Rozmowa

Koleżeńska rywalizacja w dobrych humorach

Jacek Krawczyk i Sergiusz Sobczyk walczyli razem w mistrzostwach Polski na 1/2IM. Pierwszy z nich zwija już graty w tym sezonie. Drugi walczy o marzenia i medal mistrzostw świata. 

Zadowolony z czwartego miejsca w mistrzostwach Polski na średnim dystansie?
Jacek Krawczyk:
Tak naprawdę przed zawodami ten wynik wziąłbym w ciemno. Nie ma co się tutaj oszukiwać, patrząc na to, że miałem dwa tygodnie przerwy po Gdyni. Potem następowały próby treningu przez kolejne 14 dni. Początki były trudne. Nie mogłem do końca naprostować ręki. Wynik poniżej czterech godzin bardzo mnie cieszy. Choć chciałoby się więcej, bo plany były takie, żeby po Gdyni pojechać na obóz i trochę mocniej przetrenować przed Poznaniem. Niestety takie życie.

Wróćmy na chwilę do Gdyni. Co tam się stało?
JK:
Wjechałem w dziurę. Podbiło mi ręce i spadły mi ramiona z lemondki i wywinąłem się nad rowerem. Przyjrzałem się asfaltowi z bliska.

Jakie były efekty tego zdarzenia?
JK:
Chwilowa utrata przytomności, poszlifowane ręce, co jeszcze trochę widać. Przetarty bark i kolana. Było podejrzenie połamania barku. Dlatego zabrali mnie do szpitala. Miałem prześwietlenia. Na szczęście obyło się bez złamania kości.

Sergiusz, w Poznaniu skończyłeś za Jackiem. Jesteś zadowolony ze startu?
Sergiusz Sobczyk
: Finalnie tak, było dużo przygód. Taki jest triathlon. Miałem przerwę na „toaletę” w krzakach na bieganiu. Finał był fajny, bo dobrze czułem się na biegu. Mimo tych przygód czułem się mocny. Wierzyłem w to, że dogonię Jacka, bo widziałem, że trochę łapie bombę. Pomyślałem, że może się uda. Finalnie różnica była 40-50 sekund. Cały czas jest dużo pracy. Są lepsze i gorsze starty. Cały czas idziemy do przodu, do Utah. Mam nadzieję, że tam wszystko wyjdzie dobrze.

Podtrzymujesz, że jedziesz do Utah po medal?
SS:
Tak, bardzo w to wierzę. Nie bawię się w półśrodki. Jadę z myślą o medalu. Jeśli to się uda, to przejdę do PRO. Wiem, że będę z tego dumny.

A jak się nie uda?
SS:
Działam dalej w amatorach, aby zdobyć medal. Musi być spełnione marzenie. To jest taki wyznacznik. Zobaczymy, jak wyjdzie. Robię wszystko, żeby było dobrze.

Nie poszedłeś do szkoły w tym roku.
SS:
Tak, ten wrzesień był inny niż do tej pory (śmiech).

Musiałeś dziwnie się czuć pierwszego września.
SS:
Tak, zgadza się. Nie ukrywam, że trochę tęsknię. Praca w szkole była częścią mojego życia. Pracowałem jako nauczyciel z pasji. Ciężka jest taka decyzja, ale wiem, że lepsza dla mnie. Może kiedyś wrócę.

Jacek, czeka Cię jeszcze coś w tym sezonie?
JK:
W tym sezonie już nic. Musiałbym wyjechać za granicę, ale nie mam takiej możliwości. Kwestia urlopu w pracy itd. Jest to nie do ogarnięcia dla mnie. Teraz chwila odpoczynku i roztrenowanie.

Ile trwa roztrenowanie u Ciebie?
JK:
Myślę, że około miesiąca. Będę się ruszać, ale bez większego planu.

Jakbyś ocenił ten sezon?
JK:
Myślę, że to są góry i doliny. Przerósł moje oczekiwania. Zaczynałem przygotowania w grudniu z myślą, że będę w drugiej części polskiej stawki i kręcił się w okolicach czterech godzin na 1/2IM. Z każdym startem udowadniałem sam sobie, że można coraz lepiej. Powodem do dumy może być start w Suszu, który myślę, że zrobiłem prawie bezbłędnie. 

Czyli jak Sergiusz powiedział, w przyszłym sezonie będzie jeszcze lepiej?
JK:
Mam taką nadzieję.
SS: Jacek ma potencjał gigantyczny, musiał kiedyś wrócić.

Marcin Dybuk

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X