Rozmowa

Jak to Robert Motyka porwał się z motyką na słońce…

Na co dzień jest członkiem kabaretu Paranienormalni. Do triathlonu trafił poprzez udział w charytatywnym pojedynku z kolega po fachu,  Tomaszem Jachimkiem. Nie poprzestał na jednym starcie. Robert Motyka w rozmowie z TriathlonLife.pl opowiada o znaczeniu aktywności fizycznej, planach na 2020 rok oraz o triathlonie jako inspiracji do skeczów kabaretowych.  

Jak wyglądała sportowa droga, która zaprowadziła Cię do triathlonu?
Sport był właściwie obecny od zawsze w moim życiu. W szkole podstawowej i średniej grałem w piłkę ręczną. Uprawiałem karate i kickboxing oraz nauczyłem się grać w tenisa.  Biegałem przełaje i właściwie nigdy nie miałem dłuższego przestoju. Byłem aktywnie od najmłodszych lat.

W jaki sposób dowiedziałeś się o triathlonie?
Zupełnie przez przypadek. Kilka tygodni wcześniej wróciłem z Nowego Jorku, gdzie pobiegłem w maratonie. Będąc jeszcze pod wpływem endorfin, odebrałem telefon z propozycją startu w triathlonie w Gdyni. To była akcja charytatywna. Miałem wystartować w pojedynku z innym komikiem, Tomkiem Jachimkiem, a zwycięzca wręczał czek dla potrzebujących pomocy dzieciaków. Świetna akcja, więc zgodziłem się bez chwili namysłu. Nazwisko zobowiązuje i porwałem się z motyką na słońce. Wybrałem połówkę Ironmana. Dopiero później dowiedziałem się, że to prawie 2 km pływania, 90 km na rowerze i 21 km biegu. Problem w zasadzie pojawił się już na początku. Bo nigdy wcześniej nie pływałem kraulem i nie jeździłem rowerem więcej niż 30 kilometrów.

Robert Motyka

Zobacz też: Ksiądz na Rowerze: Można żyć bez sportu, ale po co?

 

Co Cię zaintrygowało w tym sporcie?
Uwielbiam wyzwania. Ciągle staram się udowodnić sobie, że mogę osiągać rzeczy z pozoru  niemożliwe. To nie ma nic wspólnego z kryzysem wieku średniego. Tak było w przypadku maratonów i tak też stało się z triatlonem. Byłem pełen podziwu dla szaleńców, którzy kończyli te zawody i zaraz po minięciu mety, planowali następny start.

Czy ta akcja charytatywna była impulsem, który Cię finalnie przekonał do tego sportu?
Gdzieś w środku chyba po cichu planowałem, żeby spróbować i być taki, jak wszyscy zawodnicy, ale nie trafiała się okazja. Pojedynek dla dzieciaków była właściwym impulsem. Napisałem stand up na temat przygotowania do tych zawodów.  Potem jak to zniosłem i co czułem na trasie. W samych treningach najzabawniejsze były wyprawy na basen, gdzie pod okiem trenera próbowałem pływać kraulem. To mi zajęło pół roku, ale się udało.

Jak wyglądały ostatnie dni przed pierwszy startem w triathlonie?
Do Gdyni  przyjechałem dwa dni przed startem, żeby oswoić strach, poznać ludzi i popływać w morzu. Bo wcześniej nie zaliczyłem ani jednego open water. Na to z resztą obraziła się moja trenerka. Okazało się, że jest jednak duża różnica. Na basenie jest widno, ciepło, linia jest namalowana na dnie, a w morzu są zupełnie inne warunki. Wieczorem przed startem zjadłem makaron. Noc miałem nieprzespaną z powodu stresu. Rano była już zbiórka na plaży w piance do pływania.

Robert Motyka

Czytaj także: Trenażer zło koniecznie, czy aby na pewno?

 

Jak potoczył się Twój start?
Wystartowałem w Gdyni w sierpniu 2018 roku. Pierwsze sześć metrów trasy przepłynąłem  kraulem, a potem nikomu nie przeszkadzało, że zmieniłem styl. W ten sposób żabką dopłynąłem już do końca. W strefie zmian spędziłem upojnych osiem minut. Byłem tak oszołomiony, że nie wiedziałem, co mam robić dalej. Mój najdłuższy dystans na rowerze wynosił 27 kilometrów. Na tamtej trasie na początek od razu było do pokonania 17 km podjazdu. Kiedy już wjechałem, to na przemian traciłem przytomność i budziłem się w euforii. Po 70 kilometrze czułem, że dokonałem niemożliwego i reszta części kolarskiej to już  łatwizna. No i zostało bieganie. To było najtrudniejsze 21 kilometrów w życiu. Dotarłem do mety z czasem 6 godzin i 24 minut. Przegrałem z Tomkiem, ale na nowo wygrałem siebie, a dzieciaki dostały czek. W ten sposób zostałem triathlonistą.

Czy po tamtych zawodach byłeś przekonany do kolejnych startów?
Na mecie pękałem z dumy, że mi się udało, nie poddałem się i przede wszystkim przeżyłem. Zaplanowałem sobie następny start na tym samym dystansie w Gdyni w 2019 roku. Chciałem poprawić wynik i może w przyszłości skusić się na cały dystans oraz zostać człowiekiem z żelaza.

Czy ten start doszedł do skutku?
Start w ubiegłym roku musiałem odwołać niemal w ostatniej chwili. Na planie serialu  naderwałem boleśnie mięsień pośladkowy podczas sceny kaskaderskiej. To wykluczyło mnie zupełnie na kolejne pół roku. Planuję wystartować w tym roku. Mam nadzieję, że zdrowie dopisze.

Czy obecnie jesteś dalej w rytmie treningowych?
Po długiej przerwie wróciłem na basen i znowu biegam. Myślę, że do sierpnia jestem w stanie dobrze się przygotować i poprawić czas 6:24 z 2018 roku.

Robert Motyka

Posłuchaj też: Kontuzje! Czy da się ich uniknąć? Podcast #5

 

Jakie ma znaczenie dla Ciebie aktywność fizyczna?
Mam 45 lat. Nie uprawiam zawodowo żadnego sportu, ale staram się pilnować, żeby nie wypaść z obiegu i nie wylądować na kanapie przed telewizorem. Aktywność fizyczna pomaga mi zachować pion. W mojej pracy to jest bardzo ważne. Grywam dwa spektakle jednego dnia. Więc bez sportu byłoby trudno.

Czy namawiasz kolegów ze środowiska do debiutu w triathlonie?
Kilku z nich  ma już za sobą starty w tej dyscyplinie. Tomek Jachimek, z którym ścigałem się w Gdyni, startuje regularnie. Kiedy opowiadam kolegom o triathlonie, to staram się zawsze zasiać ziarenko, z którego może w przyszłości urośnie człowiek z żelaza.

W jaki sposób treningi triathlonowe wpływały na Twoją zawodową efektywność?
Moje życie zawodowe to głównie scena i spektakle w Polsce i Europie. Od 16 lat jestem w trasie. Na prawdę to wymaga ogromnej dyscypliny, żeby zaplanować trening i nie zapomnieć zabrać ze sobą torby ze sprzętem. Kiedy zacząłem biegać intensywnie i pływać rano, zauważyłem, że mam więcej energii na resztę dnia. Do tego poprawiła mi się kreatywność.  Wcześniej byłem ciągle zmęczony i chciało mi się spać. Treningi stawiają na nogi.

Jak udawało się Tobie znaleźć czas na treningi przy  obowiązkach zawodowych?
Nastawiam budzik w telefonie na 6:30 rano i robię trening. Potem przychodzi pora na  obowiązki zawodowe. Na początku trudno się przełamać, ale po jakimś czasie przechodzi to naturalnie w nawyk.

Robert Motyka

Zajrzyj do: Pomaga innym, teraz sam potrzebuje pomocy

 

Czy triathlon może być dobrą inspiracją do tworzenia skeczów?
Oczywiście. Tak powstał mój pierwszy stand up. Napisałem tekst o tym, jak wyglądał debiut w triathlonie. Żarty pojawiły się same. Bo przecież jak ktoś, kto nie potrafi pływać i ma mgliste pojęcie o tej dyscyplinie, może w ogóle myśleć o starcie. A jednak to jest możliwe.

W jakich sportach chciałbyś jeszcze spróbować sił?
Cały czas próbuję czegoś nowego. Niedawno zainteresowałem się strzelaniem sportowym. Po pierwszej wizycie na strzelnicy złapałem bakcyla. Chciałbym jeszcze nauczyć się profesjonalnie nurkować. To mnie zawsze fascynowało.

Czy w 2020 roku masz jakieś plany startowe w triathlonie?
Już sobie obiecałem, że wystartuje w Gdyni w sierpniu.

Michał Drelich w jednym z podcastów TriathlonLife.pl poinformował, że w 2021 roku w Polsce odbędzie się pierwsza edycja zawodów na pełnym dystansie pod szyldem Ironman. Czy rozważasz udział w tej imprezie?
Pełny dystans to ogromne wyzwanie i nie ma tutaj żartów. Trzeba być dobrze przygotowanym i mieć za sobą wiele startów na krótszym dystansie. Dla kogoś takiego jak ja,  amatora z zacięciem, to raczej za wcześnie na takie deklaracje. Marzy mi się oczywiście Ironman. Na razie trenuję i jeśli będę gotów, stanę na starcie.

Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X