Rozmowa

Kacper Adam pracuje z trenerem braci Brownlee

Jack Maitland nie tylko trenuje Kacpra Adama, ale także zgodził się przyjechać do Polski na zaproszenie zawodnika i podczas specjalnego spotkania opowie o pracy. O stworzonym w Leeds ośrodku szkoleniowym, czy treningach z Alastairem i Jonathanem Brownlee.

Zanim przejdziemy do pytania o Twojego nowego trenera, chciałbym jeszcze zapytać się o Twój start w Challenge Championship w Samorin. Jakie wrażenia po mocno obsadzonych zawodach, w których zająłeś 19 miejsce?
Jestem zadowolony z tego wyścigu! Jestem zadowolony z życia! Cieszę się, że doszedłem do tego momentu i mogłem pościgać się w Samorin z najlepszymi zawodnikami na świecie. Realizujemy plan, który wyznaczyliśmy sobie na początku sezonu. Jestem zadowolony z tego, że zrealizowałem cele, które wyznaczyłem sobie przed zawodami. To są głównie cele mentalne, które pokazują jak ja chcę funkcjonować w sporcie, podczas ścigania z zawodnikami tej klasy. To pokazuje mi, w którym jestem miejscu i  ile jeszcze muszę pracy wykonać. Ale najlepiej to widać właśnie podczas takich zawodów jak Challenge Samorin. Nie wszystko było jak w wymarzonej bajce triathlonowej, ale czy kiedykolwiek tak będzie? Jest czas, aby dalej się rozwijać i przygotowywać do tego idealnego wyścigu, który jest obecny z tyłu głowy. Jestem niezmiennie tym triathlonowym marzycielem, który wytrwale pracuje i czeka na idealny wyścig, w który wierzę, że jest ciągle przede mną.

Jakie to były cele mentalne?
Zależało mi, aby wejść w ten wyścig na swobodnie i  z wyczuciem ciała. Skupić się na elementach nad którymi mam kontrolę, nad techniką podczas pływania, aby złapać rytm na otwartym zbiorniku, co w tym przypadku nie było łatwe, bo warunki były specyficzne. Pływaliśmy w największej rzece w Europie – Dunaju. W jedną stronę pod prąd, w drugą z prądem. Trzeba było dopasować technikę do warunków. Mnie zależało na czuciu swobody podczas rywalizacji, co nie oznacza, że nie dawałem z siebie stu procent. To był wyścig świadomy, w skupieniu na realizacji założeń, które ustaliliśmy przed zawodami. Na rowerze zależało mi, aby dać z siebie jak najwięcej, ale z pewną dozą spontaniczności. Nigdy nie jest tak, że wszystko się dzieje jak ustaliliśmy, trzeba być gotowym na reakcje.  Jechałem tak mocno, na ile byłem przygotowany. To było główne założenie. Pedałując w twardym rytmie wyprzedzałem kolejnych zawodników. Na bieganiu zależało mi, aby spokojnie rozpocząć pierwszy kilometr, a następnie rozpędzać się. Tego dnia okazało się, że po mocnym rowerze nadszedł moment, kiedy organizm dał znać, że na więcej już dzisiaj mocy nie ma. Pogoda nie ułatwiała sytuacji, pomimo, że uwielbiam ścigać się w upałach. Było 28-30 stopni Celsjusza i duchota. Biorąc to wszystko pod uwagę nie mogę się doczekać już kolejnego wyścigu, aby także podczas biegu zrealizować zaplanowane założenia i może wtedy będzie ściganie jeszcze szybsze niż w Samorin.

Z tego co mówisz wynika, że rywalizacja z najlepszymi zawodnikami na świecie działa na Ciebie mobilizująco…
Oczywiście. W treningu, czy zawodach szukam takich elementów, które mnie dodatkowo mobilizują. Rywalizacja na najwyższym poziomie niewątpliwie do takich elementów należy. Podobnie jak ludzie, z którymi współpracuję. To ludzie wokół nas są najważniejsi! Trenerzy, osoby, które mi pomagają czy kibice, którzy towarzyszą podczas zawodów. To oni tworzą pozytywną energia, którą chcę chłonąć, a także dawać z powrotem uśmiechając się na wyścigu. Nawet jak piecze w płucach czy nogach. To na radości właśnie chcę się skupiać, uprawiając nie najłatwiejszą dyscyplinę sportu. Uważam, że z tego może powstać coś pięknego, a wyniki będą coraz lepsze. Filozofia ciągłego rozwoju, gdzie to nie wynik decyduje o satysfakcji z procesu treningowego.

Doszło u Ciebie do zmian w sztabie trenerskim…
Rozpocząłem współpracę z Jackiem Maitlandem, trenerem braci Brownlee. Rozumiemy się na poziomie charakterów i to on przypomina mi o wspomnianych wcześniej aspektach. Zdecydowałem się na początku tego sezonu, aby zaufać sprawdzonej, długoletniej pracy trenerskiej i ogromnemu doświadczeniu. Daje mi to spokój i pewność dzięki, któremu mogę się rozwijać. Pierwsze pięć miesięcy naszej pracy to poznawanie siebie. Realizuję treningi, które po prostu są do zrealizowania, zgodnie z programem, bez nadmiernego analizowania cyferek. Tak samo robimy ze startami. Zaplanowaliśmy sezon i realizujemy go krok po kroku. Ulepszając poziom sportowy w detalach. W triathlonie nic nie dzieje się od razu. Jestem gotowy na kilka solidnych lat współpracy na poziomie zawodnika pro.

Czy zaplanowaliście jakiś najważniejszy start w tym sezonie?
W pracy z Jackiem nie myślimy o starcie A, B czy jeszcze innym. Skupiamy się na kolejnym wyścigu, który jest potwierdzeniem pracy, która została wykonana. Jest kolejnym doświadczeniem. Patrzymy na to, jak na kontynuację pozytywnego rozwoju w sporcie.

13 czerwca we Wrocławiu organizuję wraz z przyjaciółmi spotkanie z Jackiem, podczas którego porozmawiamy o jego pracy z mistrzami olimpijskimi, o powstaniu ośrodka treningowego w Leeds. Będziemy rozmawiać o rozwoju w sporcie od samych podstaw po szczyt jakim jest Mistrzostwo Olimpijskie i kilka tytułów Mistrzów Świata, nie tylko braci Brownlee. Chcemy podczas takich spotkań dać miłośnikom triathlonu wiedzę, dzięki której będą mogli się w zdrowy sposób rozwijać, czerpać jak najwięcej z tej pięknej i niesamowitej dyscypliny. Jest to otwarte wydarzenia. Dyskusja, opowieść o historii przygotowań Mistrzów Olimpijskich.

Natomiast w weekend 15-16 czerwca organizujemy warsztaty dla wąskiej grupy, które poprowadzi Jack.

Jak można wziąć udział w spotkaniu oraz czy są jeszcze wolne miejsca na obóz?
Spotkanie jest otwartym wydarzeniem i miejmy nadzieje inspirującą dyskusją na temat tworzenia struktur rozwijających naszą dyscyplinę. 13 czerwca, godz. 19.30 w 4Hops Cycling Pub. Zapraszam serdecznie! Z kolei obóz to możliwość popracowania z Jackiem w bardzo indywidualny sposób zgodnie z filozofią jaką reprezentuje. Będę osobiście asystował w zajęciach i wyjaśniał metody pracy. Wydarzenie opisujące cały program dwudniowych warsztatów znajdziecie na moim funpage’u facebookowym Kacper Adam Triathlon. Tam też możecie kontaktować się ze mną i osobami pomagającymi w dopięciu wszelkich formalności…

Przed Tobą start w Mistrzostwach Polski w Poznaniu, na dystansie średnim i próba odzyskania tytułu, bo przecież jesteś dwukrotnym mistrzem na tym właśnie dystansie…
Tak. Bardzo lubię startować w Poznaniu i chciałbym wrócić na zwycięską ścieżkę. To, że szukam swobody w startach nie oznacza, że nie chcę wygrywać. Znacie sytuacje jak mistrzowie sportu wbiegają na metę z wielką radością i nie widać po nich zmęczenia. Wygrywa się na luzie. To jest właśnie ten moment, do którego fajnie dążyć. Lubię rywalizować z jak najlepszymi zawodnikami, bo dzięki temu daję z siebie więcej. Nie mam przeciwników, mam rywali, którzy pomagają przesunąć moją granicę nieco wyżej.

W tym sezonie gorącym nazwiskiem w polskim triathlonie jest Robert Karaś, który już pobił rekord Polski na dystansie długim. Planuje zakwalifikować się na Hawaje. Ty przyjaźnisz się z Robertem. Wiem, że jak tylko jest okazja to wspólnie trenujecie. Powiedź jakim jest on człowiekiem?
Robert ma nie tylko gorące nazwisko. Ma też niewyparzoną gembę 🙂 To gość, którego jedni kochają inni wręcz przeciwnie. Szanuje go za to, że ma tak bezkompromisowe podejście do życia, decyzji i wyzwań. Nigdy nie słyszałem u niego wymówek. Tego też wymaga od podopiecznych realizujących plan treningowy. Rzadko spotyka się ludzi, którzy mają tak silną pewność siebie i zero jedynkowe podejście do wielu spraw. Jeśli coś mu się nie podoba, to bez ogródek wali prosto z mostu. Cenie go za to. Czasami spotyka się to z dezaprobatą, ale tak często bywa z silnymi osobowościami. Robert szczerze wyraża siebie poprzez triathlon, ma też duży dystans do tego sportu. Właśnie dystansu i równowagi między treningiem, a dobrą zabawą nauczył mnie podczas wspólnych obozów, no i też imprez do samego rana. Często po 2-3godzinach snu, o 6 rano byliśmy na basenie i o dziwo robiliśmy trening życia. Robert pomógł mi w ważnym dla mnie okresie, bez jakichkolwiek podtekstów na tle rywalizacji w triathlonie. Jeśli staniemy razem na podium w Kona, to zwycięstwo jego czy moje nie będzie miało znaczenia. I tak dobrze wiemy, że żaden z nas nie odpuści.

Marcin Dybuk
foto materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button
X