Rozmowa

Kajetana Biczkowskiego do triathlonu zainspirował film

Po obejrzeniu filmu pt. ”Ze wszystkich sił” postanowił sprawdzić się w triathlonie. Do pierwszego sezonu przygotowywał się sam. W 2020 roku  pomaga mu kolega. To ma go zaprowadzić do debiutu w Ironmanie w 2021, a potem na Hawaje. W internecie możecie go spotkać jako Tri Kajtek.

Co trenowałeś przed triathlonem?
Od dzieciaka zawsze lubiłem sport. Marzyłem, że kiedyś zostanę sportowcem. W gimnazjum zacząłem chodzić na zajęcia SKS z siatkówki. Jednak z powodu przeprowadzki musiałem zrezygnować. Na studiach początkowo wróciłem do amatorskich treningów, jednak efektem tego było trzykrotnie skręcone kolano. Więc ortopeda zalecił mi rezygnację ze sportu. Nie posłuchałem go, ponieważ nie potrafiłbym żyć bez takich zajęć.  Zacząłem trenować boks i ta przygoda trwała rok. Potem trenowałem w AZSie w sekcji ergometru wioślarskiego. W międzyczasie zacząłem biegać, choć bardzo nieumiejętnie. Przytrafiały mi się często różne kontuzje.

Jak wyglądało Twoje życie przed triathlonem?
Mam wrażenie, że było dużo mniej zorganizowane i marnowałem sporo czasu. Z jednej strony studia powodowały zupełnie inny tryb życia, a z drugiej starałem się w miarę regularnie uczęszczać na treningi bokserskie, czy sekcji AZS. Jednak to było sumarycznie 2-3 razy w tygodniu.

W jaki sposób triathlon pojawił się w Twoim życiu?
Triathlonem zafascynowałem się przez przypadek. Pamiętam, że wraz z grupą biegową Night Runners wybraliśmy się do kina na film “Ze wszystkich sił”, który był oparty na faktach. Opowiadał historię niepełnosprawnego chłopaka, który wraz z ojcem ukończył  Ironmana w Nicei. Film zrobił na mnie ogromne wrażenie. Nawet po pojawieniu się napisów końcowych, nadal siedziałem, jak zaczarowany. Byłem pełen podziwu dla tych niesamowitych ludzi.

To był kluczowy moment?
Dokładnie! W tym momencie postanowiłem, że spróbuję sił w tym sporcie. Oczywiście od początku głównym marzeniem stał się debiut na pełnym dystansie, którego realizacji podejmę się w 2021 roku.

trikajtek

Zobacz też:

Jak się żyje i trenuje w Dubaju zdradza Patryk Bielik

Kiedy zadebiutowałeś?
Debiut w triathlonie zaliczyłem w 2016 roku w Bydgoszczy na dystansie 1/8 IM. Strach był ogromny. Głównie był związany z koniecznością pływania w rzece. Pamiętam, że wtedy znajomy triathlonista w zabawny sposób mnie uspokoił tekstem, że z prądem to wszystko płynie (śmiech).

Jak było?
Przed startem były ogromne nerwy. Zastanawianie się, czy o wszystkim pomyślałem. Dzień przed dopiero zostałem uświadomiony, że właściwe ciśnienie w oponie to 7-8 barów, a nie dwa. Byłem więc totalnie zielony, ale też zdeterminowany. Największy stres zszedł ze mnie po wyjściu z wody, ponieważ wiedziałem, że z etapem kolarskim i biegowym jakoś sobie poradzę.

Co czułeś na mecie?
Po wbiegnięciu na metę pojawiła się euforia, ale i niesłychana fascynacja tą dyscypliną. Ponadto cała otoczka, która towarzyszyła imprezie w Bydgoszczy, oczarowała mnie. Mimo że czułem się trochę sponiewierany, ponieważ nigdy wcześniej nie łączyłem tych trzech dyscyplin, wiedziałem, że to nie była jednorazowa przygoda. Chciałem więcej!

Kiedy po debiucie zacząłeś bardziej się angażować w triathlon?
Już kolejny rok był bardziej intensywny, więcej startów i treningów. Jednak mam wrażenie, że dopiero w ubiegłym sezonie lepiej zrozumiałem ten sport. Dlatego też nastąpił znaczny progres w wynikach i zmiana podejścia głównie mentalnego.

Co się wydarzyło?
Przez moje pierwsze trzy lata startów w triathlonie nie potrafiłem sobie poradzić ze stresem przedstartowym, który wręcz paraliżował mnie przed rozpoczęciem rywalizacji. Postanowiłem więc skorzystać z pomocy psychologa sportowego, bo wiedziałem, że sporo tracę na tym. Udało się nawiązać współpracę ze Strefą Psychologii Sportu w Poznaniu. Co ciekawe moja pani psycholog w 2015 roku została Mistrzynią Polski na dystansie IM. W związku z tym bardzo dobrze potrafiła zrozumieć moje problemy. Po kilku spotkaniach okazało się, że największe rezerwy mam właśnie w głowie. Jednak nie chodziło tu tylko o same starty, ale również o podejście do treningów. Jej wskazówki pozwoliły mi zmienić podejście do triathlonu i do samych startów. Od tego czasu potrafię się wyciszyć przed startem oraz odpowiednio skoncentrować, na kluczowych elementach. Nie ma już tego paraliżującego stresu jak wcześniej.  

trikajtek

Posłuchaj:

Po co nam sportowcom psycholog? PODCAST

Jak triathlon zmienił Twoje życie?
Stało się bardziej zakręcone, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Dzięki triathlonowi poznałem dużo inspirujących i pozytywnych ludzi, z którymi widzę się praktycznie na każdych zawodach. Dodatkowo bardzo ukształtował mój charakter. Nauczył nieustępliwości oraz determinacji w dążeniu do celu. Bez wątpienia bardzo zmieniła się też moja kondycja.

W pewnym momencie przy wzroście 198 cm ważyłeś 96 kg. Jak wyglądał w Twoim  przypadku proces redukcji wagi?
To prawda, po pierwszych dwóch startach w triathlonie bardzo się zapuściłem. Jak mam być szczery, nawet nie wiem, jak to się stało, że w pięć miesięcy przytyłem niemal 20 kilogramów, zwłaszcza, że od zawsze byłem bardzo szczupły. Jednak niezdrowa dieta, dużo fastfoodów, słodzonych napojów, mało ruchu i się doigrałem. Najdziwniejsze było to, że sam sobie nie zdawałem sprawy, że to zaszło, aż tak daleko. Dopiero gdy w kwietniu pojechałem do domu na święta, stanąłem na wadze. Zobaczyłem 96 kilogramów. Stwierdziłem, że muszę się za siebie zabrać. Paradoks życia jest taki, że przytyć jest bardzo łatwo, ale zrzucić to już wyższa szkoła jazdy. Ja potrzebowałem około roku, żeby wrócić do poprzedniej wagi. Redukcja polegała u mnie przede wszystkim na zmianie nawyków żywieniowych, wyrzuceniu z diety słodzonych napojów, ograniczenie niezdrowej żywności oraz sumienne treningi.

Jak czułeś się po pozbyciu się tych zbędnych kilogramów?
Czułem ogromną satysfakcję, ponieważ wiedziałem, że powrót do normalnej wagi wcale nie był prosty. Dużo łatwiej przychodziły mi treningi. Urazy i przeciążenia zaczęły pojawiać się dużo rzadziej. Czułem się trochę jak nowo narodzony!

Co uważasz za największy sukces w dotychczasowej karierze w triathlonie?
To, że cały czas czerpię z niego ogromną przyjemność! Nigdy nie miałem talentu do sportu. Byłem zawsze raczej przeciętny we wszystkim. Triathlon nauczył mnie, że ciężką pracą można osiągnąć bardzo wiele, co widzę, po niektórych znajomych z tri świata. Jeśli miałbym wskazać jakiś mój mały sukces w triathlonie, to z pewnością wyróżniam fakt, że udało mi się dwukrotnie na mniejszych zawodach wskoczyć na podium w kategorii wiekowej. Nie jest to nic specjalnego. Jednak stanie na podium jest niezwykle przyjemnym uczuciem, o którym zawsze marzyłem. Nikt ci go za darmo nie dał. Wiesz, że twoja praca na treningach powoli zaczyna przynosić plony.

trikajtek

Przeczytaj też:

Jacek Krawczyk: Chciałbym wzbudzić sensację

W jaki sposób godzisz czasowo obowiązki zawodowe oraz treningi i starty?
To jest czasem trochę problematyczne, ale paradoksalnie im więcej mam treningów, tym prościej jest mi wszystko pospinać. Charakter mojej pracy trochę utrudnia raz na jakiś czas realizację wszystkich zadań, ponieważ  jestem odpowiedzialny za pół Polski. W związku z tym czasem muszę jechać w delegację na spotkanie z klientami lub poprowadzić jakieś szkolenie. Moi znajomi z pracy śmieją się, że jak rezerwuję nocleg, to najpierw szukam stadionu, a dopiero potem lokalizuję jakiś hotel w okolicy.

Co jest dla Ciebie motywacją do dalszych treningów oraz startów?
Chyba największą motywacją jest dla mnie to, kim się stałem i jak się zmieniłem, dzięki mocnemu zaangażowaniu się w sport. W czasach gimnazjum i liceum byłem bardzo nieśmiałym i zakompleksionym chłopakiem, który nie miał łatwego życia w rówieśnikami. Była to głównie moja wina. Nie byłem asertywny. Dałem sobie wejść na głowę, a w miarę jak to postępowało, straciłem kompletnie poczucie własnej wartości. Czułem się nikim. Idąc na studia do innego miasta, wiedziałem, że to jest prawdopodobnie moja jedyna szansa na nowe i lepsze życie. W związku z tym małymi kroczkami zacząłem budować własną osobowość oraz charakter.

Więc co Ci dał triathlon?
Wiem, że sport, a w szczególności triathlon dał mi ogromną dawkę wiary w siebie i we własne możliwości. Dotarło do mnie, że każde ukończone zawody oraz nowy rekord życiowy zawdzięczamy tylko i wyłącznie naszej ciężkiej pracy na treningach, chęci stawania się lepszą wersją siebie. Do tego ma wpływ wiara  w popularny slogan ‘You can do it!’. Solidnego kopa do treningów oraz walki o coraz lepsze rezultaty daje mi też wsparcie od firm, które takiemu amatorowi, jak ja zaufały i zdecydowały się pomóc w realizacji sportowych marzeń! W związku z tym bardzo chciałbym podziękować za wsparcie ALE, Fizjoterapia Biegacza, Remplus Fitness, TYR Polska, Tri Centre, Compressport, 4Fizjo oraz mojemu dietetykowi Damianowi Wiśniewskiemu. 

Trenujesz sam, czy pod okiem trenera?
Do tej pory starałem się sam rozpisywać sobie treningi w oparciu o moje wewnętrzne ‘tak mi się wydaje’. Jednak często to nie zdawało egzaminu. Czułem na zawodach, że jednak to  nie jest tym, o co mi chodziło. Teraz przed nadchodzącym sezonem poprosiłem o pomoc mojego kumpla, który kręci całkiem ładne wyniki. Zauważyłem ogromną różnicę w moich treningach. Dzięki jego pomocy jestem przekonany, że ten sezon będzie dla mnie bardzo udany!

trikajtek

Posłuchaj też:

Po co nam sportowcom psycholog? PODCAST #8

Czym jest dla Ciebie triathlon?
Przede wszystkim ogromną pasją i drogą do stania się lepszym człowiekiem. Jest dla mnie też najlepszym sposobem do oderwania się od obowiązków służbowych i wyczyszczeniu głowy. Od kiedy wkręciłem się w ten sport, to doszedłem do wniosku, że zmęczenie psychiczne jest dużo gorsze od zmęczenia fizycznego. Dlatego czasem, nawet gdy wracam o 20 z delegacji,  potrafię wsiąść na trenażer albo ubrać buty i zrobić jakieś krótkie rozbieganie w tlenie. Wtedy jestem fizycznie jeszcze bardziej zmęczony, ale kocham stan zmęczenia po treningu i ogrom endorfin, który po nim przychodzi. Wówczas zmęczenie psychiczne znika.

Jak triathlon wpływa na życie prywatne?
To jest układanka, nad którą musiałem trochę posiedzieć, żeby zaczęło się to wszystko składać w całość. Praca, treningi, gotowanie posiłków na kolejny dzień zajmują sporo czasu.  Jednak zawsze staram się znaleźć jeszcze trochę wolnego, żeby spotkać się z przyjaciółmi.

W której płaszczyźnie czujesz się najlepiej, a która jest słabszym punktem?
Praktycznie na każdych zawodach najlepiej wychodzi mi pływanie. Jeśli mam być szczery, to największą frajdę sprawia mi etap kolarski. Moją piętą achillesową jest bieganie, ale małymi kroczkami notuję też w nim progres. Myślę, że za jakiś czas będzie na przyzwoitym amatorskim poziomie.

Jak rodzina i najbliżsi reagują na Twoją sportową pasję?
Na początku nie byli zachwyceni. Obawiali się, że nie dam rady połączyć tego z pracą. Jednak z czasem pokazałem im, że daję radę i wspierają mnie bardzo w mojej pasji!

W jaki sposób rodzina pomaga i wspiera w Cię triathlonowej przygodzie?
Tak naprawdę to dzięki moim rodzicom mogłem zadebiutować w triathlonie, ponieważ przed pierwszym startem moja sytuacja finansowa była, delikatnie mówiąc kiepska. To oni zasponsorowali mi pierwszą piankę. W ubiegłym roku po raz pierwszy całej rodzinie udało się zgrać mój start z ich wolnym weekendem. Mogli na własne oczy zobaczyć, jak ich syn, wnuk, chrześniak robi to, co kocha. Muszę przyznać, że to dzięki ich obecności na finiszu mimo braku sił udało mnie się zebrać na skuteczny atak na zawodnika przede mną. Świadomość, że ktoś bliski czeka na ciebie na mecie, to jest coś fantastycznego!

Jaki będzie dla Ciebie sezon 2020?
Z pewnością przełomowy. Ostatni rok spędzę w kategorii M25 i chyba to jest moją główną  motywacją do treningów w tym momencie. Chciałbym powalczyć w kategorii wiekowej o dobre lokaty, bo w M30 czeka na mnie już dużo więcej dzików (śmiech).  Dodatkowo po raz pierwszy przygotowuję się do sezonu w oparciu o rozpisane przed kolegę treningi. Więc myślę, że to przyniesie wymierny efekt w postaci dobrych wyników.

Które zawody będą dla Ciebie najważniejsze?
Start A pierwszej części sezonu to będą MP w Poznaniu na dystansie ½ IM. Oczywiście nie  łudzę się, że odegram w nich jakąkolwiek rolę. Po zawodach chcę mieć świadomość, że dałem z siebie 110 procent i zejść w okolice 4:55. Start A całego sezonu to jest ½ IM w Borównie. Tam będę chciał zrealizować mój cel na ten sezon, czyli sub 4:45. Jest to dla mnie szczególne miejsce, ponieważ tam debiutowałem na tym dystansie. Tam też miały miejsce moje najtrudniejsze zawody, gdy podczas etapu kolarskiego przebiłem trzy razy oponę. Przejechałem łącznie około 20 kilometrów na totalnym kapciu. Pewnie, gdyby nie zawodnik z pełnego dystansu, który podarował mi własną dętkę, to nie zmieściłbym się w limicie.

trikajtek

Zobacz także:

Piwo po, szkodzi czy pomaga?

Co chciałbyś poprawić przed kolejnym rokiem startów?
Na każdym etapie mam jeszcze spore rezerwy, które muszę uruchomić, przygotowując się sumiennie do sezonu. Z pewnością największy nacisk kładę na rower i bieganie. Bo na tych dwóch etapach można najwięcej zyskać, ale i stracić.

Jak przebiegają przygotowania do sezonu?
Sumiennie, choć styczeń był bardzo słaby treningowo z powodu problemów zdrowotnych. Jednak jestem zdania, że lepiej swoje odchorować przed sezonem, niż w jego trakcie. Wierzę, że limit pecha już wykorzystałem w tym roku.

Trenujesz na miejscu, czy wyjeżdżałeś też na zgrupowania?
Przygotowuję się na miejscu. Rozważałem wyjazd na obóz. Jednak zdecydowałem się zainwestować w rower triathlonowy, gdyż przy moich prędkościach inwestycja w ten sprzęt jest już, jak najbardziej uzasadniona. Gdy do tego doliczymy odpowiednie koła, to można powiedzieć, że na moich czterech obozach będę się ścigał w nadchodzącym sezonie (śmiech). Planuję co prawda spontaniczny mini obóz na majówkę w polskich górach, ale to będzie zależeć od pogody.

Kiedy rozpoczynasz sezon 2020?
Sezon rozpocznę standardowo w maju duathlonem w Czempiniu na dystansie sprinterskim. Potem będą 3-4 starty na przetarcie na krótszych dystansach i przyjdzie czas na ściganie w Poznaniu. W trzeci weekend marca czeka mnie jeszcze start w Otyliadzie, podczas której będę chciał powalczyć o złamanie 25 km.

Jakie masz cele oraz oczekiwania odnośnie sezonu 2020?
Najważniejsze bym przepłynął, przejechał i przebiegł go bezpiecznie bez żadnych kontuzji. Poprzedni sezon taki właśnie był głównie dzięki mojemu fizjoterapeucie, który od kilku lat ratuje mnie z opresji. To jest dla mnie cel numer jeden. Cel numer dwa to sub 4:45 na ½ IM. Z pewnością chciałbym też powalczyć o podia w kategorii wiekowej na kilku imprezach, bo nie ukrywam, że to bardzo nakręca do jeszcze mocniejszej pracy w sezonie. Na koniec roku jeszcze przyjdzie czas na debiut w maratonie.

Jakie masz marzenia związane z triathlonem?
Ukończyć pełny dystans IM, to jest takie moje największe marzenie na rok 2021. Jeżeli udałoby mnie się w debiucie złamać 11 godzin, to będę bardzo szczęśliwy. Największe marzenie to pewnie takie, jak większości triathlonistów, czyli Kona. Co roku, gdy oglądam przez 12-13 godzin relację z mistrzostw świata na Hawajach, odpływam marzeniami do tego miejsca. To wyzwanie jest niesamowicie trudne i wymagające ogromnego nakładu pracy, ale chyba po to są marzenia!

Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X