Rozmowa

Jakub Czaja: To był udany sezon dla CTS / ROZMOWA

Zająłeś pierwsze miejsce open podczas zawodów Tatraman. Jak oceniasz start?
Ten start był dla mnie celem numer jeden w tym sezonie. To były ciężkie zawody. Tym bardziej, że wówczas wróciłem z wakacji. A ten czas nie jest najlepszy do trenowania. Zwłaszcza, jak jest się z rodziną na wyjeździe. Trochę to było widoczne na zawodach.
 

W którym momencie?
Po 60 kilometrach jak dojechałem do prowadzącego zawodnika, to stwierdziłem, że nie ma sensu uciekać. Jechaliśmy razem. Oczywiście przestrzegając zasad. Na biegu nogi były ociężałe. Powodem było przewyższenia. Bieg nie był łatwy.
 

Czy w trakcie części biegowej pojawiły się myśli o zejściu z trasy?
Po dwóch kilometrach biegu zastanawiałem się czy kontynuować. Ale zmotywowali mnie zawodnicy. Kiedy wszedłem w rytm biegowy, to zbudowałem bezpieczną przewagę, którą dowiozłem do końca.

Zobacz też:

Anna Tomica. Zakochana w błocie, kamieniach czyli cross triathlonie
 

Czy na trasie zmagałeś się z jakimiś urazami?
Pojawiały się skurcze mięśnia czworogłowego. To jednak nic dziwnego przy temperaturze 28 stopni. Powodowało, że na trasie walczyłem o niepogłębianie tych skurczy. Dlatego biegłem po trawie, a nie utwardzonym podłożu. Oprócz tych trudnosci, nie było żadnych niespodzianek. Wszystko poszło zgodnie z planem.
 

A jakie miałeś założenia przed startem?
Zakładałem, że stratę z wody będę odrabiał na rowerze. To udało się po niecałych 55 kilometrach. Na biegu miałem budować przewagę i to też się sprawdziło.
 

Czy zmiana trasy miała jakikolwiek wpływ na Ciebie?
Nie. O zmianie trasy biegowej było wiadomo dzień wcześniej. Przez uszkodzenie kolejki na Kasprowy oraz niekorzystne prognozy pogody biegliśmy w dolinie Koprowej i Cichej. Ta trasa przez ostre podbiegi wielu zawodnikom dały się we znaki. Taktyka zmieniła się w tym elemencie, że na Kasprowym miałem zaplanowany marszobieg z kijami. Na nowej trasie one nie były już potrzebne.

Czytaj więcej:

Adam Zięba: TRISPACE/TREK to grupa miłośników triathlonu
 

A jak było ze zmianą trasy pływania?
To był pech. Nic nie zwiastowało tak złej pogody dzień przed zawody. Wtedy była piękna pogoda. Kiedy przyjechaliśmy na start zawodów, to przez mgłę nie było nic widać na 50 metrów. Czekaliśmy ze startem dopóki mgła się nie podniesie. Niestety, sytuacja nie zmieniała się. Dlatego organizator musiał zmienić trasę. Boje były gęsto ustawione na całym dystansie.
 

Czy to coś zmieniło?
Te boje były i tak mało widoczne. Ja widziałem tylko zawodników, którzy byli przede mną. Nie widziałem kierunku pływania. Ale nie ma co narzekać. W tej sytuacji organizator zareagował dobrze.
 

Czy to był pierwszy Twój start w tego typu imprezie?
To nie był mój pierwszy start w triathlonie górskim. W Diablaku zająłem drugie miejsce w tym roku. Ale nie wspominam dobrze tych zawodów ze względu na odwodnienie. To była moja wina. Przed startem wypłukałem się trochę z elektrolitów na własne życzenie. Ten start nie poszedł zgodnie z planem. Chciałem tam wygrać. Wcześniej na takich wymagających trasach startowałem w mistrzostwach Europy.
 

Jak potoczyły się Twoje losy, że zaprowadziły ciebie do triathlonu?
Byłem wyczynowym biegaczem. Reprezentowałem Polskę na kilku wielkich imprezach. Przez poważną kontuzje musiałem zakończyć karierę. Zająłem się trochę żywieniem w sporcie. Okazało się szybko, że organizm potrzebuje dodatkowej dawki aktywności fizycznej. Wybór padł na triathlon, gdyż wydawał się sportem wszechstronnym, a tego w tym czasie poszukiwałem.
 

Jak to się dalej rozwijało?
Okazało się, że ludzie, którym układałem żywienie, nie mieli żadnych planów treningowych. Dlatego z czasem przekonałem się, że w tym zakresie też mogę pomóc. Tak wyglądały moje początki 10 lat temu. To trwa do tej pory. Grupa CTS rozwija się bardzo dobrze. Udało się stworzyć team, który osiąga dobre wyniki. Do tego ludzie tworzą znakomity team, także poza sportową działalnością. To jest bardzo ważne.

Jak wspominasz triathlonowy debiut w roli zawodnika?
To było w Suszu w 2010. Śmiesznie to wspominam. W tamtych czasach rzadko kto miał rower czasowy. Ja startowałem w stroju biegowym. Rower szosowy kupiłem na miesiąc przed startem. Po pływaniu wyszedłem daleko w stawce. Choć okazało się, że po części kolarskiej zacząłem nadrabiać straty do czołówki. Miałem najlepszy czas biegu. Pokonałem ostatnią część trasy w jedną godzinę i 16 minut. To było przyjemne doświadczenie do tego stopnia, że kontynuowałem tę zabawę. Po roku wystartowałem znowu w Suszu, a w kolejnym już wygrałem tę imprezę.

Zobacz także:

Mikołaj Luft. Triathlonista, trener, żeglarz, narciarz, fizjoterapeuta i kto wie, kto jeszcze
 

Co sprawiało Tobie najwięcej problemów na początku przygody z triathlonem?
Pływanie, tak jak większości triathlonistom. Miałem problemy z techniką. Mogłem płynąć długo, ale nie szybko. Dzięki podpowiedziom członków jednej z grup pływackich, zaczynałem pewne elementy poprawiać. Potem dzięki współpracy z jednym trenerem od techniki, było coraz lepiej. Współpracowałem z kolarzami, więc wiedziałem, jak wygląda ich trening. To również pomogło niwelując straty części kolarskiej do minimum.
 

Skąd czerpiesz motywację do treningów oraz startów swoich oraz do trenowania innych?
Jeśli widzę, że ludzie czerpią radość z pracy, jaką wykonujemy to czuje satysfakcję. Gdy widzę ich postęp, a przy okazji większe i mniejsze sukcesy, to bardzo motywuje do dalszej pracy. Do mojego treningu motywują mnie zawodnicy. Nie raz przekonałem się, że można mocno dostać w kość od podopiecznych. Zawodnicy są tak mocni, że trzeba dawać z siebie wszystko, żeby im dorównać.
 

Czego uczy triathlon?
Na pewno uczy pokory oraz organizacji. Dzięki triathlonowi ludziom łatwiej jest odreagować stres po codziennych obowiązkach i zorganizować czas. Mnie triathlon nauczył tego, że czeka mnie jeszcze wiele nauki. Oprócz tego, ten sport kształtuje mnie jako człowieka.
 

W jaki sposób udaje się łączyć rolę trenera z rolą zawodnika?
Ja jestem zawodnikiem, kiedy moi podopieczni nie startują. Przede wszystkim skupiam się na roli trenera. Kiedy zawodnicy mają główne zawody to im wtedy pomagam jako coach. Nie startuje razem z nimi. Bo potrzebują wsparcia w różnych momentach. Startuje obecnie na  kameralnych zawodach, by nie kolidowało to ze startami zawodników, choć czasem się zdarza, że wystartujemy razem.
 

Jak oceniasz sezon w wykonaniu zawodników CTS?
Ten sezon jest bardzo udany. Praktycznie co weekend zawodnicy stawali na podium. Do tego pobijali życiówki. To pokazuje prawidłowy rozwój grupy. Mam to szczęście, że 90-95 procent zawodników w tym sezonie pobiło rekordy życiowe. Choć nie zwalniamy tempa i cały czas czynimy postępy.
 

Ile obecnie członków liczy grupa CTS?
Kilkadziesiąt osób.
 

W jaki sposób udaje się Tobie wszystkich ogarnąć?
Ja mam indywidualne podejście do każdego zawodnika. Dlatego bardzo dużo pracuje. Praktycznie całymi dniami rozpisuje treningi i je analizuje. Taka praca, choć nie mogę narzekać. Zaufanie zawodników wynagradza wszelkie trudy i wyrzeczenia.
 

Gdzie można jeszcze w tym sezonie spotkać zawodników CTS?
Na imprezach zagranicznych: w Turcji, Argentynie czy Barcelonie.
 

Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne

 

Czytaj także:

Magdalena Lenz objawieniem tri sezonu ROZMOWA

 

Tagi
Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close