Wiadomości

Kim jest Adrian Kostera?

Trenuje, pracuje i mieszka na co dzień w Holandii. Specjalizuje się w długich dystansach. Adrian Kostera ma ambitne cele.

Triathlon pojawił się w jego życiu, kiedy był na życiowym zakręcie. Sam podkreśla, że szukał sposobu, aby popracować nad wadami. I tak się zaczęła ta przygoda.

– Od 15 lat nie potrafiłem przestać palić papierosów. Czułem się zniewolony i upodlony za każdym razem, gdy obiecałem sobie lub żonie, że przestanę palić. A kilka godzin później chowałem się z papierosem i gumą do żucia. Towarzyszyło mi poczucie, że skoro nie mam władzy nad życiem, to nic w nim nie osiągnę. Pewnego dnia otworzyłem internetową księgę Rekordów Guinessa. Szukałem sposobu na zaznaczenie istnienia oraz czegoś, co pozwoli mi pracować nad sobą. Natrafiłem na Ironman Cowboy i jego wpis o 50 Ironmanach w 50 dni – opowiadał Adrian Kostera w rozmowie z TriathlonLife.pl. – Wtedy pomyślałem, że zrobię ich 100. Jednak nigdy wcześniej nie uprawiałem sportu. Nie wiedziałem co mnie czeka. Nie potrafiłem nawet pływać. Tego dnia wyszedłem na dwór i przebiegłem sześć kilometrów. Następnie naszkicowałem plan na kolejne dziesięć lat. W pierwszym roku było założenie, żeby biegać, jeździć i pływać. Na początku nie miałem roweru. Trenowałem na siłowni na spiningu. Na basenie w pierwszych tygodniach pływałem przy murku. Przełamywałem, aby zanurzyć głowę. W pierwszym roku przygody z triathlonem przeczytałem setki książek, artykułów i prac naukowych.

Godzenie sportu z triathlonem

Na co dzień Kostera pracuje w szklarni w Holandii, w firmie Rotjes Young Plants. W jaki sposób znajduje czas na sport?

– Pracuję w godzinach 6-17 i w weekendy. W ciągu roku trenuję od poniedziałku do piątku 60-90 minut dziennie. W soboty około 2-3 godziny, a w niedziele od dwóch do 12 godzin. Najczęściej czas potrzebny na trening, pracę i dojazdy próbuję zespolić w jeden blok. To sprawia, że wszystko trwa znacznie krócej. Zazwyczaj jadę rowerem rano do pracy, a potem nad jezioro. Po pływaniu wracam do domu. W ten sposób kończę trening i pracę o 19 – opisuje treningowy dzień Kostera.

Do obowiązków w grudniu ubiegłego roku doszły kolejne. Adrian został ojcem.

Adrian Kostera: Pierwsze święta z synem

Zmiany po Colmar

– Pracuję od 6 do 17. Po pracy priorytetem jest dom. Kiedy w domu wszyscy zasną, najczęściej około 21, wtedy ruszam na trening. Domownicy nic nie tracą, a ja krócej śpię. W weekendy, kiedy mam 24 godzinny trening wiele godzin biegam z wózkiem. I nie tak dawno mój półroczny syn został pośrednio ultra-maratończykiem. Wytrzymał w wózku w dobrym nastroju 45 kilometrów biegu. Mogę dodać, że mam talent do przyrządzania siedmiu – cztery dla mnie i trzy dla żony – pełnowartościowych posiłków. Zajmuje mi to pół godziny, po przebudzeniu.

Śpię średnio pięć godzin dziennie, często mniej. Po 21 wieczorem idę na trening. Gdy wrócę, to zajmuję się układaniem treningów dla innych albo diety. Poświęcam też czas na naukę. Zwykle po północy idę spać, a budzę się o piątej. Na szczęście lata zainwestowane w sport, w kształcenie się wraz z żoną na trenerów i dietetyków przynosi efekty.

Prowadzę w tej chwili równolegle do pracy w szklarni sporą grupę podopiecznych. Ciesze się, że regularnie otrzymuję od nich pozytywny feedback. To w rezultacie skłoniło mnie do zrezygnowania z pracy i po Colmar będę już tylko trenował na dużo wyższym poziomie, z pełną regeneracją, zajmował się edukacją siebie oraz trenował innych. A głównie chodzi o to, aby więcej czasu spędzać z dzieckiem – opowiadał Kostera.

Niesamowite wyczyny

Adrian Kostera stawia sobie ambitne wyzwania. Warto przytoczyć chociażby 100 maratonów w 100 dni.

– Przede wszystkim czułem wielką radość, że tak dużo znajomych wspierało mnie w ten ostatni dzień oraz z niespodzianek, które dla mnie przygotowali. Oczywiście pojawiła się wielka ulga,  że dotrwałem i w poniedziałek nie musiałem biec maratonu. Odzyskałem czas wolny po pracy. Najbardziej szczęśliwy byłem dzisiaj. Po 100 dniach przerwy znowu wsiadłem na rower, a wieczorem idę na basen – mówił Adrian Kostera w rozmowie z TriathlonLife.pl po przebiegnięciu 100 maratonów w 100 dni.

Kostera

Zobacz też rozmowę z Piotrem Mellerem

Pokonał też 1171 kilometrów w duathlonie w 77:38:17 w holenderskim Arcen. Tym samym zaliczył najdłuższy dystans w tej formule na świecie.

– Rozpocząłem w sobotę o godzinie 10. Pobiegliśmy z grupą sześć pętli po 10 kilometrów w turystycznej i krajobrazowej okolicy. Kilka osób zostało ultrasami, ktoś maratończykiem. Inni wspierali mnie na kilku okrążeniach. Po biegu było tak, jak być powinno. Poziom zmęczenia i obciążenia był niemal zerowy. Potem ruszyliśmy na rower. Bałem się, że ciężko będzie znaleźć odpowiednio dużo ludzi do dotrzymywania mi tempa. Bo wspomnę, że to było  konieczne ze względów bezpieczeństwa. Na szczęście ktoś był zawsze przy mnie. Przyjaciel Dawid przejechał 600 kilometrów, a wiele osób na co dzień nigdy lub bardzo rzadko jeżdżących na rowerze, przekroczyło 200 km. Jazda na rowerze była porównywalna do mojego poprzedniego treningu kolarskiego na dystansie 725 km. W każdej chwili niezależnie od pokonanej odległości czułem się tak samo dobrze – opisywał Adrian Kostera w rozmowie z TriathlonLife.pl. Do tego ukończył wyzwanie, jakim było pokonanie 10-krotnego duathlonu. Wówczas to była jego odpowiedź na odwołanie zawodów na pięciokrotnego Ironmana.

Plany na 2021 rok

– Trzymam się harmonogramu i w tym roku chciałbym powalczyć o rekord Polski w biegu 48 godzin, ukończyć 1000 km biegu poniżej 7 dni oraz zrobić próbny Deca Ultra Triathlon – mówi Adrian Kostera.

Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Relacja 5xIM. Kostera walczy z kontuzją

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X