Rozmowa

Jakub Kimmer: Forma nie zając, życiówki poczekają

Ograniczył treningi do minimum. Do panującej sytuacji podchodzi spokojnie. Odwoływanie zawodów na Jakubie Kimmerze nie zrobiło żadnego wrażenia.

Obecnie zmagamy się z pandemią koronawirusa. Jak wyglądają Twoje treningi?
Treningi ograniczyłem do minimum. Robię luźne rozjazdy w tlenie na trenażerze. Pływam „na sucho” w ramach treningów on-line z Sebastianem Karasiem, sporadycznie truchtam w tlenie po parku, w małych objętościach, czyli maksymalnie godzinka. Do tego dochodzi trochę ćwiczeń wzmacniających core i rozciąganie.

W jakim stopniu to wpłynęło na Twoją formę?
Na pewno te dwa tygodnie luzu odbiły się jakimś echem na formie. Byłem świetnie przygotowany na wiosenne starty biegowe. Tuż przed kwarantanną, jak co roku brałem udział w 12-godzinnym biegu sztafetowym. To był pierwszy test formy po zimie. Tegoroczny wynik, tempo i samopoczucie sugerowało pewne życiówki na nadchodzących wiosennych startach biegowych.

W jaki sposób radzisz sobie z wieloma nałożonymi ograniczeniami?
Dla mnie jedynym ograniczeniem są zamknięte baseny. Jestem kiepskim pływakiem. Orałem formę całą zimę, bo w tej dyscyplinie zawsze najwięcej traciłem. Zrobiłem duży postęp. Co rusz poprawiałem swoje „basenowe życiówki”. Miało to zaowocować wiosną.

Jak ta cała sytuacja wpłynęła na Ciebie mentalnie?
Na początku spory mętlik w głowie. Strasznie mnie zirytowało zamknięcie basenów, ale wiem, że to niestety słuszna decyzja. Znam siebie i jestem pewien, że gdyby byłyby one otwarte, to nie wygrałby zdrowy rozsądek. Pikanterii dodał fakt, że dwa tygodnie temu dzień przed zamknięciem ostatniego basenu podkręciłem nogę i pływanie było najrozsądniejszym planem rehabilitacji.

Jakub Kimmer triathlon

Zobacz też:

Tomek Socha polubił starty na długim dystansie. Zaliczył już dziewięć IM

Jakie wrażenie wywarły na Tobie odwoływane zawody?
Odwołane starty w ogóle nie zrobiły na mnie wrażenia. To słuszna decyzja i sam wnioskowałem za odwołaniem biegu w moim rodzinnym Zelowie, który miał odbyć się 15 marca. Wówczas nie było jeszcze oficjalnego odgórnego zakazu. Forma nie zając, życiówki poczekają.

Co ci dają treningi w obecnej sytuacji ogólnoświatowej walki z koronawirusem?
Trenuję, bo to lubię. Odwołane starty nie mają dla mnie znaczenia. Wszystko robię trochę wolniej i w mniejszej objętości, żeby nie obciążać organizmu.

Jak spędzasz wolny czas poza treningami?
Fakt, czasu wolnego jest aż nadto. Brak dojazdów na basen, praca z domu, wolne weekendy – chillout. W końcu jest czas się wyspać, nadrobić zaległości na Netflixie i wszystkie inne zajęcia, na które normalnie nie ma czasu. Tyle jest fajnych modeli LEGO do zbudowania (śmiech).

W czym odnajdujesz obecnie motywację do treningów?
Ktoś fajnie ostatnio napisał, że odwołane zawody podzielą zawodników na tych, co trenują dla siebie i na tych, co trenują pod życiówki. Mi nie brakuje motywacji. Pandemia się kiedyś skończy. Jeszcze będzie czas na życiówki.

Jak przebiegały Twoje przygotowania przed epidemią?
Przez całą zimę kładłem nacisk na pływanie, żeby po wyjściu z wody widzieć rywali na horyzoncie. Fajnie szło również bieganie. Niewątpliwie chciałem na tym polu mocno powalczyć wiosną.

kimmer

Posłuchaj też:

Krzysiek “Tri Wiatrak” Wiatrowski: Nie pajacuje! Taki jestem… Pełen energii PODCAST #12

Czy byłeś zadowolony z wykonanej pracy?
Zdecydowanie tak. Staram się nie myśleć o tym w „czasie przeszłym”. Luźny okres treningowy pozwoli na zaleczenie drobnych kontuzji i mikro urazów. Jak się to wszystko unormuje, to jeszcze odpalimy petardy. W zeszłym roku przez kontuzję pękniętej łąkotki miałem dwa miesiące przerwy od biegania. Od kwietnia do czerwca nie biegałem praktycznie nic, za wyjątkiem kilku opłaconych startów, z których szkoda było zrezygnować, a co było skrajną głupotą. W lipcu byłem przekonany, że przez taką przerwę mam po sezonie. We wrześniu w Malborku zrobiłem nową życiówkę, gdzie na maratonie z uśmiechem na ustach połamałem trzy godziny. Wierzę, że nie inaczej będzie w tym roku. Jak powiedział Frodeno (po kontuzji) do Sandersa (z kontuzją) „Ciało pamięta”.

Wyjeżdżałeś na zgrupowania?
Szczerze mówiąc, nigdy nie byłem na żadnym zgrupowaniu. Nie chodzi już tylko o aspekt finansowy, który odegrał dużą rolę po Hawajach, ale przede wszystkim nie ciągnie mnie w góry z kolarskiego punktu widzenia. Mam kolarski lęk wysokości, boję się zjazdów. W Radkowie na Triminatorze na agrafkach miałem pełne gacie… Choć zabawa była przednia, to z moim cykorem zjechałem połowę klocków hamulcowych, gdy inni dawali się ponieść grawitacji. Niestety, wszystkie obozy, które rzuciły mi się w oczy, są w górzystej scenerii. Nie moja bajka, choć paradoksem jest, że biegi górskie lubię…

Czy w obliczu panującej pandemii masz w głowie myśli i obawy odnośnie tego sezonu?
Żadnych. Wszyscy jesteśmy w tej samej sytuacji. Wszyscy mamy pozamykane baseny. Pakiety nie przepadną, najwyżej zostaną nam przepisane na inny termin/przyszły rok. Forma poczeka. Trochę luzu wyjdzie nam na zdrowie.

Patrząc na ciągły rozwój sytuacji z koronawirusem, czy w ogóle jest możliwe stawianie jakichkolwiek celów?
Oczywiście, że tak! Z tego, co czytam, sporo organizatorów deklaruje przepisanie pakietów na 2021 rok. Więc jeśli spełni się najczarniejszy scenariusz i zawody TRI również nie dojdą do skutku, to cele automatycznie przesuną się w czasie o rok. Jeśli ktoś szykował się do jakiegoś debiutu, to odroczenie go w czasie da więcej czasu na skompletowanie sprzętu i doszlifowanie formy. Trzeba być optymistą i w ten sposób poukładać w głowie. Bo nie mamy na to wpływu.

Co jest w tej chwili dla Ciebie najważniejsze w kontekście tego roku odnośnie sportu?
Nie mam jakiegoś dużego parcia na wyniki. Jeśli do kalendarza powrócą triathlonowe zawody, to życzę sobie przede wszystkim dobrej zabawy i fajnej rywalizacji bez kontuzji. Stęskniłem się za tymi wszystkimi triathlonowymi mordkami! W 2018 roku w Maastricht w Holandii byłem piąty. Na mecie ludzie podchodzili i mi gratulowali, mówiąc, że mam pewne pudło w wiekówce. W mojej wybujałej fantazji wdrapywałem się na podium. Jak się później okazało, piąte miejsce open dało mi raptem czwartą pozycję w mocno obsadzonej M30… Jakoś specjalnie nad tym nie ubolewałem, bo organizator w M30 miał dla nas cztery sloty na Hawaje. Radości nie było końca! Nie mniej jednak jeśli sierpniowe zawody IM w Tallinie dojdą do skutku, to na pewno fajnym osiągnięciem i swojego rodzaju rewanżem byłoby zdobycie pudła na zawodach rangi IM! Jesień to oczywiście będzie Malbork. To jest mój coroczny sprawdzian formy i wyznacznik celów na 2021.

Rozmawiał: Przemysław Schenk
rozmowa przeprowadzona 25.03.2020
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X