Rozmowa

Kamil Gapiński: Lekki stresik jest zawsze

Od piątku do niedzieli, w sumie przez 36 godzin Kamil Gapiński będzie m.in. informował kibiców, zachęcał do boju zawodników jako spiker mistrzostw Europy w Olsztynie. Sprawdziliśmy jak przygotowuje się popularny “Gapa” do tego zadania.

Czy i jak przygotowujesz się do prowadzenia spikerki na imprezach?
Tak, zawsze to robię. Przeważnie kilka dni wcześniej sprawdzam listy startowe, przeglądam profil trasy kolarskiej i biegowej, ustalam ze współkomentatorem, w jakim optymalnym miejscu powinniśmy się ustawić, żeby się uzupełniać, a nie sobie przeszkadzać. Staram się też dopytać organizatora, jakie dokładnie ma oczekiwania od konferansjera. Nie na każdych zawodach są one takie same, dlatego warto doprecyzować, jaki jest nasz zakres obowiązków.

Czy stresujesz się przed taką robotą, czy już masz to w małym palcu i przychodzi Ci to naturalnie?
Lekki stresik jest zawsze, pojawia się z reguły na początku imprezy, przed pierwszym włączeniem mikrofonu. To trochę jak z komentarzem meczu w telewizji – jak zaczniesz dobrze, dynamicznie, to potem nerwy od razu znikają. Jak natomiast czujesz, że nie masz dnia – a to się zdarza, jesteśmy tylko ludźmi – wtedy stresik utrzymuje się trochę dłużej, ale z reguły maks po pół godzinie mija.

Jaki był ten pierwszy raz i gdzie? Jak się wtedy czułeś?
Debiutowałem od razu na wysokim poziomie, bo prowadząc Puchar Europy w Olsztynie, w 2018 roku. Z drugiej strony miałem bardzo duże doświadczenie radiowe i telewizyjne – do tego czasu skomentowałem kilka tysięcy meczów, głównie piłki ręcznej i nożnej. Dzięki temu nie musiałem za mocno wdrażać się w klimat pracy z mikrofonem na otwartej przestrzeni. Szybko załapałem, o co w tym wszystkim chodzi. Czułem się znakomicie, chociaż nie obyło się bez lekkiego stresu. Głównie przed startem etapu pływackiego.

Gdy wyczytywałem nazwiska poszczególnych zawodników, mój głos wracał z głośników z małym opóźnieniem. Czyli np. gdy czytałem nazwisko triathlonisty numer 3, to słyszałem jak z głośników leci numer 2. W pewnym momencie tak się zakręciłem, że powiedziałem coś w stylu „number dziesięć, representing Poland Tomasz Brembor” ?

Na kolejne zawody jeździłem już ze… stoperami do uszu. Wkładałem je przy wyczytywaniu listy startowej, dzięki czemu nie słyszałem nic z opóźnieniem i problem zniknął. Marcin

Co jest najtrudniejsze dla Ciebie w pracy spikera sportowego?
To, że musisz ogarniać czasem kilka rzeczy naraz. Na przykład na mecie biegu patrzysz po numerku kto finiszuje, wyczytujesz nazwisko tej osoby, jednocześnie sprawdzasz w telefonie jej czas netto i jeszcze słuchasz tego, co o danym zawodniku podpowiada ci organizator lub jego znajomy. Trzeba być na maksa skupionym, żeby nie powiedzieć wtedy czegoś głupiego lub się na dłużej nie zaciąć.

Anna Lechowicz, Kamil Gapiński i Marcin Konieczny

Czytaj też: Ania Lechowicz samotna wojowniczka

Wolisz startować czy prowadzić imprezę?
W ostatnich latach mam tak: jeśli to bieg, wolę startować. Jeśli triathlon, wolę witać zawodników na mecie. Ostatni raz w zawodach tri wziąłem udział w lipcu 2019 roku. Trochę brakuje mi tych wyścigów. W przyszłym roku, na czterdziestkę, planuję pojawić się na jakiejś trasie, choć pewnie maksymalnie na dystansie połówki Ironmana.

Po czym jesteś bardziej zmęczony: po imprezie w roli spikera, czy jako zawodnik?
To trochę inne rodzaje zmęczenia. Po starcie mam bardziej zmęczone mięśnie nóg, a co za tym idzie zakwasy, po konferansjerce dominują dwie kwestie: zdarty głos i brak ogólnej energii. Gdy krzyczysz do mikrofonu przez cały dzień, to naprawdę po wszystkim nie chce mi się odzywać ani wstawać z kanapy. Kto mnie zna i wie, ile gadam na co dzień, ten rozumie, że jeśli milczę, to znaczy, że naprawdę jestem zajechany.

Na mistrzostwach Europy w Olsztynie czeka mnie poważny test. Tam szykuje się 12 godzin pracy każdego dnia, zarówno w piątek, sobotę jak i niedzielę. Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem. Być może po tym wszystkim uznam, że konferansjerka jest bardziej męcząca niż Ironman!

Co Ciebie najbardziej kręci w tej pracy?
Interakcja z ludźmi. Gdy ktoś dobiega do mety, a ty dodajesz mu energii swoimi słowami i widzisz, że mimo zmęczenia ta osoba uśmiecha się pod nosem i przyspiesza – to jest to!

Jaka chwila z pracy spikera zapadła Ci najbardziej w pamięci?
Pierwszy Puchar Europy w Olsztynie z Andrzejem Szołowskim jako współprowadzącym. Byłem pod wrażeniem tego, ile ten facet ma energii, mimo swojego wieku. I ile radości z wykonywanej pracy. Marzę o tym, żeby będąc 70-latkiem mieć w sobie tyle werwy, co on.

Marcin Dybuk
foto materiały prywatne Kamil Gapiński/FB

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X