Rozmowa

Katarzyna Jonio: Moim marzeniem NIE są Hawaje

Wywalczyła slota w Gdyni na tegoroczne Mistrzostwa Świata w Nowej Zelandii. Jednak to nie będzie dla Katarzyny Jonio najważniejszy start w sezonie 2020. Priorytetem ma być start w Suszu.

Od kiedy jesteś związana ze sportem?
Zawsze byłam typem „aktywnym”, ale nigdy nie uprawiałam sportu wyczynowo. W szkole każdą wolną chwilę spędzałam na sali gimnastycznej. Głównie grałam w gry zespołowe takie jak koszykówka, czy siatkówka. Choć nie miałam ku temu żadnych predyspozycji, jeśli chodzi o wzrost, ale nadrabiałam szybkością i zwinnością. W „dorosłych” latach sport oznaczał rekreację, czyli narty, pływanie w morzu na wakacjach, czy sporadycznie zajęcia fitness.

Jak wyglądała Twoja droga, która zaprowadziła Cię do triathlonu?
Nie było takowej. Pewnego dnia po prostu postanowiłam zacząć się regularnie ruszać. Było to w maju 2014 roku. Kupiłam nowe ładne buty biegowe i ruszyłam na pierwszy trening, który skończył się po niecałym kilometrze. Bo już miałam taką zadyszkę, że nie mogłam oddychać. Paradoksalnie niesamowicie mnie to zmotywowało. Nie wiedzieć czemu, wówczas postrzegałam siebie jako osobę sprawną fizycznie, a tu taki cios. Kolejne treningi to były marszobiegi. Do dziś pamiętam to poczucie zwycięstwa, kiedy udało mi się ciągiem przebiec sześć kilometrów. To było około półtora miesiąca po rozpoczęciu przygody z bieganiem.

W jakich okolicznościach zainteresowałaś się triathlonem?
Mój mąż rozpoczął przygotowania do pierwszego startu w triathlonie. Nie wiem, skąd w jego głowie zrodził się ten pomysł. To był de facto pierwszy raz, gdy usłyszałam o triathlonie. Wówczas jeszcze nie sądziłam, że to będzie dyscyplina dla mnie.

jonio

Zobacz też:

Dominika Kozak z powodzeniem łączy dwie role

Kiedy zrodził się pomysł spróbowania sił?
Zaczęłam jeździć z mężem na zawody triathlonowe, jako kibic. Momentalnie udzieliła mi się atmosfera tego podekscytowania, współzawodnictwa. Widziałam wysiłek uczestników podczas zawodów, ale też ich ogromną radość na mecie. Co ciekawe, w gronie zawodników byli nie tylko wysportowani i wycieniowani herosi na kosmicznych rowerach, ale też osoby, których sylwetki niekoniecznie wskazywały na zażyłość ze sportem. Mimo to oni wszyscy docierali do mety. Wtedy pomyślałam sobie, że przecież umiem pływać (tak myślałam!), na rowerze jeździć umiem (wprawdzie miejskim, ale co to za różnica?). Właśnie zaczęłam biegać i jestem w stanie przebiec kilka kilometrów bez zatrzymania, zatem hej przygodo!

Jak wspominasz debiut?
Wystartowałam w maju 2015 podczas Garmin Iron Triathlon w Piasecznie na dystansie 1/8. Już w wodzie uświadomiłam sobie pierwsze zaniedbanie, czyli brak wcześniejszych treningów na wodach otwartych. Ci, którzy startowali w Piasecznie, wiedzą, że tamtejszy akwen bardziej przypomina sadzawkę pełną błota, niż krystalicznie przejrzysty basen. Do tego doszła źle założona pianka, która podduszała mnie przy każdym ruchu ramion oraz start wspólny, czyli klasyczna „pralka”. Po puszczeniu wszystkich przodem i przepłynięciu pierwszych metrów miałam ochotę się rozpłakać i poddać, ale to byłoby wbrew mojej naturze. Ruszyłam do boju żabką odkrytą, a to nie lada wyczyn w piance! Nawet wyprzedziłam kilka osób płynących kraulem… Więc nie wyszłam z wody ostatnia. Wsiadając na rower, nie mogłam wpiąć się w pedały i jeden z kibiców widząc, że zaraz się wywrócę, popchnął mnie za siodełko, bym złapała trochę prędkości. Cały odcinek rowerowy zastanawiałam się, czy zostałam już zdyskwalifikowana za tę niespodziewaną pomoc z zewnątrz, i czy jest w ogóle sens kontynuować zawody. Na bieganiu obeszło się już bez żadnych przygód. Z ogromnym poczuciem satysfakcji przekroczyłam linię mety! Z ulgą odnotowałam, że przy moim nazwisku na liście wyników nie widnieje DSQ.

Ile czasu przygotowywałaś się do debiutu?
Licząc od momentu wyjścia na pierwszy trening biegowy to trenowałam rok. Jednak w tym elemencie  miałam największe braki, bo wcześniej w ogóle nie biegałam. Jakieś sześć miesięcy przed startem postanowiłam wziąć kilka lekcji u trenera pływania, by „doszlifować” styl. W  praktyce okazało się to nauką pływania kraula od podstaw… Rower szosowy kupiłam miesiąc przed zawodami i zrobiłam na nim tylko kilka krótkich rozjazdów.

Jakie były Twoje odczucia po debiucie?
Byłam szczęśliwa, że udało mnie się ukończyć zawody. Jednak czułam, że stać mnie na więcej.

jonio
fot. Agata Maszewska

Czytaj także:

Lucyna Śliż przyznaje, że triathlon nie raz był powodem kłótni, ale…

Obecnie trenujesz w Kuźni Triathlonu. W jaki sposób trafiłaś do tego klubu?
Znów „winnym” jest mój mąż. To on rozpoczął treningi z Kuźnią. Więc naturalnym dla mnie było zrobienie tego samego. Poza tym dzięki temu mogłam mieć na niego „oko”.

Co Cię przekonało do reprezentowania Kuźni?
Kuźnia oferuje różnorodne treningi grupowe na wszystkich poziomach zaawansowania. Więc każdy może czuć się komfortowo niezależnie od poziomu wytrenowania.  Są zajęcia na basenie, wspólne treningi rowerowe, biegowe, ogólnorozwojowe. Podobał mnie się taki „pakiet”. Warto dodać, że ja, wstydząc się (nie)dyspozycji pływackiej, do Kuźni dołączyłam, dopiero kiedy mój kraul przestał przypominać walkę o życie w wodzie. Zawodniczką Kuźni jestem od października 2015 roku. To Kuźnia nauczyła mnie triathlonu. Ubrała w zielony strój startowy, dała wsparcie trenerskie i motywację podczas treningów i na zawodach. Jeszcze zanim oficjalnie zaczęłam reprezentować Kuźnię jako zawodniczka, dzięki mężowi poznałam kuźniową społeczność. To też sprawiło, że nabrałam ochoty dołączenia do tej grupy pozytywnie zakręconych ludzi w zielonych koszulkach.

Czy będziesz uczestniczyła już w słynnym obozie na Cyprze w marcu?
Niestety, rzadko udaje mnie się wyjeżdżać z Kuźnią na zgrupowania. To wiąże się z faktem posiadania przez nas dwóch psów i dwóch kotów. Czasami też jesteśmy domem tymczasowym dla bezdomnych psów. Więc stan liczebny „inwentarza” się powiększa. Podczas wyjazdów na zawody opiekę nad tą gromadką sprawują moi rodzice lub moja siostra, którzy na ten czas przeprowadzają się z innego miasta do nas do domu. Zatem poza sezonem startowym staramy się nie nadużywać ich gotowości do pomocy. Pozostają mi zatem przygotowania na miejscu. Bardzo liczę na rychłe nadejście wiosny, by móc wreszcie realizować treningi kolarskie na świeżym powietrzu. 

Czym się zajmujesz poza triathlonem?
Pracuję w globalnej firmie oursourcingowej. Odpowiadam za zarządzanie dostawcami materiałów wspierających sprzedaż w całej Europie. Mam to szczęście, że pracuję głównie z domu. Więc nie tracę czasu na codzienne dojazdy do i z biura, a to zdecydowanie ułatwia organizację dnia i wygospodarowanie odpowiedniej ilości czasu na treningi.

jonio

Posłuchaj też:

LOTTO Triathlon Energy bez wymogu licencji PZTri PODCAST #9

Jak triathlon wpływa na życie prywatne oraz zawodowe?
Mam wrażenie, że wszystko kręci się wokół triathlonu, treningów oraz wszelkie pozostałe aktywności i obowiązki dopasowujemy do triathlonu, a nie odwrotnie. Nawet imprezy rodzinne są ustalane z uwzględnieniem naszego kalendarza treningów i startów. Moja praca wymaga też wyjazdów służbowych. Więc każdorazowo, kiedy muszę wyjechać, staram się tak to zorganizować, by moja nieobecność była jak najkrótsza. Zawsze też biorę ze sobą strój biegowy oraz gumę do ćwiczeń.

Czy triathlon jest częstym tematem rozmów w domu?
Zdecydowanie dominującym!

Czym stał się dla Ciebie triathlon?
Niespodziewanie stał się stylem życia. Codziennym motywatorem, źródłem niesamowitych emocji, niespodzianek i radości. Triathlon jest furtką do największych życiowych przygód, takich jak przepłynięcie w sztafecie Bałtyku z Polski do Szwecji. Jest też okazją do spędzania czasu w gronie tri-przyjaciół. Ten sport stwarza możliwość do realizacji również pozasportowych marzeń, choćby takich jak występy w programach telewizyjnych. 

Jakie miejsce zajmuje triathlon w Twojej hierarchii życiowych priorytetów?
Moim życiowym priorytetem jest bycie szczęśliwym i uszczęśliwianie innych. Triathlon w ogromnym stopniu się do tego przyczynia.

Co uważasz za największy sukces w dotychczasowej przygodzie z triathlonem?
Fakt, że z każdym rokiem odnotowuję progres. Natomiast takim namacalnym sukcesem jest bez wątpienia zdobycie slota na MŚ Ironman 70.3, które odbędą się w 2020 roku w Taupo, w Nowej Zelandii, którego przy sporym łucie szczęścia wywalczyłam w Gdyni.

Które zawody najbardziej zapadły w Twojej pamięci?
W pamięci zostanie mój debiut na dystansie ½ w Suszu, w 2017 roku. Na 70- kilometrze trasy kolarskiej, na tzw. zawrotce, przewróciłam się na rowerze. Upadłam przy niemal zerowej prędkości na lewy bok. Otrzepałam się i wsiadłam na rower, ale bardzo bolała mnie lewa ręka. Mimo to ukończyłam całe zawody, wykręcając czas, który przez kolejne dwa lata był moją życiówką. Przy tym zajęłam trzecie miejsce w kategorii wiekowej. Po zawodach okazało się, że podczas upadku złamałam rękę w łokciu. Mimo to zawody wspominam bardzo ciepło.

jonio
Zajrzyj do:

Dan Mcintosh walczy o start na igrzyskach w Tokio

Jaki był dla Ciebie 2019 rok z punktu widzenia triathlonistki?
Ośmielę się go nazwać najlepszym, odkąd rozpoczęłam tri-przygodę. To był rok zdecydowanie przełomowy. Przede wszystkim nie przyplątała mi się żadna poważniejsza kontuzja uniemożliwiająca treningi lub starty. Po latach treningów grupowych zdecydowałam się na współpracę indywidualną z trenerem.

Z kim w takim razie się przygotowujesz?
Od ponad roku trenuję pod okiem Sergiusza Sobczyka i bardzo sobie to chwalę. Bo widzę wyraźne przełożenie takiego indywidualnego podejścia na moje wyniki sportowe. Serek „opiekuje” się mną kompleksowo. Dba o mnie jako o zawodnika, czasami toleruje moje gorsze dni, czy brak możliwości treningu, który wynika np. z pracy zawodowej, ale też dostrzega słabe strony, nad którymi musimy pracować. Wtedy wdraża odpowiednie środki treningowe oraz wierzy we mnie i mocno dopinguje. Jednocześnie nadal jestem reprezentantką Kuźni Triathlonu, gdzie uczęszczam na grupowe treningi pływackie.

Jakie wyniki osiągałaś w zeszłym sezonie?
W ostatnim roku po raz pierwszy zaczęłam odnosić sukcesy w klasyfikacjach open. W czerwcu wygrałam zawody Elemental Tri Series w Grodzisku Mazowieckim na dystansie olimpijskim, gdzie przy okazji zdobyłam także mistrzostwo Kuźni Triathlonu.  Na 11 startów w triathlonach i duathlonach siedem razy byłam w najlepszej trójce Open kobiet, a dwa razy wygrałam klasyfikację wiekową.

Czy zrealizowałaś wszelkie założenia oraz oczekiwania?
Prawie. Głównym założeniem na 2019 rok było zdobycie slota na MŚ na ½ IM w Nicei na tamten sezon. Zawodami, na których chciałam uzyskać kwalifikację, miał być Ironman 70.3 Otepää w Estonii.

Jak ci wtedy poszło?
Wszystko szło zgodnie z planem do T2. Etap biegowy szybko zweryfikował moje oczekiwania.  Okazało się, że to jest niezwykle wymagająca trasa praktycznie bez płaskich odcinków. Do Polski wróciłam „na tarczy”, zdemotywowana i z przygniatającym poczuciem porażki. Trener zaordynował start w Gdyni jako sposób na poprawę nastroju. Chyba wiedział, co robi. Bo tam właśnie nie tylko ustanowiłam nową życiówkę, ale też zdobyłam slota do Nowej Zelandii.

Co chcesz jeszcze poprawić przed kolejnym sezonem?
Bieganie! Trener obiecał mnie nauczyć (uśmiech).

jonio
Przeczytaj też:

Od mistrza Europy w kajakarstwie do… triathlonu

Jak wyglądają Twoje przygotowania do sezonu 2020?
Przygotowania rozpoczęłam dopiero w listopadzie. Bo formy musi mi starczyć do listopada 2020, kiedy to odbędą się MŚ w Nowej Zelandii. Poza standardowymi treningami pływackimi, rowerowym i biegowymi wdrożyliśmy więcej ćwiczeń ogólnorozwojowych oraz pracy nad techniką biegową.

Czy różnią się w jakimś stopniu od tych z zeszłego roku?
Poza wspomnianymi dodatkowymi ćwiczeniami wzmacniającymi nie widzę zasadniczych zmian. Jednak nie wiem, co mój trener ma w zanadrzu. Ja staram się sumiennie realizować przygotowywany na bieżąco plan treningowy.

Jak wygląda Twój normalny tydzień treningowy?
Zazwyczaj w tygodniu mam trzy jednostki pływackie, 3 rowerowe i 3 biegowe. Jeden dzień mam wolny, z przeznaczeniem na regenerację i odpoczynek, również mentalny. Objętości treningowe stopniowo się zwiększają. Aktualnie trenuję średnio około 13 godzin w tygodniu.

Kiedy rozpoczynasz tegoroczne starty w triathlonie?
Startem inaugurującym sezon będzie udział w Triathlonie Serock na dystansie olimpijskim.

Jakie są Twoje cele na ten sezon?
Mam zaplanowane cztery starty na dystansie ½ IM. Chciałabym je wszystkie przeżyć (uśmiech).

Które zawody będą najważniejsze w tegorocznym kalendarzu startowym?
Moim startem „A” jest połówka w Suszu, gdzie wracam na trasę dystansu średniego po trzech latach. Natomiast startem będącym spełnieniem marzeń, którego nie mogę się już doczekać, będzie ten w Nowej Zelandii, gdzie zamierzam po prostu cieszyć się z faktu samego uczestnictwa.

Jakie masz marzenia związane z triathlonem? Hawaje?
Zapewne zaskoczę odpowiedzią, że moim marzeniem NIE są Hawaje! Chciałabym nadal odnotowywać progres w moich wynikach, szczególnie w bieganiu. W tym elemencie wciąż naprawdę sporo tracę do konkurentek. Myślę też o zmierzeniu się z pełnym dystansem. Być może uda się to zrealizować w 2021 roku, kiedy to podobno Ironman 140.6 ma zawitać do Polski.

Rozmawiał: Przemysław Schenk
przemek@triathlonlife.pl

foto: materiały prywatne, Agata Maszewska

Tagi
Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close