opolu co jakiś czas zgłaszał się do mnie ktoś o poradę lub chęć wspólnego treningu. Było kilku chętnych na wspólne trenowanie. Więc otworzyliśmy klub GT KONA.

Jak wygląda działalność grupy?
Prowadzę treningi grupowe cztery razy w tygodniu. Często startujemy większą ekipą na zawodach. Trenuję też zawodników z grupy indywidualnie. Jesteśmy taką ekipą, która razem trenuje, grilluje i startuje. Często spotykamy się też poza treningami.

Dwa lata później rozpocząłeś współpracę trenerską z Rafałem Chomikiem. Jakie były powody ten decyzji?
W 2018 roku wymyśliłem, że w kolejnym sezonie chcę starać się o kwalifikację na MŚ IRONAMN 70.3. Stwierdziłem, że nie mam już czasu na popełnianie błędów w przygotowaniach. Stale poszerzałem wiedzę, ale uświadomiłem sobie, że od Rafała mogę nauczyć się dużo więcej. Poza tym będzie bardziej obiektywny w ocenie treningów niż ja.

Jak wygląda współpraca?
Rafał wprowadził sporo zmian. Współpraca była strzałem w dziesiątkę. Jestem zadowolony z postępów. Na pierwszej rozmowie wspomniałem, że chcę starać się o przepustkę na MŚ. Rafał powiedział, że mam szanse. Nie pomylił się.

W tym roku w Gdyni udało Ci się wywalczyć slota na MŚ w Utah. Jak przebiegał sam start?
Do Gdyni jechałem „na zaliczenie”. Nie spodziewałem się fajerwerków, bo kompletnie nie wiedziałem, gdzie jestem z formą. To był dziwny sezon i chciałem go po prostu szybko zakończyć. Jedyne, na czym się skupiałem, to realizacja założonego planu na ten start. Pływanie potraktowałem rozgrzewkowo. Na rowerze trzymałem się głównie tętna. Czułem się wyśmienicie. Na pierwszym kilometrze biegu przy trasie stała moja żona. Powiedziała, że wygrałem w kategorii etap rowerowy. Po kilku kilometrach stał trener. Powiedział, że jestem drugi w kategorii. Wtedy poczułem radość i stres. Na sześć kilometrów przed metą zaczęły łapać mnie skurcze. Bałem się tylko, że na sam koniec stracę miejsce, które gwarantuje kwalifikację. Na mecie okazało się, że skończyłem drugi. To był po prostu raj!

birecki

Zajrzyj do:

Milena Budrewicz dama w triathlonie

Czy start w Gdyni był najlepszy w tym sezonie?
Najlepszym i w sumie pierwszym. Startowałem też w Kórniku, ale zszedłem z trasy, bo nie poradziłem sobie z temperaturą.

Potem wystartowałeś jeszcze w MP w Płocku na ½, jednak nie możesz zaliczyć tego startu do udanych. Dlaczego?
Tak. Po zawodach w Gdyni Rafał zaproponował start w Płocku. Miałem już spokojną głowę, a formę jeszcze wysoką. Niestety, na początku trzeciej pętli roweru wybiegła mi wprost pod koła dziewczynka. Nie było już czasu na żaden manewr i uderzyłem w nią. Przekoziołkowałem przez rower i spadłem na asfalt. Pozbierałem się i wsiadłem na rower. Jednak okazało się, że przerzutki nie działają i pękła kierownica. Etap rowerowy jechałem tylko na zaliczenie. Teraz uważam, że to było bez sensu. Wyszedłem na bieg, ale to już nie było, czego bym sobie życzył.

Obecnie przygotowujesz się do IM 70.3 Wenecja. Jak przebiegają treningi?
Do Wenecji zapisałem się kilka miesięcy temu, żeby właśnie tam starać się o kwalifikację. Jednak udało się zdobyć slota w Gdyni. Więc do Wenecji jadę ścigać się o jak najlepszy wynik i na wakacje. Treningi do nowego sezonu dopiero rozpoczynam, ale na razie mogę trenować tylko bieganie i na basenie. Na razie nie mam roweru, ponieważ nie da się na nim jeździć po wypadku w Płocku. Kupiłem go pod koniec lipca, bo złamałem poprzedni. Na nowym złamałem kierownicę. Nikt na razie nie chce zapłacić mi za naprawę. Jednak mam nadzieje, że w Wenecji będę miał, na czym startować.

Czy myślisz już o kolejnym sezonie?
Sporo myślę i już nie mogę się go doczekać. Do wyjazdu na mistrzostwa świata odliczam już dni.

Czy MŚ w Utah będą najważniejszymi zawodami w kolejnym roku?
Tak. Nie mam na razie konkretnych planów co do tego startu. W Utah chcę być z siebie zadowolony, a reszta potoczy się sama.

Co chciałbyś osiągnąć w triathlonie?
Chcę stale się rozwijać, poprawiać wyniki i pogłębiać wiedzę. W triathlonie chciałem być trochę ponad przeciętny i do tego dążę w każdym sezonie.

Jakie masz marzenia związane z triathlonem?
Marzeniem był start na mistrzostwach świata IRONMAN 70.3 i start na mistrzostwach świata na Hawajach. To pierwsze się już spełniło.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button